Znaki Boga

Pamiętam jak z 6 może 7 lat temu przy okazji jakiejś rodzinnej imprezy wujek, osoba w podeszłym już wieku, opowiedział mi historię ze swojego życia. Oczywiście znajdą się tacy, którzy włożą to od razu między bajki, nadając tytuł "wymysł wyobraźni". JA WIERZĘ w autentyczność opowieści.
 
Rzecz działa się około roku 1942. Nie wiem jaka była pora roku, wiem jednak, iż dniem tygodnia była niedziela. Mały chłopiec z niewielkiej miejscowości już od rana przeżywał bardzo ten dzień. Za chwilę bowiem po raz pierwszy miał do swojego serca przyjąć Eucharystyczne Ciało Jezusa. Klęcząc w ławce spoglądał na kapłana. Wzrok właściwie utkwiony miał jednak nie w nim, ale w białej Hostii, która znajdowała się w jego dłoniach. Pp chwili delikatnie spuścił wzrok, by skupić się na tym, że za chwilę miał przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. Wtedy to, zamodlony, usłyszał głos mówiący "Podejdż do mnie. Chodź, proszę." Podniósł oczy, a wtedy ukazał mu się już nie kapłan z kielichem w ręku, ale najprawdziwszy Jezus Chrystus. Do dziś widzę łzy, które pojawiły się w oczach wuja, gdy opowiadał mi o tym wydarzeniu. Sam Chrystus stał przed nim dokładnie w tym miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą widział księdza sprawującego Eucharystię. Ktoś powiedział mi, że małym dzieciom często się "coś" objawia, jednak po latach tego nie pamiętają. A co jeśli pamiętają? 


A to już historia, która przytrafiła się mnie samej...i to całkiem nie tak dawno.

Półtora roku temu, dokładnie 18 lutego 2011 roku po wyczerpującej chorobie zmarła moja babcia. Tradycją w Kościele jest odmawianie różańca w intencji zmarłej Duszy przez wszystkie dni od momentu śmierci do dnia pogrzebu. Był piątek, zima, śnieg. Różaniec miał się odbyć po wieczornej Mszy Świętej. Zjechało się bardzo dużo osób, rodzina, znajomi... Z każdą kolejną 'zdrowaśką' łzy co raz bardziej płynęły, kaplica była pełna ludzi, nie przejmowałam się jednak tym, że moje podciąganie nosem i dość donośny płacz będzie słyszany na drugim jej końcu. W pewnym momencie nie byłam już w stanie powtarzać słów. I wtedy wśród wszystkich głosów odmawiających modlitwę, tuż za swoimi plecami usłyszałam głos szczególny. To był głos mojej zmarłej babci. Pamiętam jak wtedy z delikatnym lękiem, a jednocześnie czymś niesamowitym w sercu odwróciłam się za siebie, w pełni przekonana, że ją tam zobaczę. Nie było jej tam, a właściwie powinnam powiedzieć, iż nie była widoczna. Bo chociaż nie ciałem to wiem, że była tam z nami duchem. Siedziała i modliła się z nami. Ze swoimi dziećmi, wnukami... Słyszałam, że tam była. Wiedziałam też, że odtąd to ona będzie moim Aniołem Stróżem. Czuję jej obecność każdego dnia. 


Bóg daje nam znaki. Każdego dnia pokazuje nam, że Jest obok nas. Świeci to nie są ludzie spoza naszego świata. To nie człowiek bez grzechu, idealne Dziecko Boże. Świętym może być każdy z nas. "Taki duży, taki mały...taki gruby, taki chudy...". Każdego dnia możemy dostrzec, usłyszeć Pana Boga, spotkać się z Nim. Musimy tylko umieć, a raczej chcieć umieć odczytywać Jego znaki. Musimy otworzyć się na Pana Boga. Opisane przeze mnie sytuacje może nie zdarzają się każdemu, ale Chrystus ukazuje nam się w każdej minucie, w uśmiechu osoby, którą wcześniej postrzegaliśmy za niemiłą, w spełnianiu się naszych marzeń, w pomocnej dłoni sąsiada, który nigdy wcześniej z nami nie rozmawiał. Bóg jest obecny w każdym z nas, trzeba nam tylko pozwolić Mu wyjść z nas na zewnątrz do relacji w szkole, pracy, na ulicy, w sklepie, na koncercie, spacerze z psem czy w przychodni lekarskiej.



Otwórzmy się na Boga. Chciejmy odczytywać Jego znaki. :)

zdjęcia : archiwum prywatne

Komentarze

  1. Niema osoby, której by się Jezus Chrystus nie objawił, jeśli tylko szuka go szczerze, całym sercem, całą duszą i całym umysłem. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch