Nie bądź pierwszym lepszym.

Mija kolejny miesiąc. Jest kolejny pierwszy piątek i po raz kolejny klękasz przy konfesjonale i przystępujesz do sakramentu spowiedzi i pokuty. Wypowiadasz znaną Ci od lat formułkę, wyznajesz grzechy, wysłuchujesz nauki i przyjmujesz pokutę. Odmawiasz modlitwę, którą "zadał" Ci kapłan, dziękujesz Bogu za otrzymane rozgrzeszenie i wychodzisz z kościoła. Czy nie tak wygląda tradycyjna spowiedź pierwszego lepszego katolika? Wychodzisz z kościoła i wracasz do swojego życia, do swoich obowiązków, pracy, rodziny, do swojego domu, szkoły, firmy. Myślisz, że wszystko jest ok, że chodzisz na Msze, przyjmujesz sakrament Eucharystii, chodzisz do spowiedzi i to nawet w miarę regularnie. Myślisz, że spełniłeś wszystkie "warunki dobrej spowiedzi", o których mówi Katechizm. Zastanów się, czy aby na pewno?


Może i zrobiłeś rachunek sumienia, na pewno żałowałeś za swoje grzechy zanim Bóg Cię z nich oczyścił, z pewnością chcesz się poprawić, bo gdybyś nie chciał, to zapewniam Cię, nawet nie zawracałbyś sobie głowy bieganiem do spowiedzi. Już wcześniej też wspomniałam o odmówionej modlitwie zadanej na pokucie, czasem księża w ramach pokuty zalecają zrobienie jakieś dobrego uczynku itd. To nie wymaga wielkiego wysiłku i myślę, że do tego momentu dałeś sobie ze wszystkim radę. Ale zaskoczę Cię. Warunki dobrej spowiedzi mają w sobie jeszcze jeden punkt. Wielu ludzi myśli, że sama spowiedź jest jednym z nich, ale nie... Ostatnim z elementów tej "układanki"jest "zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu". Ja do tego sformułowania dodałabym jeszcze zadośćuczynienie sobie.

Sakrament pojednania równie dobrze mógłby zostać nazwany sakramentem przebaczenia. Bóg ciągle przebacza. Za każdym razem, kiedy do niego przychodzisz mówi Ci, jak bardzo Cię kocha, mówi Ci, że owszem, kolejny raz upadłeś, ale On cieszy się, że chcesz powstać, że prosić o pomoc w podniesieniu się właśnie Jego. On swoim przebaczeniem pomaga Ci wstać. Ale nie powstaniesz na tak zwane równe nogi, jeśli nie przebaczysz sam sobie. To bardzo ważne, aby dopełnić ostatniego z warunków dobrej spowiedzi i zadośćuczynić wobec własnej osoby. Przebaczyć, że się nie było idealnym, że się znowu nie udało, że znowu popełniłem/popełniłam ten sam grzech i znowu muszę się z tego błota umyć. Przebaczyć sobie, że się nie jest takim, jakim chciałoby się być, albo jakim chcieliby nas widzieć inni. Wreszcie przebaczyć sobie, że się nie było takim, jakim chciałby nas widzieć Bóg.


Przebaczenie to bardzo ważna kwestia związana ze spowiedzią. Spowiedź pozostaje niepełna, kiedy odchodząc od konfesjonału nie potrafimy pozbyć się nadal wyrzutów sumienia związanych z grzechami, których już w nas nie ma. Nie po to Jezus odpuszcza nam grzechy, abyśmy my dalej się zadręczali tym, że je popełniliśmy. Owszem, mają one być dla nas przestrogą i nauką, aby nie popełniać ich po raz kolejny, ale nie mogą stać się naszym zniewoleniem zwłaszcza, jeśli Bóg powiedział nam już "przebaczam Ci". Każda spowiedź kończy się słowami "Bóg odpuścił Twoje winy, idź i nie grzesz więcej." Idź i przebacz sobie tak jak Bóg Ci przebaczył. Pokochaj na nowo siebie i nie myśl jaki jesteś okropny, zły i niedobry. Spójrz w lustro i powiedz - jestem wspaniały, bo jestem dzieckiem Boga. Mój Ojciec przebaczył mi mimo tak wielu moich win i tak obrzydliwych czynów, teraz przyszła pora na to, abym i ja przebaczył/a sobie. Jeśli On potrafi Ci wybaczyć to Ty sam będziesz też potrafił przebaczyć sobie. Przebaczenie prowadzi do Boga. Tylko dzięki przebaczeniu możesz po każdej spowiedzi na nowo budować z Nim silną relację opartą na miłości, wierze i zaufaniu.


Nie zapominaj o tym, że warunki dobrej spowiedzi kończą się zadośćuczynieniem. Może niedługo czeka Cię kolejna spowiedź, może jesteś tuż po, ale ciągle nie czujesz się do końca dobry, czysty i przejrzysty. Bóg odpuścił Ci grzechy? Odpuść je sobie i Ty! Pokochaj siebie na nowo, tak jak Bóg kocha Cię cały czas. Proś Jego o tę łaskę, a na pewno ją otrzymasz. Wystarczy zmienić nastawienie do siebie i swoich grzechów. Nie bądź pierwszym lepszym katolikiem. Stań się pierwszym NAJLEPSZYM! Zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu zacznij od zadośćuczynienia sobie.

Komentarze

  1. Tak! Najtrudniej jest przyjąć Miłosierdzie wobec samego siebie, tzn. trudno jest sobie samemu wybaczyć. Zawsze będzie jakieś "ale", jakiś wyrzut... A tymczasem jednym z trzech elementów (pozostałe dwa to miłosierdzie Boga wobec nas i miłosierdzie świadczone innym) jest miłosierdzie wobec samego siebie.
    I tutaj zdaje się leży powód tego, że wielu odchodzi od konfesjonału może nie do końca smutnych, ale też nie do końca radosnych. Wyrzucamy sobie jak mogliśmy to zrobić, albo martwimy się, że znów będą te same grzechy... i tak bez końca zamęczamy się. A tymczasem taka postawa pokazuje, że nie wierzymy tak na 100% w Boże Miłosierdzie, jakbyśmy Bogu nie ufali i boimy się być miłosierni wobec samych siebie. I co więcej, w takiej sytuacji i Bóg jest "bezradny", bo szanuje naszą wolność!
    A zatem rzućmy się w przepaść Miłosierdzia Bożego, zaczynając od przebaczenia samemu sobie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło