Twierdzisz, ze nie potrafisz się modlić? Nie ważne! Módl się!

Poproszona o modlitwę zawsze staram się przyjąć prośbę i ją spełnić. Nie odmawiam. Nikt przecież nie wymaga ode mnie odmawiania godzinnych litanii etc. prosi tylko o westchnienie "przy okazji" w jego sprawie do Boga. Kiedyś jednak, gdy z kolei ja prosiłam o modlitwę, usłyszałam, iż ów osoba ma problem z modlitwą i z wiarą w jej skuteczność i nie wie, czy jest odpowiednia do tego, aby ją prosić o wsparcie duchowe. Było to już jakiś czas temu, ale dziś naszła mnie w związku z tą sytuacją pewna myśl.


Kiedy ktoś prosi nas o modlitwę nie warto odmawiać. Dobro przekazane innym, wraca. Nie warto z góry oceniać siebie za nieodpowiednią osobę, by udzielić komuś wsparcia duchowego. Jeśli ktoś nas o nie prosi to znak, że jesteśmy odpowiedni. Nie nam to oceniać, nawet nie proszącemu, bo nikt z nas nie wie nic o skuteczności modlitw. Nie jestem w stanie powiedzieć Wam, czy Bogu bardziej podoba się Koronka do Bożego Miłosierdzia, czy może Litania do Serca Pana Jezusa, albo Litania Loretańska. Nie wiem, czy Bóg woli, gdy modlimy się na różańcu, czy odprawiając Drogę Krzyżową. Mamy się modlić, a to, czy dana modlitwa jest skuteczna, czy nie, czy przynosi komukolwiek, jakąkolwiek korzyść, to wie tylko sam Bóg.

A więc módlmy się. Może przełom roku to odpowiedni moment do tego, aby postanowić sobie, iż od 1 stycznia 2015 roku wygospodaruję codziennie chociaż kilka minut na spotkanie z Bogiem. Ważne jest jeszcze jedno. Bogu nie chodzi o długość czasu, który z nim spędzasz. Dla Niego czas nie istnieje. Dla Niego ważne jest to, że przychodzisz, że chcesz. Módlmy się, za siebie, za innych, nie zastanawiajmy się nad skutecznością modlitw. Nasze pokolenie bardzo lubi analizować, wybiegać w przyszłość, kalkulować korzyści, przeliczać "stracony" czas, który będziemy musieli poświęcić na spędzenie go z Bogiem. Bardzo lubimy zastanawiać się nad tym, czy dane przedsięwzięcie zakończy się fiaskiem, czy powodzeniem, jakie są jego szanse etc. 

 Komplikujemy sobie życie zupełnie niepotrzebnie i bez sensu. Zupełnie bez sensu wybiegamy w przyszłość zabierając Bogu co boskie, usiłując niejako wyprzedzić Jego myśli i Jego plan. Módlmy się. Tu i teraz zawierzajmy nasze sprawy Bogu. Nie analizujmy korzyści, zysków i strat, nie analizujmy skuteczności. Po prostu się módlmy, a resztą zajmie się On. Ora et labora. Ta prosta zasada benedyktyńskiego życia zawiera w sobie kwintesencję ludzkiej egzystencji. Wierzyć, modlić się i żyć. Nie liczyć, nie spekulować, zaufać. Więc, gdy następnym razem ktoś poprosi Cię o modlitwę, nie ważne, czy będzie to Ojciec Święty Franciszek, czy żul spod sklepu, nie analizuj, czy jesteś godzien, czy potrafisz, czy Twoje modlitwy są skuteczne. Módl się, a Bóg zrobi z Twoimi modlitwami to, co uzna za stosowne.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch