O świętości w trzech aktach.

AKT I
Nie jest lekko być prorokiem we własnym kraju

Koniec października. Renomowane liceum w jednym z niewielkich miast. "Każdy, kto będzie miał na sobie w środę halloweenowy strój, będzie zwolniony z odpytywania w tym dniu". Nie uznaję Halloween. Irytuje mnie wkraczająca z buciorami w nasze otoczenie "kultura dyni". Myślę więc, co zrobić? Jak pogodzić własne przekonania z tym co narzuca współczesny świat? SMS do znajomego (i znanego Wam-czytelnikom) Księdza (link), próba szukania rady, ratunku...kompromisu? Po długich dylematach i przemyśleniach telefon, chwila rozmowy, pomysł, wsparcie i tak - to jest to. Wczoraj do szkoły fakt, ubrałam się na czarno, ale miałam ze sobą, krążący po Internecie, znak przekreślonej dyni - wyraz tego, iż mówię NIE Halloween. Nie było lekko. Pojawiały się komentarze godzące w moje przekonania, wiarę, w mnie samą, bo przecież moje życie to moja wiara. Nie było to przyjemne, gdy kumple, z którymi na co dzień siedzisz prawie w jednej ławce przez pół dnia mnie wyśmiewali. Ale miałam na myśli słowa Księdza Łukasza - musisz być mocna, wspieram modlitwą, musisz żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Jestem mu dziś bardzo wdzięczna, o czym już wie, że podsunął mi ten pomysł jednocześnie otaczając duchowym wsparciem. Bo nie wiem, jak zachowałabym się zostając z tym sama. Może nie uległabym popkulturze, ale pewnie stałabym obojętnie obok, a będąc obojętnym na zło sami na nie niejako przyzwalamy.
A po wtorkowo-wieczornej rozmowie powiedziałam sobie - Tak, wśród tłumu bezmyślnie oddających (nawet nieświadomie!) cześć Szatanowi musiała znaleźć się taka osoba, która postanowi wypowiedzieć swoje prawdziwe zdanie na ten temat. Początkowo miałam wątpliwości, ale z minuty na minutę co raz mniej zaczynało mi przeszkadzać to, że spotykam się z większym atakiem i wyśmianiem niż poparciem. Choć nie powiem, Apostoł miał rację mówiąc, że nie jest łatwo być prorokiem we własnym kraju...


żeby nie być gołosłowną ;)
AKT II
Taki ja i taki TY MOŻESZ ŚWIĘTYM BYĆ
 
A wieczorem różaniec i msza, na zakończenie października TAK JAK NALEŻY. I znów super moc Ducha Świętego - Osiem Błogosławieństw. Liturgia Słowa trafiająca w samo sedno całego przed i wczesnego popołudnia. Tuż po różańcu i mszy coś całkiem nowego. Oficjalnie nosiło to nazwę "Korowód Wszystkich Świętych" i przyznam szczerze, że gdy po raz pierwszy usłyszałam o tym pomyśle, wydawał mi się dość osobliwy. Fakt, mamy coś takiego, że boimy się tego co nowe. Całkiem inaczej spojrzałam na to, gdy już ruszyliśmy. My - wierni, wraz z naszymi Patronami i Świętymi, którzy szli obok nas dosłownie, w postaci relikwii. Błogosławiona Karolina Kózkówna, święty Jan Bosko, święta Jadwiga Śląska... śpiew, piosenki o nich, o wszystkich Świętych, o tym, że każdy może świętym zostać. Pochodnie, straż... Coś niesamowitego. Dla mnie był to swego rodzaju spacer ze Świętymi, tymi drogami, którymi, zdaje mi się, zazwyczaj spaceruję sama. Zdaje mi się, bo tak naprawdę nasi Patroni, Anioł Stróż jak i sam Tata są zawsze przy nas, nawet jeśli tego nie chcemy. Na pewno wielu nas wczoraj wyśmiało. Na pewno wielu w tym momencie, zamiast być z nami, wyznawało wówczas "kulturę dyni". Na pewno wielu pomyślało "Co za wariaci. Banda idiotów. Co oni chcą sobą zaprezentować?". Ale wtedy, wczoraj wieczorem, na ulicach mojej miejscowości, mając w rękach relikwie mojej patronki św. Jadwigi, a na ustach żwawe, wesołe piosenki (bo Kościół nie jest nudny!!!) po raz drugi w tym dniu poczułam, że tak poprostu trzeba. Że nie można dać się zwariować i skomercjalizować wbrew swoim przekonaniom i uczuciom. Że to właśnie dążenie do świętości, jest naszym celem. Tego wyraz miał też wczorajszy wieczór. "Taki duży, taki mały może świętym być; taki gruby, taki chudy może świętym być; taki ja i taki TY MOŻESZ ŚWIĘTYM BYĆ..."


AKT III
ŚWIĘTYMI bądźmy

I dziś, jutro, pojutrze i kolejne dni, w których jeszcze będziemy odwiedzać groby naszych zmarłych bliskich. Miałam dziś rano poważny problem. Bo powszechnie uznaje się te dni za dni zadumy, myślenia o przemijaniu. Rano było mi bardzo smutno, bo miałam świadomość, że dziś zapalę płomień Chrystusa tym, z którymi jeszcze rok, czy dwa lata temu w tych dniach piłam kawę na rodzinnym spotkaniu. Mój przyjaciel napisał mi wówczas, cytując dzisiejsze kazanie pewnego księdza, że musimy uświadomić sobie, że my - katolicy - jesteśmy jedną wielką rodziną. Że trzeba wyjść od rodziny z więzów krwi do rodziny w rozumieniu przyjaciół, znajomych i wszystkich wiernych i cieszyć się ich szczęściem, szczęściem naszych bliskich. Uświadomił mi, że idąc dziś na groby nie idę się umartwiać tylko idę się cieszyć tym, że moi bliscy dostąpili już chwały Nieba! Pierwsze dni listopada też ulegają komercji...niestety co raz częściej ważniejsze dla nas jest to jaką wiązankę i za ile położymy na grobie zmarłego dziadka, a w jakim kolorze znicz na grobie cioci, a zapominamy o istocie, o tym, że liczy się samo światło, a nie w jakiej oprawie zostanie postawione, że liczy się pamięć i wspomnienie, a nie rodzaj kwiatka w bukiecie. Memento mori... tak, ale pamiętajmy też o tym, że śmierć nie jest punktem kulminacyjnym naszego życia, ale tylko jest sprawą, która te życie zmienia., jest momentem przejściowym w naszym życiu. Punktem kulminacyjnym naszego życia jest ŚWIĘTOŚĆ i właśnie to musimy uświadomić sobie w tych dniach.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch