Czy należy obwiniać Boga za moje niepowodzenie?

Miała 17 lat. Pewnego razu po przystąpieniu do sakramentu Pojednania postanowiła odmienić swoje życie. Nie wiedziała jak długo uda jej się wypełniać to co sobie postanowiła. Dawno już zaprzestała codziennego pacierza - zwłaszcza rannego. Od tamtego dnia wszystko miało jednak wrócić do normy. Starała się mniej krzyczeć na innych, używać bardziej eleganckich słów. Codziennie odmawiała choćby krótką modlitwę ze swego modlitewnika. Była osobą religijną. Nigdy nie kryła tego, że jest blisko Kościoła. Teraz jednak chciała być jeszcze bliżej. Przed nauką i egzaminami modliła się o światło Ducha Świętego. Od jakiegoś czasu jednak przestało to "działać". Zaczęła dostawać co raz to gorsze oceny. Powoli traciła wiarę w siebie. Wiedziała, że sama modlitwa nie wystarczy, przykładała się do nauki, choć i tak nic z tego nie wychodziło. W jej głowie pojawiały się wówczas pytania: "Panie Boże, dlaczego mi to robisz?". Jednak po głębszym zastanowieniu się doszła do wniosku, że wina leży nie po stronie Boskiej tylko jej - ludzkiej. Powinna więcej ćwiczyć, co często odkładała na drugi plan. Przez całe swoje życie przyzwyczaiła się, że nauka przychodziła jej z łatwością, trudno więc było się jej przestawić, gdy zaczęło być inaczej. 



Czy należy obwiniać Boga za moje niepowodzenie?

Wiedziała, że NIE. To nie Jego sprawa, że po raz kolejny nie poszło jej na klasówce z matmy czy biologii. To nie Pan Bóg jest przyczyną kolejnej jedynki z języka obcego czy chemii. Miała modlitewne wsparcie ze strony znajomego księdza. Wiedziała, że może na niego liczyć, zarówno jeżeli chodziło o modlitwę, jak i rozmowę. Modlitwa zarówno jego jak i jej własna dawała jej wiele sił. Właśnie dzięki niej nie poddała się w walce i dąży nadal do osiągnięcia swoich celów. Jest właściwie na początku i choć zaliczyła falstart nie zniechęca jej to. Wie, że w Bogu ma oparcie, nadzieję i nie zachwieje się dopóki będzie wierzyć. Na ten okres jej życia Bóg wybrał właśnie takie przeszkody. Nie buntuje się przeciwko nim. Pracuje nad sobą, bo wie, że tylko jej rola w tym, aby wybić się na szczyt. A Bóg widząc, że to jest dobre, sam jej w tym pomoże. Bóg chce naszego dobra, ale sama modlitwa, bez wkładu własnego w osiągnięcie czegokolwiek nie wystarczy. Bóg nie jest niczemu winien. To ja jestem winny Jemu...i to znacznie więcej niż cała ludzkość jaka była, jest i będzie, będzie w stanie mu oddać.


Z modlitwą za papieża Benedykta XVI w dniu jego urodzin.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch