Przegląd roku według Angeliki W.

"Nie smuć się, że coś się kończy, ciesz się, że w ogóle się przytrafiło"

Ta idea przyświecała większej części tego roku. To był dobry rok, mimo wszystko. Podsumowania są dobre. Potrafią uświadomić człowiekowi ile dobra dzieje się w jego życiu i ile jeszcze musi w sobie zmienić, by być doskonalszym uczniem w szkole Chrystusa. Do niektórych z opisywanych wydarzeń dołączam linki, abyście mogli przeżyć je na nowo jeszcze raz wraz ze mną. Gdy rok temu "pod choinkę" dostałam kalendarz 2013 nie myślałam, że zostanie on tak obficie zapisany. Nie przypuszczałam też, że dopnę swego noworocznego postanowienia zapisanego na pierwszej stronie. Jednak Tata jak chce dobrze dla dziecka to zrobi wszystko, żeby swego dokonać. 


I tak oto jeszcze w grudniu ubiegłego roku otrzymałam ulotkę o konkursie dotyczącym osoby i nauczania Prymasa Kardynała Augusta Hlonda. Styczeń upłynął zatem pod znakiem pisania pracy konkursowej. Zapakowana w kopertę, opatrzona adresem, znaczkiem, poszła w świat i w niepamięć. Życie toczyło się dalej. Luty - kurs tzw. podstawowy do służby w ochotniczej Straży Pożarnej ukończony 6 kwietnia pozytywnie zdanym egzaminem teoretycznym i praktycznym. Kwiecień wojewódzki etap Olimpiady Myśli Jana Pawła II i kolejny znak od Taty. Awans do etapu ogólnopolskiego, który odbywał się w czerwcu w Białymstoku. Ale o tym za chwilę. W kwietniu także otrzymałam maila, a następnie telefon z Gdańska z wynikami konkursu o Kardynale Hlondzie. Omal nie dostałam zawału, kiedy w słuchawce telefonu usłyszałam od Księdza "promotora", iż jestem laureatką pierwszego miejsca. Ale jak?! Ja?! Łezka spadła z oczu, a serce waliło jak oszalałe. Mały sukces, ale cieszył jak zdany najważniejszy egzamin w życiu. Po drodze był jeszcze maj, a wraz z nim kolejny wielki krok do przodu - 18 urodziny, oficjalne wkroczenie w dorosłość. Połowa maja - bierzmowanie. Oficjalne przypieczętowanie dorosłości. Ogromna radość, wzruszenie, prawdziwe doświadczenie Ducha Świętego. Czerwiec to wspomniany już Białystok, niefortunnie przypadający w czasie, kiedy moja jednostka OSP obchodziła 90-lecie. Trzeba było wybierać, ale nie żałuję. Przy okazji wyjazdu na wschód Kraju miałam szansę odwiedzić warszawską Bazylikę Archikatedralną, a w niej podziękować osobiście Kardynałowi Augustowi za sukces w konkursie. Lipiec rozpoczął się niesamowitą Górą Tabor, która zawitała w tym roku do naszej parafii, a dokładniej do Nowicjatu Towarzystwa Chrystusowego. Ekstremalnym przeżyciem zarówno fizycznym jak i duchowym był koncert na Rynku w Lesznie. Blog to jedno, w Internecie każdy jest mądry i odważny, ale wyznanie wiary w miejscu publicznym, którym nie jest kościół, kaplica etc. to zupełnie inne świadectwo. Sierpień to punkt kulminacyjny tego roku. Postanowieniem noworocznym 2013 była pielgrzymka na Jasną Górę. Miała być piesza i na taką się szykowałam, ale widać Tata miał odmienne plany. Z grupką znajomych ruszyliśmy z Warszawy na Jasną Górę rowerami. Kolejne z przeżyć, które na pewno do końca życia zapadnie w mojej głowie. W ogóle wakacje to głównie rowery, wycieczki po wielkopolskich PŁASKICH szosach. Koniec sierpnia wiązał się z wyjazdem na Tour de Pologne z przyjaciółmi, pożegnaniami, chwilami radości, ale też smutku z powodu śmierci Dziadka. Jednak życie toczy się dalej. Wrzesień to niewątpliwie Miłość mojego życia i na tym zdanie w temacie zakończę. Cztery miesiące szczęścia :* A także początek publikacji na portalu Stacja7.pl  Koniec września to też pierwsze śluby zakonne licznej grupy nowicjuszy TChr, w których po raz pierwszy w życiu miałam okazję brać udział. Wzruszające wydarzenie. Październik też nie oszczędził mi w tym roku atrakcji. 19 października rozpoczęłam kurs Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. 8:00 rano - rozpoczęcie wykładów w budynku Państwowej Straży Pożarnej w Lesznie. Ale jak to zrobić, gdy dzień wcześniej jest się na modlitewnym czuwaniu w Częstochowie, a powrót planowany jest na godzinę 10:00? Chwała Panu, że postawił na drodze mojej i koleżanki - strażaczki Agnieszki Księdza Bogusława, który zlitował się nad dwiema zabłąkanymi owieczkami i zgodził się, aby dostarczyć nas do domu o 5:30. Półtorej godziny snu i 12 godzin wykładów, ale czego się nie robi dla Taty! Dałyśmy radę, a kurs ukończyłyśmy śpiewająco 28 października uzyskując tytuł Ratownika.


Ten rok to rok poważnych decyzji, wielu zmian w moim życiu, przełomów, przeżyć, rok pełen wspomnień, wzruszeń, radości, nowych znajomości, doświadczeń, nowego płomienia wiary... Rok, w którym Duch Święty działał niesamowicie i szalał, jak i gdzie mu się podobało siejąc w moim życiu Boży zamęt.



Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi w tych wszystkich opisanych i nie opisanych momentach, od 1 stycznia począwszy na 31 grudnia skończywszy. Życzyłabym sobie, żeby rok przyszły był o ile nie lepszy to chociaż tak dobry jak ten, który właśnie mija. I Wam kochani też życzę, abyście każdego dnia odnajdywali w swoim życiu znaki Boga, kierowali się nimi w drodze ku Niebu, spełniali swe marzenia i realizowali plany, a nade wszystko byście dążyli do świętości! Szampańskiej zabawy i abyście za rok mogli powiedzieć "to był dobry rok". :)

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło