Nauka płynie z Gór(y).

Góry uczą pokory. To zdanie usłyszałam od swojego Ojca Duchowego będąc niedawno w Tatrach, tuż po tym, jak okazało się, że zdrowie fizyczne nie pozwala mi wejść wyżej i dalej niż nad Morskie Oko i Gubałówkę. Przez kilka dni buntowałam się coraz bardziej na bolące mnie kolano, gdy znajomi zdobywali kolejne szczyty, a mnie pozostawało dreptanie po dolinkach. Sens usłyszanego zdania zrozumiałam na dobre chyba dopiero ostatniego dnia, kiedy to bolesne stało się nawet wchodzenie po schodach.


Spacerując po szlakach wśród strumieni i potoków można wejść w pewne bardzo ustronne, zaciszne, ale urokliwe miejsce. Tam przy szumie wody, podmuchach wiatru i przy odrobinie szczęścia, promieniach słońca można odkryć coś niezwykłego, co odmienia człowieka. Można tam bowiem znaleźć siebie, zajrzeć w głąb swojej własnej egzystencji. W głębi siebie warto się czasem znaleźć w czasie życiowego wędrowania, bo pozwala to poznać siebie i we wspaniały sposób przewartościować swoje życie, dopóki się je jeszcze ma.

Góry uczą życia. Podczas swoich wakacji przekonałam się, że tak naprawdę wcale nie znamy siebie, dopóki nie przyjdzie nam zmierzyć się z mistyką gór. Zmaganie się ze swoimi przeciwnościami pomaga poukładać pewne sprawy w życiu, dostrzec, co jest ważne, a co ważniejsze. Moje doświadczenie mogłabym podać jako przykład do dzisiejszej Ewangelii.

Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Niemożność chodzenia po górach i podziwiania z wysokości wspaniałych widoków była, a raczej jest moim tymczasowym krzyżem. Bóg chce widocznie dla mnie czegoś innego. Jego wolą było, abym pospacerowała sobie po tak zwanych górskich nizinach. Nie było to na moją rękę, ani na moją psychikę, ale widać nie ona gra tu największą rolę. Bo chcąc zachować swoje życie, czyli zachować swoje pragnienie wejścia na górę za wszelką cenę, chcąc postawić na swoim sprzeciwiłabym się woli Pana Boga. Wyjazd w góry nauczył mnie, że nie zawsze można i ma się to, czego się akurat pragnie. Czasami trzeba z pewnych rzeczy zrezygnować, kiedy trzeba, aby później móc cieszyć się innymi, równie miłymi. Góry uczą zatem pokory nie tylko wobec nich. Nie chodzi tu tylko o to, aby uznać wyższość gór nad siłami własnymi.

Góry uczą pokory wobec samego siebie. Uczą poznawać siebie, swoje możliwości i przeciwności, pomagają poprzez wady i niemożności odkryć w sobie także zalety. A na koniec dodam, że takie spacerowanie po dolinkach, mniej męczące, daje czas na medytacje i rozmyślania, bo gdy idziesz drogą raczej płaską i prostą, nie musisz skupiać się na tym, na który kamień możesz postawić nogę, a skupiasz się na pięknie Stworzenia jakim obdarzył nas Bóg. We wszystkim bowiem trzeba szukać raczej pozytywnych niż negatywnych stron!

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch