Praca w Ambasadzie od zaraz!

Na wstępie trochę prywaty. Od października rozpoczynam studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na kierunku Zarządzanie państwem. Od wielu ludzi słyszałam już, że Polska tylko czeka aż skończę studia i potocznie mówiąc wezmę się za to, co dzieje się w naszym kraju. Usłyszałam też, że mam się starać, bo mam zostać ambasadorem Polski w Italii (osobiście wolałabym w Hiszpanii, ale o gustach się nie rozmawia). Wymarzona praca za wymarzone pieniądze, ale po głębszym zastanowieniu doszłam do zupełnie innych wniosków.
 
 

Jak zareagowalibyście, gdyby ktoś zaoferował Wam od ręki pracę w Ambasadzie w dowolnym miejscu na Ziemi? Znam Kogoś, Kto ma dla nas taką ofertę. Miejsce w Ambasadzie od zaraz! Tak brzmi ogłoszenie. Kto jest jego autorem? Bóg. To On chce, abyśmy podjęli pracę w Ambasadzie, Ambasadzie Nieba!
 
Ambasador Nieba na ziemi poszukiwany. Może być nim każdy z nas. Wystarczy swoimi słowami, czynami, swoim życiem świadczyć o wielkiej miłości i miłosierdziu Boga, o swojej wierze i głębokiej ufności w Jego działanie i opiekę. Wolne miejsca w Ambasadzie Nieba nie skończą się nigdy, a przynajmniej nie skończą się do momentu, aż wszyscy poznają Boga, spotkają się z Nim twarzą w twarz w swoich życiowych doświadczeniach, na Mszy, adoracji, czy w zaciszu swojego domu. Praca pewniejsza niż jakakolwiek inna. Korzyści nieporównywalne z żadnymi innymi korzyściami. Wynagrodzenie - wieczne życie w najpiękniejszym miejscu, jakie tylko zostało stworzone.
 
 
I owszem, chciałabym po studiach pracować w Ambasadzie RP w Madrycie, Rzymie, czy Paryżu, ale przede wszystkim chcę pracować w Ambasadzie Nieba na Ziemi. To jest moim powołaniem i zamierzam się starać i przykładać do tego, aby jak najdłużej utrzymać swoją posadę w tej instytucji. Bóg potrzebuje swoich ambasadorów na Ziemi. Potrzebuje, bo jeszcze bardzo wielu jest takich, którzy nie do końca mu ufają, którzy nie są w stanie oddać mu bez reszty każdego kolejnego dnia swojego życia. Bóg potrzebuje mnie na tym miejscu i zauważam to zawsze, gdy rozmawiam z kolejnymi ludźmi, kolejnymi czytelnikami, kolejnymi znajomymi, którzy zmagają się z różnymi problemami, którzy wydają się być zagubieni w szukaniu Boga, zagubieni w relacji z Nim, tak jak nasi rodacy wyjeżdżający za granicę czują się zagubieni w nowym miejscu i otoczeniu. Bóg daje mi codziennie znaki tego, że chce mnie mieć w swojej Ambasadzie. Tata wynagradza mi tę pracę już tu, na Ziemi, choć tak naprawdę trudno nazwać to pracą. Nagrodą jest dla mnie uśmiech tych ludzi, cień szansy na to, że uda im się zaufać Bogu. Każda iskierka wiary, która zapala się w tych ludziach jest dla mnie najlepszą pensją jaką mogłabym otrzymać. I nie zawsze jest kolorowo, nie zawsze się chce, nie zawsze efekty są widoczne od razu, czasem w ogóle nie ma efektów, ale lepiej jest polec w walce niż poddać się bez próby podjęcia walki.
 
Bóg potrzebuje nie tylko mnie, potrzeba mu też Ciebie w swojej Ambasadzie, bo to właśnie Ty jesteś idealnym człowiekiem na to miejsce. To właśnie Ty nadajesz się najbardziej do tego, aby świadczyć o Bogu innym ludziom i aby swoim życiem Go naśladować. Ja chcę być Ambasadorem Nieba na Ziemi, a Ty? Uwierz, że możesz i zostań jednym/jedną z nas!

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch