Doświadczenie świętości.

W tak niezwykłym czasie i dniu grzechem byłoby nie wspomnieć i tu o naszym wielkim Świętym, kolejnym polskim orędownikiem u Boga - Janie Pawle II. Nie będę przytaczała biografii Papieża, gdyż każdy zna ją w mniejszym lub większym stopniu sam doskonale. Przygotowując się do przeżywania dzisiejszej uroczystości Kanonizacji zastanawiałam się, co ja, mająca zaledwie 10 lat, gdy umierał nasz Ojciec Święty, mogę powiedzieć na jego temat, czy go właściwie pamiętam i co pamiętam.

Pamiętam ostatnią pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski. Pamiętam oglądaną w TV transmisję z Kalwarii Zebrzydowskiej i Papieża rozmodlonego, wpatrzonego w oblicze tej, której zwierzył całe swoje życie. Pamiętam helikopter papieski nad krakowskimi Błoniami. Pośród tego wszystkiego pamiętam jednak, że odkąd zaczęłam być dzieckiem trochę bardziej rozumnym i "kumającym", co się dookoła mnie dzieje, bardzo pragnęłam spotkania z Janem Pawłem II. Co tydzień siadałam w niedzielę przez telewizorem, aby oglądać 'Anioł Pański' i posłuchać choć przez chwilę słów naszego "Papy". Prosta logika dziecięca. Marzenie niespełna dziesięcioletniego dziecka, a nawet młodszego, aby na żywo zobaczyć świętego. Świętość Jana Pawła II można było wyczuć na odległość, nawet nie do końca wiedząc kim jest ten starszy pan w białym ubraniu wiedziałam, że jest to osoba niezwykła, po prostu święta. Dlatego też bardzo głęboko przeżyłam ostatnie dni życia Karola Wojtyły. 


Pamiętam piątkowy wieczór, siostra po raz pierwszy zabrała mnie wówczas na spotkanie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, gdyż rodziców nie było w domu, a nie chciała zostawiać mnie samą. Po powrocie każda stacja telewizyjna pokazywała już tłumy ludzi na Piazza San Pietro i podawała informacje o krytycznym stanie Papieża. Wreszcie sobotni wieczór. Scenariusz podobny do dnia poprzedniego. Również wieczór spędzony przed ekranem telewizora, z różańcem w ręku, modlitwą na ustach. Nie zapomnę tego momentu, kiedy czerwony "pasek" informacyjny, głoszący kiepski stan zdrowia Jana Pawła II zmienił się o 21:37 na "pasek" koloru czarnego informujący, że Papa odszedł do Domu Ojca. Nie potrzebowałam żadnej informacji więcej. Choć nigdy go nie spotkałam i choć miałam tylko 10 lat wiedziałam, że świat stracił kogoś ważnego. Dotarło do mnie, że nigdy nie spełni się moje marzenie, aby go spotkać. Wybuchłam potwornym płaczem, jak gdyby Jan Paweł II był moim największym przyjacielem, a znalibyśmy się od dawna. Jakby umarł ktoś z mojej rodziny. Do dziś nie potrafię wytłumaczyć sobie tej swojej reakcji. Chyba niewiele dzieci w moim wieku zachowałoby się podobnie zwłaszcza nie znając osoby Papieża osobiście. 

Nie spotkałam go nigdy na żywo i myślałam, że nigdy już się to nie stanie, ale dzisiaj jestem trochę starsza i dziś, w momencie ogłoszenia Karola Wojtyły świętym wiem, że muszę dążyć do tego, aby też być świętą. Aby jednak spełniło się moje marzenie i abym spotkała się z nim w Niebie. Niewątpliwie Jan Paweł II był osobą, która już od pierwszych lat życia to moje życie, mój charakter, mój wzrok skierowała ku Bogu. Różnie to bywało "po drodze", ale święty Jan Paweł II zawsze był obecny, jest i będzie w moim życiu. Wielki Papież Miłosierdzia. Dla mnie zawsze takim pozostanie.

Święty Janie Pawle II - módl się za nami.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch