Szczera spowiedź...

Wielki Tydzień. I znów przygotowania, bo trzeba kupić dzieciom "zajączka", bo trzeba posprzątać dom, upeklować szynkę, upiec babkę... I mogłabym wyliczać milion innych rzeczy, które "trzeba zrobić" przed świętami, bo to przecież takie ważne, żeby mieć na Wielkanoc czyste okna... Warto przy tej okazji poruszyć kwestię szczerej spowiedzi.
 

No bo co z czystym sercem? Czy jeszcze pamiętam, że je też trzeba "wyczyścić"? Jak to jest z tą moją spowiedzią? Pisałam niegdyś o Przyjacielu, który nieustannie czeka na nas w konfesjonale. Przyjacielu, który jest zawsze, zawsze ma dla nas czas i nigdy nas nie zawiedzie [link]. Zbliża się Triduum Paschalne. Wielu ludzi sprawę spowiedzi pozostawia na ostatnią chwilę, piątek wieczór, sobotę rano... A to przecież nie tak.


Spowiedź to SAKRAMENT ŚWIĘTY. To nie jest "pójdź, odklep i dalej rób swoje". Czy umycie okien sprowadza się do przetarcia ram suchą szmatką? No chyba nie... A więc czy sakrament pojednania powinien sprowadzać się do wypowiedzenia tej samej co zawsze formułki i mechanicznego "żałuję za grzechy i chcę się poprawić". Szczera spowiedź to naprawdę prawdziwy rachunek sumienia, bo jesteśmy tylko ludźmi i po miesiącu, dwóch, a nie daj Bóg większej przestrzeni czasu mamy prawo nie pamiętać wszystkiego, co nam się przytrafiło uczynić.

Sakrament pojednania. Kolejna kwestia związana ze szczerą spowiedzią. Po to przychodzimy do Boga, aby się z nim pojednać, ale też aby, po odejściu od "kratki" iść pojednać się z tymi, którym wyrządziliśmy krzywdę. Sakrament pojednania jest tak wyjątkowym sakramentem, zarazem delikatnym i mocnym. Delikatnym, bo często nasze grzechy dotykają spraw, których jest nam wstyd, a mocnym, bo jednak trzeba oko w oko ze swoim grzechem stanąć. Bo trzeba stawić często czoła samemu sobie i wyznać przed Bogiem - tak Tato jestem słaby/a, bo zgrzeszyłem/am przeciw Tobie, zmartwiłem/am Cię swoim postępowaniem, ale teraz staję przez Tobą pełnen/a pokory i w szczerym żalu, aby Cię przeprosić i prosić o wybaczenie. To tak niewiele, kilka słów prosto z serca, które można wypowiedzieć w myślach nawet stojąc w kolejce do konfesjonału.

Ja byłam u spowiedzi dzisiaj. Stojąc w kolejce i czekając na "swój czas" powtarzałam sobie w myślach słowa piosenki "Tak mnie skrusz, tak mnie złam, tak mnie wypal Panie, byś został tylko Ty". Moja dzisiejsza spowiedź miała swoje niuanse, o których wiadomo mnie i księdzu spowiednikowi, ale koniec końców jestem szczęśliwa. Jestem zadowolona, choć to nie jest najlepsze słowo, z otrzymanej nauki, z tego, że spotkałam dziś w konfesjonale żywego Chrystusa przemawiajacego ustami kapłana - spowiednika. Spotkałam Chrystusa, który poznał moje słabości, a mimo to i tak po raz kolejny powiedział mi "kocham cię i ci wybaczam, bo jesteś moim umiłowanym dzieckiem". Przystępując do sakramentu prosiłam Tatę o pokorę dla siebie i Ducha Świętego dla kapłana, którego spotkam "za kratką". To ważne, aby modląc się o dobrą spowiedź nie zapomnieć o tych, którzy są powiernikami samego Boga w tym miejscu łączącym ziemię z Niebem. Modlitwa ma moc, a "sercem skruszonym Pan Bóg nigdy nie gardzi".

 
Wielki Tydzień to taki cudowny czas w Kościele Katolickim. Pójdźmy na Triduum przygotowani. Pamiętajmu o tym, że pamiątka tych świąt rozpoczyna się już w Wielki Czwartek. Nie odkładajmy przystąpienia do sakramentu pojednania na ostatnią chwilę. Nie odklepujmy spowiedzi na szybko, bylejak, bo są święta i trzeba... Pamiętajmy o tym, że kapłan w konfesjonale to Chrystus Bóg przemawiajacy jego ustami. Módlmy się za siebie nawzajem, my którzy do spowiedzi idziemy ochotnie, chcąc przeprosić szczerze Boga za grzechy i pragnąc przemienić swoje serca, musimy modlić się za tych, którym do pojednania nie jest po drodze. Módlmy się za kapłanów, a kapłani niech modlą się o dobrą i porządną spowiedź swoich petentów. Przygotujmy na te najważniejsze Święta w roku liturgicznym nie tylko stoły, święconki i mieszkania, ale przede wszystkim swoje serca i sumienia.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch