Zakochałam się w Kardynale.

Jakiś czas temu ćwierknęłam na Twitterze o tym, że romansuję z Kardynałem. Mój dobry znajomy uznał, że to dobry materiał na sensację i chętnie kupiłyby go ode mnie pewne rozgłośnie telewizyjne, czy inne media. Więc tak, to prawda. Zakochałam się w Kardynale, ba, w Prymasie Polski i całkiem często spotykamy się na randkach. Uwielbiam, kiedy do mnie mówi, czasami lubię też popatrzeć w jego oczy. Lubię, kiedy przebywamy sam na sam, ja i on, mogę wtedy z jego słów wyciągać dla siebie jak najwięcej, czerpać z nich esencję i energię do życia i działania. I wcale nie mam zamiaru się z tym kryć, ani tym bardziej zachowywać w tajemnicy danych osobowych Prymasa. 


Od pewnego czasu niezmiernie zaczęła mnie przyciągać do siebie postać Sługi Bożego Kardynała Augusta Hlonda. Stało się to za przyczyną namówienia mnie do udziału w konkursie mającym na celu propagowanie osoby i nauczania Prymasa. W miarę czytania jego dzieł zaczęła we mnie rozkwitać miłość do kard. Augusta. Dlaczego on?

Nie dalej jak dwa dni temu, mówiąc komuś, że Kardynał był inicjatorem powstania Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży usłyszałam "No to teraz wiem, skąd u Ciebie takie zainteresowanie tą osobą". Szybko jednak musiałam owe stwierdzenie zdementować, bowiem w ciągu mojego życia poszczególne etapy tego twierdzenia odbywały się w nieco innej kolejności. Na samym początku w moim życiu pojawił się KSM, chęć wstąpienia i działania pod sztandarem tej Organizacji istniała w moim sercu już dziewięć lat temu, a szeregi parafialnego Oddziału zasiliłam lat temu siedem. Postać Augusta Hlonda, jego słowa i nauki zaczęły przebywać w moim domu w lutym ubiegłego roku, wtedy też powoli zaczynała kiełkować fascynacja tym niezwykłym człowiekiem, a w miarę upływu czasu zaczęłam odnajdywać w biografii Prymasa jego kolokacje z KSM. Także, akurat nie to było impulsem, dla którego zaczęłam się jego osobą interesować bardziej niż wymagało to przygotowanie do napisania konkursowej pracy, choć aktualnie nie ukrywam, iż jest to jednym z "za", za które, mogę szczerze powiedzieć, w pewnym sensie kocham Kardynała.


Dlaczego zatem zakochałam się w Kardynale? Czytając dzieła Sługi Bożego A. Hlonda wielokrotnie, a może prawie zawsze, zaskakuje mnie aktualność jego spostrzeżeń. Niesamowitym jest to, jak człowiek żyjący w latach 1881 - 1948, którego działalność duszpasterska przypada na lata 1905/48 może w taki uniwersalny dla wszystkich wieków sposób, pisać o wydarzeniach sobie współczesnych. Gdy ma się przed oczami Listy Pasterskie i przemówienia Hlonda, ma się wrażenie, iż zostały one napisane z myślą o naszych czasach, problemach ludzi, którzy żyją tu i teraz w XXI wieku i jestem przekonana, że za 100 lat, ktoś czytając ten artykuł dojdzie do takich samych, bądź podobnych wniosków. A jednak postać Prymasa jest jeszcze mało znana w szerszym gronie naszych rodaków. Niewiele mówi się publicznie o spuściźnie jaką po sobie pozostawił Kardynał Hlond. 

Słowa Kardynała Augusta są dla mnie wielokrotnie inspiracją do pisanych przeze mnie artykułów. Prymas Hlond był wielkim czcicielem Matki Bożej, ale też gorliwym obrońcą życia, instytucji rodziny i wiernym patriotą. W jego słowach można odnaleźć odpowiedź na większość nurtujących pytań z kategorii społeczno-gospodarczych jak i socjologicznych, duchowych, czy dotyczących wychowania dzieci i budowania więzi rodzinnych. Przemówienia Hlonda są dla mnie czymś w rodzaju Encyklopedii Życia. Moją relację z tą osobą doskonale opisują słowa, zaczerpnięte z litanii do Sługi Bożego Kardynała Augusta Hlonda "Uczyniłeś go, Panie, drogowskazem na mojej drodze. Przykładem miłości i troski o zbawienie bliźniego".


Z uwagi na aktualność myśli Prymasa stał się on moim duchowym przyjacielem. Jego słowa często wskazują mi jak mam postąpić w danej sprawie, jak ustosunkować się do pewnych zachowań i środowisk. Na hasło "Hlond" przeważnie zawsze moja twarz promienieje z uśmiechu. Jest między mną a Kardynałem jakaś przedziwna więź. Ten człowiek ma w sobie to tak zwane "coś", które przyciąga mnie do niego jak magnes i jestem skłonna stwierdzić, że przyciągnąłby nie tylko mnie, gdyby tylko więcej ludzi zechciało go poznać. Często słyszę od swoich znajomych, którzy mimochodem czasem przeczytają cytaty z Prymasa, które wrzucam na Twittera, czy Facebooka, że "facet ma moc" oraz, że ich także zachwyca aktualność nauki płynącej z tego, co Sługa Boży po sobie pozostawił tu na ziemi. Dlatego podsumowując i tak długie już rozważania na temat mojego związku z Prymasem Polski zachęcam do lektury jego dzieł, obiecuję, że się nie zawiedziecie, a jeśli już Wam się spodoba i ktokolwiek z Was uzna, że jednak miałam choć odrobinę racji, warto dobrem podzielić się z innymi. Zatem polecam poczytać Hlonda i zalecam też powierzyć w modlitwie do niego swoje troski i żale. 

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło