Dajcie nam księdza.

Rozpoczęliśmy dzisiaj tydzień zwany w Kościele Katolickim misyjnym. Po co misje? Otóż jedną z podstawowych funkcji Kościoła jest właśnie misja - apostolstwo zarówno duchowe jak i świeckie; odpowiedzenie na Boże "idźcie i głoście Ewangelię". Każdy z nas słyszał pewnie o misjonarzach i misjonarkach, którzy, w krajach, które jeszcze nie poznały Chrystusa głoszą Ewangelię. Ja jednak chciałam dziś skupić się na nieco innych misjach.


W nocy z piątku na sobotę miałam okazję być na Jasnej Górze w Częstochowie i brać udział w nocnym czuwaniu w intencji Polonii zagranicznej oraz wszystkich posłanych przez Pana duszpasterzy, aby naszym rodakom na emigracji nieść Światło. Wydawać, by się mogło, że jeśli gdzieś nie ma kościoła lub kapłana to znaczy, że ludzie tam po prostu go nie potrzebują. A jednak jest inaczej. Przejmujące były dla mnie słowa Polaków mieszkających za granicami Kraju, mówiących, że brakuje księdza, że na msze jeżdżą do kościołów oddalonych czasem o 100 km.
Przejmujące to jak wielu właśnie tam, przed zranionym rysami obliczem Czarnej Madonny,  modliło się o to, aby Bóg powoływał do Towarzystwa Chrystusowego oraz do zakonu sióstr Misjonarek Chrystusa Króla właśnie tych, którzy pragną głosić im Boga. O to, aby oni, mieszkający setki, tysiące kilometrów od swoich domów rodzinnych, mogli pójść na polską mszę, porozmawiać z polskim księdzem lub polską siostrą zakonną, przystąpić do sakramentu pojednania w polskim języku. My, mieszkający w Polsce, mający kapłanów naprawdę na wyciągnięcie ręki, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ciężko może być naszym współbraciom za granicą. Dla mnie ta modlitewna noc czuwania była czymś wyjątkowym, nie tylko pod względem tego, iż miałam jedną z nielicznych okazji w roku, spotkania się z wieloma znajomymi, przyjaciółmi i wraz z nimi za to spotkanie naszej kochanej Matce dziękować, ale też pod względem tego, że poznałam ogrom problemu, jaki dotyka nas Polaków. Mówię nas, bo jesteśmy jednym narodem, bez względu na to, gdzie w danym momencie mieszkamy. Poznałam problem i postanowiłam, jeszcze gorliwiej, z nim walczyć. A jak zwalczać problem? Odpowiedź jest prosta: modlitwą - to nasza najlepsza broń! Jeżeli proszę Jezusa o coś co jest dobre i potrzebne, Bóg wysłucha. On wie jakie są nasze zamiary, on wie nawet jakie będzie następne napisane przeze mnie słowo, chociaż ja sama jeszcze go nie znam.

Na początku tego tygodnia chciałam ponadto co już napisałam, zwrócić uwagę wszystkich, że misjonarz to nie tylko ten, który głosi Chrystusa tam, gdzie go nie znają. Co więcej, misjonarzem może być każdy z nas, nie zmieniając swojego adresu zamieszkania. Wystarczy nieść Słowo Boże w swoje otoczenie. Każdy z wierzących jest apostołem.

I na koniec... módlmy się gorąco o to, aby naszym rodakom, rozsianym po całym świecie, nigdy nie brakowało Boga, ani tych, którzy zaniosą Go do ich rodzin i ich samych. 


Polecam także film ukazujący to, jak bardzo potrzeba księży Polakom na emigracji.


PS. Zwracam się do wszystkich czytelników z prośbą o modlitwę o światło Ducha Świętego na czas pisania przeze mnie pracy dot. relacji między wiarą a rozumem we współczesnej filozofii. Serdeczne dzięki! 

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło