Co z tą religią?


Temat budzącej się od czasu do czasu dyskusji o potrzebie nauki religii w szkołach podjął już kilkadziesiąt lat temu sługa Boży, Kardynał August Hlond. W jego duszy i sercu zawsze ważna pozostawała młodzież. Jej poświęcił znaczny fragment swojej duszpasterskiej działalności. 


Dzisiejsze czasy trochę przypominają te, w których żył wspominany przeze mnie sługa Boży. Dziś, podobnie jak kilkadziesiąt lat temu, też próbuje się deprawować Kościół, likwidować krzyże widniejące w instytucjach publicznych, usuwać religię ze szkół, czy też dąży się do jej zlaicyzowania, uogólnienia. Nie o takę Polskę walczył rzekłby pewnie niejeden z naszych przodków. Europa zapomina o tym, gdzie leżą podstawy jej dziedzictwa. Na nasze nieszczęście próbuje się wymazać z historii Europy, ale też samej Unii Europejskiej, jej kluczową kwestię - to, iż cywilizacja europejska powstała na fundamencie chrześcijaństwa. Przed taką Europą przestrzegał nas prorok XX wieku - Prymas August Hlond.
 

Zdaje się dziś, że musimy także i my zastanowić się, dokąd zaprowadziła nas, wolność i równość, sztandarowe hasła demokracji. Nie zamierzam tu krytykować tego ustroju, bo cytując klasyka doszlibyśmy do wniosku, że jest to zły ustrój, ale i tak najlepszy z wszystkich, jakie póki co polityka, świat, mają nam do zaoferowania.  

Religia w szkole pozwala wykształcić w młodym człowieku ducha empatii, szacunku do innych osób, poszanowania godności osoby ludzkiej. Ona kształtuje w uczniach moralność. Wyrabia w nich cechy, które będą przydatne w ich dalszym, dorosłym już, życiu. Religia w szkole otwiera oczy na szersze horyzonty, poszerza wiedzę. Jak już wspomniałam, to na chrześcijaństwie opiera się kultura rodzącej się Europy. Nie możemy zatem nazywać się Europejczykami i jednocześnie nie znać swoich korzeni, a tych nie poznamy inaczej, jak poprzez uczestnictwo w katechezach. 

Co dała religia w szkole w moim życiu? Myślę, że mogłoby nie być mnie tu dzisiaj i pewnie nie czytalibyście tego artykułu, gdyby w młodości ktoś, właśnie na lekcjach religii, nie zaszczepił we mnie miłości do Boga. Proces rozwoju duchowego, moim zdaniem, jest bardzo złożony i wszystkie jego elementy są ze sobą ściśle połączone, zatem nauka religii w szkole stanowi wśród tych elementów pewną swoistą i ważną część. Warto zatem zastanowić się nad właściwymi argumentami, zanim po raz kolejny staniemy do dyskusji na temat religii w szkole.

Komentarze

  1. Prowadzisz ciekawego bloga. Odkąd trafiłam "na Ciebie" , wpadam dziennie, żeby przeczytać jeden lub dwa posty.
    Dziś trafiłam na tego.... Jestem za nauką religii w szkole ale już niekoniecznie za ocenianiem jej, przynajmniej nie przez osoby świeckie.
    Jak taka osoba może oceniać wiarę? Mam pełnoletniego syna, którego zniechęciła do religii nauczycielka. W dobie, gdy Kościół zachęca do korzystania z modlitewników ona każe uczyć się litanii na pamięć- nie tędy droga.
    Na pytanie, czy sama umie to na pamięć- wstawia ocenę negatywną.
    Przy próbie dyskusji, polemiki mówi młodym ludziom, że nie zdąży z podstawą programową...
    Jestem z "epoki" gdy religii uczyli księża i siostry zakonne w salce przy Kościele- nie ludzie z przypadku a niestety takich jest większość. Taka lekcja religii była czymś na co się czekało cały tydzień- spotkać się z przyjaciółmi, z księdzem proboszczem. Taki ksiądz wiedział o nas wszystko, nie bał się dyskusji trudnych tematów. Można było otwarcie porozmawiać, zapytać się, podzielić się radościami czy problemami. Zawsze się wychodziło stamtąd szczęśliwym. Nikt tych lekcji nie unikał- wszyscy dobrowolnie na nie chodzili.
    Jak popatrzę na to ile czasu muszę później tłumaczyć własnemu dziecku zachowania takich ludzi jak ta nauczycielka, to mi ręce opadają. Rozumiem, że nie ma tylu powołań co kiedyś- ale zatrudnianie w szkołach "katechetów z przypadku" bardziej szkodzi niż pomaga Kościołowi.
    Kobieta żąda aby 18-letnia młodzież przynosiła karteczki z Rorat... za to są oceny........litości
    I ktoś taki ocenia moje dziecko z wiary, z wiedzy o niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety niektórzy katecheci są nad wyraz nadgorliwi. Z ocenami to faktycznie bez sensu. Trudno oceniać wiarę w jakikolwiek sposób, ale kiedyś tłumaczył mi to jeden ksiądz, że oni nie oceniają na tych lekcjach wiary, bo to jest niemierzalne, ale oceniają wiedzę - katechizm, żywoty świętych etc. Może mnie się udało, ale trafiłam na dobrych katechetów - w podstawówce i gimnazjum miałam system mieszany, w przewadze katecheci świeccy, ale dwa lata (po roku tu i tu) miałam z księdzem. W szkole średniej natomiast całe 3 lata miałam z księżmi i naprawdę nie narzekam. Nie było idealnie, ale dla osób, które chciały coś z tych lekcji wynieść - wyniosły.
      A relacje, które Pani opisuje przypominają mi trochę te, które aktualnie panują w Oddziałach Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Spotkania co tydzień, przyjacielskie relacje między członkami i między członkami a Asystentem.
      A z religią w szkołach, jest to system do naprawienia, ale moim zdaniem nie do likwidacji.

      Usuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch