Ale po co mi to?

Wiele słów w swoich artykułach poświęciłam już tematyce sakramentu pokuty i pojednania. Zdaje się jednak, że temat ten ciągle nie został do końca wyczerpany. Chyba każdy z nas miał, ma, bądź będzie miał, w swoim życiu taki czas, kiedy przyjdzie mu do głowy myśl - ale właściwie po co? Panie Boże, OK, jest fajnie, chodzę do kościoła, uczestniczę we Mszy Świętej, Ty chcesz, żebym uklęknął przy konfesjonale i wyznawał księdzu moje grzechy, ale co ja z tego będę miał? Jesteśmy materialistami, przynajmniej w większości. Tej prawdy akurat nie da się ukryć. Pisałam kiedyś, że mnie osobiście łatwiej jest być z dnia na dzień lepszym człowiekiem, kiedy często przyznaję się do swoich grzechów przed Bogiem, że dzięki spowiedzi utrzymuję spokój ducha, jest mi łatwiej funkcjonować w życiu itd. Ale jest coś jeszcze, co pociąga mnie w regularnej spowiedzi.



Ciągłość trwania w łasce uświęcającej umożliwia mi przyjmowania Chrystusa w Eucharystii. Autentycznie, boli mnie serce, gdy z jakiegoś powodu po popełnieniu grzechu ciężkiego akurat nie mam możliwości pójścia do spowiedzi, a uczestniczę we Mszy Świętej. Jest mi wówczas niezmiernie przykro, widząc ludzi zmierzających do Stołu Eucharystycznego, aby do swego serca przyjąć Ciało Chrystusa, podczas gdy ja muszę pozostać w ławce i tylko obserwować ich szczęście z oddali. Eucharystia jest dla mnie siłą napędową. Nie jest żadną ściemą, gdy księża z ambon mówią, że jest to moment kulminacyjny Mszy Świętej oraz, że Msza bez przyjętej Komunii Świętej jest niepełną. 

Jak w inny sposób wyjaśnić ideę radości z przyjmowanej Hostii? Idziesz na imprezę do znajomych, niech to będą imieniny cioci Basi. Stoły suto zastawione potrawami, kurczak z rożna, sałatka z krewetkami, ryba w sosie szpinakowym (co kto lubi). Do tego na deser pyszne lody z bitą śmietaną, owoce, ciasta. Możesz jeść i korzystać do woli, delektować się smakami i jednocześnie poprzez to dawać hołd organizatorce przyjęcia, iż jest dobrą gospodynią, a jej dania są smaczne i zasługują na pochwałę. Ale Ty tylko siedzisz za stołem. Owszem, rozmawiasz z innymi gośćmi, śmiejesz się, gratulujesz cioci udanego przyjęcia, ale nie próbujesz nic z tego, co przygotowała. Różne mogą być powody Twojej rezygnacji z kosztowania potraw, ale uznajmy, iż jest to po prostu niechęć z wyboru. Czy możesz w pełni cieszyć się z uczestnictwa w tej uczcie, tylko patrząc na wspaniałe jedzenie znajdujące się na stole? 


Podobnie jest z Eucharystią. Idąc na Mszę Świętą muszę mieć świadomość, że dostałem zaproszenie na najlepszą imprezę w mieście, choć impreza to może kiepskie określenie tego wydarzenia. Pan Bóg zaprasza nas do swojego domu, wręcza nam imienne zaproszenia, osobiste, każdemu indywidualnie, ale nie jest to przyjęcie dla VIP - ów. Na te przyjęcie może przyjść każdy, niezależnie od wieku, płci, rady, narodowości, wykształcenia, czy wykonywanego zawodu. Organizator tego przyjęcia oferuje nam na swoim stole, który dla nas, jako swoich gości przygotowuje, najlepsze, co posiada. Eucharystia jest tym, co Bóg ofiaruje dla nas, aby uczta, na którą nas zaprasza, przysporzyła nam pełnię radości udziału w niej. Stąd też bywa, że jest mi bardzo przykro, gdy nie mogę skosztować tego dobra, które Bóg ofiarowuje także mnie. 

Pragnienie pełnego uczestnictwa we Mszy, chęć przyjęcia Eucharystii, za którą idzie radość życia z Bogiem, obfitość łask i wizja życia wiecznego. To kilka czynników, które warunkują u mnie potrzebę i chęć częstego korzystania z dobrodziejstw sakramentu pokuty i pojednania. Konfesjonał nie gryzie, czy może, nie pogryzie Cię kapłan, który w tym konfesjonale sprawuje posługę, choć wielu z nas tak właśnie myśli. Sama zaliczałam się kiedyś do tego grona. Przy każdej spowiedzi szłam wystraszona, bojąc się konsekwencji swoich grzechów. Ale każdy chrześcijanin, który za cel swojego ziemskiego wędrowania obrał sobie życie wieczne w Niebie powinien w pewnym momencie dojść do wniosku, że w konfesjonale siedzi nie tylko ksiądz. Nie tylko człowiek wysłuchuje naszych grzechów i przewinień, ale za osobą kapłana kryje się Chrystus, który nas nieskończenie kocha. Bóg w swoim miłosierdziu chce widzieć nas na swojej imprezie, czyli Mszy Świętej. Ponadto pragnie, jeszcze bardziej niż my sami, abyśmy mogli w tej uczcie uczestniczyć w pełni i pełni cieszyć się tym, że możemy na niej być, dlatego przebacza nam nasze winy. Miłosierdzie Boga nie zna granic. To dzięki temu miłosierdziu możemy pojednać się z Bogiem i bliźnimi i przyjmować Eucharystyczne Ciało Chrystusa. 


Więc jeśli kolejny raz idziesz na przyjęcie, na które zaprasza Cię Bóg, ale dobrowolnie odrzucasz to, co On dla Ciebie przygotował, może warto wejść do świątyni wpierw przez konfesjonał? Spróbuj. Obudź w sobie pragnienie pełnego korzystania z atrakcji, które czekają na Ciebie na Mszy Świętej. Przystępuj często do sakramentów zarówno spowiedzi świętej jak i Eucharystii, a zobaczysz, że Msza wcale nie jest nudna, że wszystkie słowa, które zostały dotychczas powiedziane na temat sakramentów i radości płynącej z ich przyjmowania to nie puste slogany, ale realna rzeczywistość.

Komentarze

  1. Kiedyś także bałam się spowiedzi. Zmieniło się to w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że-tak jak piszesz- w konfesjonale nie siedzi ksiądz, lecz ON, Jezus, który pragnie okazać mi swoje miłosierdzie i odpuścić wszystkie grzechy. Od tego momentu jakoś chętniej i oczywiście systematycznie chodzę do sakramentu pokuty. Polecam każdemu z was! Naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch