W cztery oczy.

Tymi słowami rozpoczyna się dzisiejsza Ewangelia. Braterskie upomnienie, tak nazwany został ten fragment Pisma Świętego. Pan Jezus kieruje dziś te słowa do nas, aby nam uświadomić, że nie idziemy sami ku Niebu, że na drodze, po której kroczymy, nie jesteśmy zbiorem indywidualistów, ale wspólnotą. Jak wspólnota zatem powinniśmy jeden o drugiego dbać, abyśmy wspólnie dotarli do celu naszej wędrówki.


Nikt z nas nie lubi być upominany. Tak samo nikt nie lubi upominać innych. Bóg jednak skłania nas dziś do takich gestów. Nie chodzi tu o bluzganie na drugą osobę, wyzywanie jej i krzyczenie, że coś źle robi, ale o życzliwe zwrócenie uwagi, o wskazanie właściwej drogi, gdy ktoś z naszych bliskich pomylił drogowskazy, pogubił ścieżki.To na nas spoczywa odpowiedzialność za to, czy osoby, które z nami przebywają zostaną zbawione. W Piśmie Świętym czytamy, iż dla spokoju naszego sumienia lepszym jest upomnieć drugiego człowieka, a w razie, gdyby nas nie posłuchał to jego sprawa, aniżeli widzieć kiełkujące zło w jego życiu i przejść obok tego obojętnie. Wówczas to my będziemy winni temu, że owa osoba w porę się nie opamiętała.

Dzisiejsze Słowo Boże w jeszcze jednym miejscu wskazuje na to, że żyjemy we wspólnocie, że wkoło nas są ludzie i nawzajem jesteśmy za siebie odpowiedzialni.
"Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich."
Bóg wskazuje nam wyraźnie, iż chce byśmy żyli we wspólnocie, byśmy tę wspólnotę tworzyli. On chce by ta wspólnota była wspólnotą świętą, razem zmierzającą ku Niebu. Jesteśmy zbiorem ludzi, z których każdy jest inny, ale razem tworzymy jedność. Właśnie ta jedność zobowiązuje nas do dbania o siebie nawzajem, o swoje sumienia, do braterskiego upominania, gdy widzimy, że ktoś z naszego otoczenia zbacza z drogi prowadzącej do Życia Wiecznego, gdy być może jego postawa może powodować zgorszenie u innych, wywołać reakcję łańcuchową, której efektem będzie oddalenie się od Boga nie tylko tej osoby, ale także kilku innych. Ta jedność, życie we wspólnocie zbliżają nas ku Niebu. Poprzez wspólną modlitwę, wspólne działanie na chwałę Pana uświęcamy siebie nawzajem.


Dlatego, gdy widzimy, że ktoś robi coś, co nie do końca podoba się nam, lub nie do końca mogłoby się spodobać Bogu powiedzmy mu o tym życzliwie. Wskażmy mu, co uważamy za niestosowne w jego zachowaniu. Nikt nie każe nikomu na siłę kogoś zmieniać, niemalże pod przymusem nakazywać natychmiastowej zmiany zachowania i postępowania. Ale często delikatne szturchnięcie wystarczy. Czasami naszym bliskim właśnie tego brakuje, by ktoś, dla kogo są ważni, albo kto dla nich jest ważny, powiedział im, co robią źle, a co dobrze. Nie obgadujmy ludzi i ich postępowania, ale idźmy do nich i powiedzmy im wprost, że się pogubili. Obgadywaniem nie pomożesz nikomu, a jeszcze możesz zaszkodzić sobie. Musimy nauczyć się grzecznie upominać innych, ale także dać się wystawić na upomnienie, być otwartym na słowa innych, gdy oni w naszym życiu zauważają niepokojące sygnały. To relacja działająca w dwie strony, a w środku niej stoi nasz najdroższy Ojciec - Bóg.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło