Moda na katolicyzm.

Nie dalej jak dwa dni temu oglądałam do bardzo późna telewizję i w jednym z programów o celebrytach, których na ogół nie oglądam wiele i jakoś specjalnie namiętnie, usłyszałam o tym, że sławne postaci świata mediów, sportu, filmu i muzyki coraz częściej przyznają się do bycia wierzącymi. Cały reportaż zaczął się od przedstawienia wypowiedzi piłkarza Roberta Lewandowskiego, który otwarcie przyznał się jakiś czas temu, że "nie wstydzi się Jezusa". Następnie pokazywano jeszcze kilka innych gwiazd świata mediów, jak na przykład Tomka Karolaka, który zrobił wokół siebie chyba zamierzony "szum" bowiem niedawno "przeszedł na chrześcijaństwo" i ochrzcił swoją kilkuletnią córkę, czy młodego aktora Maćka Musiała. W jego przypadku zwrócono uwagę na odwołanie obchodów 18 urodzin ze względu na to, iż przypadały one w okresie Wielkiego Postu. Mówiono o tym, że coraz częściej aktorzy i muzycy na rekolekcje, pielgrzymki etc. wcale się z tym nie kryjąc, a wręcz mówiąc o tym otwarcie. Całość skwitowano stwierdzeniem, które wyraźnie podkreślało, że publiczne wyznanie wiary jest niejako sposobem na wybicie się z tłumu, sławę i pieniądze.
Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Moda na katolicyzm? Chyba tak można to nazwać. Z jednej strony przysparza to kolejnych wyznawców Chrystusa, ale czy taki sposób nawracania się jest szczery? Rozumiem modę na niebieskie spodnie, czy różowe torebki, ale wiara nie jest czymś sezonowym. To nie jest apaszka w kropki, która jest modna wiosną, ale do jesiennej kurtki już nie pasuje. Czy aby takich katolików nam potrzeba? Chrystus wyraźnie mówił, abyśmy nie byli obłudni w tym co czynimy. Nie jesteśmy katolikami na pokaz. Jesteśmy katolikami dla Chrystusa, dla Boga, który nas umiłował do końca i niezmierzoną miłością. Jesteśmy katolikami nie po to, aby występować z tym w telewizji i świecić przed narodem, że wierzymy w Boga, ale po to, aby wyznawać tę wiarę w uczynkach i w swoim życiu. Bo co mi po tym, że sławna osoba powie mi, iż wierzy w Boga, kiedy nie widać tego po jej uczynkach, po akceptacji ofert pracy godzących w sumienie? Wiara to nie sukienka czy nowe buty. Wiara to świadoma i konsekwentna decyzja kroczenia drogą Krzyża ku świętości.
 
 
 
A nowa ewangelizacja? Owszem, ale nie w samym przyznawaniu się do Jezusa czynionym "na pokaz". Cenię sobie ludzi, którzy odważnie mówią o swojej wierze, ale nie, kiedy Bóg staje się elementem przetargowym. A jaka jest Twoja wiara? Czy aby też nie jesteś jak ci, którzy uczynki pobożne wykonywali przed ludźmi, a w ukryciu nie potrafisz nawet przeprosić Boga za to, że jeszcze za mało Go kochasz? Ile masz w sobie pokory, a na ile Twoja wiara stała się już przyzwyczajeniem, sprawą konieczną, czy sezonowym gadżetem, bo akurat bycie uczniem Chrystusa jest w modzie...?

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch