Święta, Święta i...

Chciałoby się powiedzieć "...i po Świętach". Ale jaki wtedy sens ów Święta by miały? Na kazaniu w czasie Mszy pasterskiej ksiądz Paweł (SChr) powiedział, że nie lubi tego określenia, tak głośno rozpowiadanego już pod koniec 26 grudnia. Też go nie lubię. Nie dlatego, że jest mi przykro, że kończy się wolne, spotkania z rodzinami etc. Ale każdy mówiący, że jest już po Świętach zdaje się nie rozumieć idei Świąt.
 
 
 
Bóg się narodził! Święto trwa nadal i trwać powinno w naszych sercach tak długo, jak długo trwać będzie nasza wiara i miłość do Najwyższego. Przekładając na nasze codzienne, zwykłe życie, kiedy rodzi się dziecko w rodzinie oczy i serca wszystkich skierowane są w jego stronę. Cały czas pochłania opieka nad ów niemowlakiem, pilnowanie, czy aby niczego mu nie brakuje, tulenie, śpiewanie kołysanek, mycie, przewijanie, karmienie, przebieranie. A przecież mały Jezus to też dziecko! I jako dziecko i to w dodatku Dziecko Boże, wymaga naszej skupionej uwagi, miłości, wiary, pokładanej nadziei. Każdy rodzic wie, jak wygląda ścieżka dziecka do dorosłości. Przygląda się wtedy pierwszym krokom dziecka...i każdym kolejnym, pierwszym ocenom w szkole, pierwszym miłościom. Boży Syn przyszedł na świat żeby nas zbawić. Ale przyszedł nie jako dorosły, trzydziestoletni mężczyzna tylko po to, aby dopełnić tego, co miało stać się u końcu Jego ziemskiego pielgrzymowania. Przyszedł pod postacią dziecka. Niewinnego, bezbronnego, małego, skromnego, wymagającego uwagi i opieki. Gdy rodzi się dziecko, w domu święto panuje przez długi czas, nie tylko dwa dni po jego narodzinach. Każdy "skacze" wokół dziecka, ściska je, całuje, chce dla niego jak najlepiej. Świat rodziców, ale też innych najbliższych zaczyna się kręcić głównie wokół dziecka. Dziecko staje się centrum tego świata. Spróbujmy podejść do Nowonarodzonego tak, jakby to było nasze dziecko. Kiedy skupimy swoją uwagę na Bogu wszystko inne pójdzie w swoim odpowiednim rytmie i pomyślnie. Niech Bóg stanie w centrum naszego świata, zawładnie nim, naszymi myślami, planami, działaniem.
 
 
 
Niech te Święta nie będą dla nas tylko czymś, co było, minęło i jest tylko rutynowym, stałym punktem w kalendarzu. Niech będzie do dla nas czas pobudki, odrodzenia się, skupienia swojej uwagi na Chrystusie, poukładania na nowo swojego życia. Z uwagą śledźmy każdy kolejny rok małego Jezusa, uczmy się od Niego szacunku do rodziców, pracy, ludzi. Miłości do Boga Ojca. Niech nie pójdą "w las" nasze obietnice poprawy wypowiedziane Bogu przy przedświątecznej spowiedzi, nasze adwentowe postanowienia, życzenia składane sobie z najbliższymi podczas łamania się opłatkiem. Nie zaprzepaśćmy pojednania z wrogami, ale też z najbliższymi, tych wszystkich serdecznych chwil, które choć krótkie to były...i ufam, że były szczere. Trwajmy w tej szczerości, miłości, pojednaniu. Niech Święta nie kończą się wraz z datą w kalendarzu. Niech Nowonarodzony Jezus Chrystus codziennie jest naszym powodem do świętowania.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch