Nie dla Ewangelii w Kościele?



Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił 
[Mk 1, 29-39]

Jezus wyszedł. Wielokrotnie w dzisiejszej Ewangelii powtarzany jest przez wszystkie odmienni ki czasownik „wyjść”. Dziś w homilii usłyszałam, że Ewangelia wg św. Marka w ogóle jest Ewangelią wyjścia. Jezus wychodzi z synagogi. Idzie do teściowej Piotra. Ale zanim tam dotarł musiał z przestrzeni sacrum przejść do przestrzeni publicum. W tym momencie po raz pierwszy Ewangelia zderza się ze światem. Ewangelii nie da się zamknąć w Kościele. To kolejne zdanie, które usłyszałam dziś na Mszy Świętej. (Chyba zacznę chodzić na nie z dyktafonem, albo notesem i długopisem).



Ewangelii nie da się zamknąć w Kościele.
To zdanie idealnie zamyka jeden z główniejszych sporów trwających dziś w świecie, dotyczący rozdziału między Kościołem, a państwem. Nie da się, po prostu nie jest to możliwe. Jeśli ktoś żyje z Bogiem, to żyje z Nim i Jego wyznaje zawsze i wszędzie. Zarówno w domu, w kościele jak i na ulicy. Kościół to nie tylko budynki. Kościół to nie tyko indywidualna sprawa człowieka. To wspólna sprawa każdego z nas.

Dziś w tę perspektywę wchodzi Chrystus. W Ewangelii wg świętego Marka zawiera się niejako kwintesencja życia. Dzień rozpoczęty modlitwą w zgromadzeniu, w synagodze. Po niej wyjście do ludzi. Chrystus spotyka się ze swoimi przyjaciółmi, ale jednocześnie uzdrawia tłum. Jest w domu Piotra, ale pod koniec dnia szuka zacisznego miejsca by pobyć sam na sam ze sobą i ze swoim Ojcem. Jezus pokazuje nam dziś, że ważna jest zarówno modlitwa we wspólnocie jak i modlitwa osobista. Daje nam przykład, że trzeba każdego dnia dawać z siebie wszystko innym, ale też dawać wszystko Panu Bogu i sobie samemu. 

Dzień otwarty i zakończony modlitwą. Niejako tą modlitwą opleciony. A jeśli każdy dzień będzie opleciony modlitwą, czyli naszą żywą, świadomą i wierną relacją z Bogiem, to będzie nią otoczone całe nasze życie. Ewangelia wnika we wszystkie perspektywy naszego życia, tak jak Jezus wnikał we wszystkie perspektywy życia Galilejczyków. Był z nimi na modlitwie w świątyni, był pośród nich w miejscach publicznych, gdzie dokonywano wymiany towarowej, gdzie toczyło się życie towarzyskie, gdzie ich uzdrawiał. Był, jako Ewangelia, razem ze swoimi przyjaciółmi w dobrych i złych chwilach ziemskiego bytowania. Wreszcie jako Ewangelia był sam na sam z Ojcem, tkwiąc zamyślony i wierny na modlitwie. 

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii

Ewangelii nie da się zamknąć w Kościele. Ona jest, była i będzie żywa w każdym aspekcie naszego życia. Pozwólmy Bogu ukrytemu w Ewangelii wniknąć w te życie, objąć każdą żyłkę, każdą komórkę i tkankę. Nie pozwólmy zamknąć Ewangelii ust. Ona musi mówić i musi żyć, każdego dnia, wszędzie, gdzie tylko jesteśmy i czegokolwiek się podejmujemy.

Komentarze

  1. Piękne słowa :) . Pozdrowienia dla Autorki. Wszystkiego dobrego życzę i z serca błogosławię, w imię +Ojca i +Syna i +Ducha Świętego + + +

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch