Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2014

Stacja IX - trzeci upadek.

Obraz
Pan Jezus traci siły po raz trzeci. Już widział koniec, może już pomyślał, że za chwilę wszystko się dopełni. Może obudziła się w nim nadzieja, że to tak niewiele do Golgoty, do przybicia i końca męczarni. A tu jednak jeszcze raz się przewraca. Jeszcze raz jest bity i ponaglany do podniesienia się. Jeszcze raz musi na nowo dźwignąć Krzyż na ramiona. Drzazgi trzeci raz były cięższe niż Jego ludzkie siły. Ale też trzeci raz Bóg dał mu sił nadludzkich, aby wstać i dokończyć rozpoczęte dzieło. 
Jaka jest moja droga życia? Czy nie jest podobna do Drogi Krzyżowej Chrystusa? Ile razy upadałem/am? Ile razy traciłem siły będąc już prawie u celu przedsięwzięcia? Jak często wtedy miałem/am jeszcze chęci, by po raz kolejny się podnieść i zacząć od nowa?  Czy jestem świadomy ostatecznego celu mojej życiowej wędrówki? Czy pamiętam, że to, co robię tu na ziemi jest tylko celem pośrednim, mającym prowadzić mnie ku zbawieniu? W końcu, czy potrafię odnajdować siły i motywację w Bogu i Jego miłości, by …

Stacja VIII - niewiasty.

Obraz
Płaczą. Leją rzewne łzy nad Jezusem. Niewiasty są kolejnymi osobami, które Chrystus mija na swej Drodze. Litują się nad nim. Lamentują. Ale właściwie na samym rozpaczaniu się kończy. Niewiasty to tylko płaczki. Nie ma w nich refleksji. Widzą umęczonego, skrzywdzonego człowieka, więc mu współczują. A Chrystus poucza je, aby płakały nad sobą i swoimi dziećmi, a nie nad Nim... Bywają w moim życiu chwile, kiedy bardziej interesuje mnie czyjeś życie, niż moje własne. Ile razy współczułam/em ludziom, nie znając do końca ich sytuacji? Czy czasem nie częściej współczuję obcym, a nie zauważam krzywdy najbliższych? Czy moje współczucie innym nie jest zazwyczaj na pokaz? Czy nie płaczę nad krzywdą obcych mi ludzi, bo wypada, bo co powiedzą sąsiedzi? Ostatecznie, czy nie płaczę nad Chrystusem, nie mam posępnej miny na Drodze Krzyżowej, bo taka tradycja? Może nie do końca rozumiem, co się tutaj dzieje, ale wszyscy płaczą, więc ja też?

Stacja VII - Kolejny upadek.

Obraz
Chrystus upadł po raz drugi. Znów Mu się nie udało. Znowu nie dał rady, przewrócił się. Po raz kolejny przygniotły Go problemy, które niósł na swoich ramionach. Drzazgi w belce znów stały się za ciężkie. Pewnie po raz kolejny dostał w twarz. Ale i to nie spowodowało, iż miałby się poddać. Wstał i poszedł dalej.
Wiele jest w moim życiu sytuacji, kiedy wielokrotnie czegoś próbuję i wielokrotnie mi się nie udaje. Często poddaję się już po pierwszej porażce. Nie mam sił brnąć w temat dalej, więc rozkładam ręce i mówię, że nie dam rady. Jak często odchodzę od swoich celów bez podjęcia próby. Nie udało mi się, więc się do tego nie nadaję. Dlatego też nie próbuję powstać, nie próbuję zacząć od nowa. Nie próbuję raz jeszcze. Jak często rezygnuję z czegoś, bo pierwotne próby nie odniosły zamierzonego skutku? Zbyt szybko się zniechęcam. Brak mi silnej woli, zapału..

Stacja VI - Weronika.

Obraz
Droga Krzyżowa Chrystusa miała swój szlak właściwie przez środek miasta. Jezus mijał na niej wielu ludzi, młodych, starych, kobiety, mężczyzn... Wśród nich spotykamy Weronikę. Weronika jest zupełnym przeciwieństwem Szymona. Ona decyduje się na gest pomocy bez przymusu. Jest to gest miłosierdzia, ale także gest heroiczny. Mogła przecież za to zginąć...
A jednak. Miłość jaką miała w sobie do drugiego człowieka pozwoliła jej przedostać się przez strażników i podejść do Chrystusa. Podejść, aby mu pomóc, aby w tych ostatnich chwilach przed śmiercią poczuł, że nie wszyscy się odwrócili. Weronika ociera mu twarz, aby po ludzku dać mu chwilę wytchnienia. Jego twarz była już wtedy mocno skrwawiona. A kiedy ja bezinteresownie pomogłem drugiemu człowiekowi? Kiedy odważyłem się stanąć w obronie wiary bez względu na to, jakie cierpienie mogło mnie po tym czekać? Czy potrafię otrzeć twarz nawet tym, których świat odrzuca, potępia, skazuje na śmierć?

Stacja V - Szymon.

Obraz
Szymon. Robotnik wracający z pracy. Zmęczony, pragnący tylko dostać się do domu, zjeść obiad i udać się na zasłużony odpoczynek. Pech chciał, że jego droga do domu zetknęła się z Drogą Męki Chrystusa. Pech chciał, że żołnierze przymusili akurat jego, aby pomógł Bogu nieść Krzyż. Kazali mu to zrobić za darmo. A przecież oprócz ciężaru fizycznego Krzyż to także znak pohańbienia. Gdyby pomógł, byłoby to też jego pohańbienie.
A jednak wziął drewnianą belkę na ramię i ulżył nieco Chrystusowi na te kilka metrów drogi. Z pewnością nie chciał i gdyby go nie zmusili, nie podjąłby się tego zadania. Ale ostatecznie pomógł. Okazał swoje dobre serce. A ile razy ja miałem/am okazję pomóc drugiemu człowiekowi, a zamiast tego odwracałem/am głowę w drugą stronę udając, że nie widzę, iż dzieje się coś złego, że mój sąsiad potrzebuje pomocy? Ile razy trzeba mnie było zmuszać, żebym okazał/a choć trochę serca wobec drugiego człowieka? Ile razy pomogłem drugiemu w niesieniu jego krzyża, niezależnie od te…

Stacja IV - Maryja.

Obraz
Przeszedł już jedną czwartą wyznaczonej Drogi Męki i nagle staje przy nim Matka. Ta sama, która 33 lata wcześniej usłyszała radosną nowinę, że jej ukochane dziecko będzie Synem Boga. Fatalna sytuacja. Z jednej strony Syn, który kocha swoją Matkę, tęskni do Niej, a Jej widok zupełnie mu tego nie ułatwia. Z drugiej strony Ona, tak bardzo pragnąca ulżyć swemu Dziecku w męce. Która kobieta potrafiłaby patrzeć na mękę i śmierć swojego jedynego dziecka? Maryja jednak wie, że Bóg nie opuszcza Jej i Jezusa nawet w tej chwili. Jest to kobieta pełna ufności i miłości do Boga. Zaufała mu w momencie zwiastowania i ufa także teraz. Ufa, że to, co dzieje się na Jej oczach, okrutna bolączka Jej Syna jest potrzebna Światu. Jest potrzebna, aby świat poznał bezgraniczną Miłość Boga.
Maryja bezgranicznie ufa Bogu. A ja? Czy ja potrafię ufać Mu, w trudnych chwilach mojego życia? Jakże często stawiam w życiu pytanie "Gdzie był wtedy Bóg?". Takie pytanie stawiane jest przez przeciwników Kościoła…

Stacja III - upadek.

Obraz
Jezus się przewraca. Potknął się, popchnęli Go, podłożyli Mu nogę? Wiemy tylko, że upadł. Być może przytłoczył Go ciężar drewnianej belki. Być może drzazgi, które niósł na swoich ramionach, czyli moje grzechy były nie do zniesienia, na tyle, że nie dał rady zrobić kolejnego kroku. Wyśmiali Go, nie pomogli mu wstać, a wręcz przeciwnie, dobili. Kopnęli leżącego, bo mieli z tego większy ubaw, niż z podania mu pomocnej dłoni. Król Świata leży przed nimi na kolanach. Ot radość. Istotą tej stacji nie jest jednak fakt, że Chrystus upadł. Zatrzymując się przy stacji nazwanej Pierwszym upadkiem Chrystusa ważne jest to, że Chrystus mimo wszystko podniósł się z tego upadku.
Często w moim życiu zdarzają się sytuacje, kiedy nie mam sił iść dalej. Często upadam, przewracam się na drodze mojego życia. Upadam za każdym razem, kiedy popełniam grzech. Za każdym razem, kiedy próbuję w tym życiu iść swoją drogą, robić po swojemu, a po swojemu znaczy bez Boga w pewnym momencie podwija mi się noga. To mome…

Stacja II - Krzyż

Obraz
Jezus Chrystus bierze Krzyż na swoje ramiona. Nie uciekł, nie poddał się. Przecież to Bóg w ciele człowieka, mógł zatem zrobić wszystko. Wiedział, że ofiara musi się dopełnić, ale gdyby chciał, mógł skrócić sobie męki, doprowadzić do bezpośredniej egzekucji. Wcale nie musiał brać belki na ramię, wystarczyło słowo, a bieg wydarzeń mógł być zupełnie inny.
Powiesz pewnie, że naiwny. Władzę całego Świata ma w rękach, a pozwolił temu Światu się poniżyć, upokorzyć, a później zabić... Wydawałoby się, że Bóg w tym momencie działa zupełnie nielogicznie. Spróbuj jednak spojrzeć na to z innej strony. Ileż miłości do mnie musi być w Bogu, że uczynił on swojego Syna człowiekiem tylko po to, aby ostatecznie wydać Go na śmierć i to tak okrutną? Poświęcił swego Syna dla mnie i dla Ciebie, aby dać nam Wieczne Szczęście - Życie w wiecznej szczęśliwości z Bogiem. Bóg ukochał Cię miłością bezgraniczną, a z miłości jest się w stanie zrobić wiele prawda? 

Stacja I - wyrok.

Obraz
Stanął przed Piłatem. Ten nie znalazł w jego postępowaniu niczego, co mogłoby przyczynić się do wykonania wymierzonej kary. Zapytany tłum krzyczał jednak "Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj!". W tym momencie należy się jednak cofnąć chyba kilka godzin wcześniej. 
Getsemani, Chrystus pogrążony w modlitwie, w rozmowie ze swoim Ojcem. On, Syn, oddany Ojcu bez reszty, ufający, po ludzku wystraszony tym, co Go czeka, ale ze swej natury Boskiej wierny i gotowy do poświęcenia. Getsemani to cisza, modlitwa, wiara, myśli i słowa unoszące się nad Oliwnym Ogrodem. A za plecami Chrystusa Judasz. To on wydał Go na śmierć. Nie Piłat, nie tłum, Judasz. Niegodziwy uczeń, jak śpiewamy w Gorzkich Żalach, który zaprzedał swego Mistrza za 30 monet. 

Jałmużna - 3 kroki ku Wiecznemu Szczęściu.

Obraz
Przyszła pora na krok trzeci, ostatni, mający nas, mnie i Ciebie, prowadzić w czasie tego Wielkiego Postu do oczyszczenia, do nawrócenia i do Boga.
Jałmużna - Wikipedia (tak, niezwykle wiarygodne źródło wiedzy) podaje nam taką oto etymologię tegoż słowa: Wyraz "jałmużna" pochodzi z czeskiego almużna, to od niemieckiego Almosen, a to z kolei od późnołacińskiego alimosina, jałmużna. Ten wyraz jest zniekształceniem (przez skojarzenie z rdzennie łacińskim alimonia, żywienie) wcześniejszego eleemosyna, który to wyraz sam w sobie pochodzi od greckiego eleemosyne "litość".

Modlitwa - 3 kroki ku WIecznemu Szczęściu

Obraz
Drugim z kroków ku Wiecznemu Szczęściu jest modlitwa. Wielki Post to czas wzmożonej modlitwy, czas, kiedy być może częściej zwracamy się do Boga. Święty Jakub w swoim liście mówi do nas tak: "A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego."

Post - 3 kroki ku Wiecznemu Szczęściu.

Obraz
Wczoraj krocząc ze spuszczonymi głowami, by w akcie pokuty posypać je popiołem rozpoczęliśmy(moim zdaniem) najważniejszy okres w czasie Roku Liturgicznego. Dlaczego najważniejszy? Bo męka i śmierć Chrystusa wraz ze Zmartwychwstaniem są kwintesencją naszej wiary, Krzyż jest jej najważniejszym znakiem, a właśnie w tym, aktualnym czasie wpatrujemy się w ów Krzyż najwięcej i najczęściej, prawdopodobnie z największą miłością, a może też największą refleksją. Tym wpisem pragnę rozpocząć "tryptyk" wpisów dotyczących trzech kroków ku Wiecznemu Szczęściu. Któż z nas nie chciałby być szczęśliwym przez cały czas? Także tego pragniesz? Bóg daje Ci taką możliwość! Jedyne, co musisz zrobić to wsłuchać się uważnie w Słowo Boże i wcielić Jego rady w swoje życie. Tylko tyle i aż tyle.

Instrukcja idealnego życia

Obraz
Starajcie się naprzód o królestwo Boże i o jego sprawiedliwość, a wszystko będzie wam dodane.[Mt 6,33] Nasz Niebieski Ojciec kieruje dzisiaj do nas prosty przekaz, instrukcję idealnego życia. Podobno ideał nie istnieje, ale do ideału musimy dążyć. Ideałem chrześcijanina jest Boże Królestwo. To Ono jest naszym celem ostatecznym. Fakt, że po drodze mamy do "załatwienia" jeszcze całą masę innych spraw, ale czy aby nie jest tak, jak słyszymy dziś w Piśmie? Czy nie zabiegamy bardziej o to, co przyziemne, często niepotrzebne lub nie tak ważne, jak nasza przyszłość w Niebie? Planujemy na miesiąc, pół roku, rok naprzód, martwimy się, co będzie dalej, jak się potoczą pewne sprawy. Boimy się o zdanie matury, egzaminu na prawo jazdy, sesji na studiach, obronę pracy magisterskiej. Boimy się o to, czy dostaniemy pracę, a gdy już ją mamy, znów zastanawiamy się nad tym, czy uda nam się utrzymać stanowisko, które obejmujemy.  Bardzo często w naszych głowach pojawia się pytanie "A co, j…