Dać świadectwo wierze.

Wielu ludzi spotykamy w swym życiu. Lekarzy, bankierów, nauczycieli, sprzątaczki, kasjerkę w supermarkecie (bez nazw własnych i lokowań produktów). Wielu z nich w swoim życiu spotkamy tylko raz. Nigdy więcej się w nim nie pojawią. Jak mnie zapamiętają? Jakie dałam im świadectwo o mnie i moim życiu? 


Świadectwo...
To o nim dzisiaj rozmyślam. Bo jak to jest, że człowiek z jednej strony umiłowany w Panu, ze złożonymi rękoma patrzy na niedzielnej Mszy w tabernakulum, a z drugiej strony nie potrafi przeciwstawić się złu, które dzieje się na co dzień na jego oczach? Ba, nawet mu przyklaskuje. Która z tych postaw owego człowieka jest zatem prawdziwa? Sama łapię się nie raz na tym, że nie potrafię zaprotestować, gdy ktoś grzeszy na moich oczach. Od jakiegoś czasu jednak rażą mnie w oczy zachowania młodych zwłaszcza osób, przyznających się do Jezusa, a jednocześnie przyznających się do Szatana. Przykrym obrazkiem było dla mnie polemizowanie w oczywistych sprawach, gdzie grzech jest nagi, bez przykrywki, oczywisty, a osoba względnie postrzegana przeze mnie jako religijną, w obliczu rówieśników nie potrafi przeciwstawić się złu, mówiąc, że to nie jest zło. GRZECH JEST ZŁEM ZAWSZE. A już na pewno jest nim łamanie przykazań...Nie ma też czegoś takiego jak mniejsze zło (choć sama paradoksalnie czasem używam tego określenia)

 
Skoro jestem kompanem Chrystusa, idę za Jego Słowem, potrafię okazać swoją małość przed ołtarzem, to dlaczego nie potrafię okazać tego, że we mnie mieszka Bóg również w życiu codziennym? Niedawno będąc u pierwszej takiej w moim życiu spowiedzi, w czasie której od kapłana nie dzieliła mnie “kratka“ w konfesjonale, która była bardziej szczerą rozmową twarzą w twarz (polecam wszystkim, trudno jest się odważyć, ale uczucie po takiej formie spowiedzi ~nie do opisania), usłyszałam od spowiednika słowa, które coś we mnie zmieniły. Faktem jest, że dużo prościej jest modlić się samemu, w ciszy. Trudniej poprosić drugą osobę słowami “chodź, pomódlmy się razem“. Naprawdę trudniej... potrzeba wiele odwagi, ale to jest właśnie nasze świadectwo. (Z tego miejsca dziękuje księdzu Michałowi D. TChr za owe dobre słowo). Kiedy spotykam kogoś nowego staram się być dla niego dobry, staram się jak najlepiej reprezentować Jezusa. Niech spotkany przeze mnie człowiek zobaczy, że katolicy to nie banda rozwścieczonych osób, które z krzyżami w rękach leją wszystkich, którzy robią źle. Niech widzi, że katolik to ktoś, kto potrafi pomóc, powiedzieć coś dobrego, również upomnieć, ale upomnieć...życzliwie, zwrócić uwagę na to co zle.
Co o katolikach pomyśli człowiek, który widzi katolika godzącego się na aborcję, in vitro, eutanazję, pornografię? 
Jakie daję świadectwo paląc w wieku już nawet 13 lat papierosy lub pijąc piwo za sklepem? 
Jakie daję świadectwo gdy godzę się na przemoc, na znęcanie się nad osobami starszymi?

Dawanie świadectwa nie jest czymś złym. ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ. Przyznawanie się do Jezusa nie jest czymś powodującym choroby, nieszczęścia, kataklizmy. Wręcz przeciwnie ;) Dawanie świadectwa nie jest też czymś przez co ludzie będą na Ciebie inaczej patrzyli. Najlepszym dowodem na to są świadectwa takich osób jak Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski i wielu innych (polecam poczynanie świadectw wiary osób, które Nie Wstydzą Się Jezusa ~button po prawej stronie
To nie jest proste, ale jeśli potrafię dawać świadectwo w kościele, niech potrafię też dawać je na ulicy. Módlmy się do Ducha Świętego o dar dawania świadectwa, każdy dla siebie, bo każdy z własnych czynów zostanie osądzony.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch