Miłość Pana to sprawiła, ze nam życie przywróciła

Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. [Ef 2, 4-1]

Czym jest dla mnie Wielki Post? Czym jest dla mnie śmierć Chrystusa na Krzyżu? Bardzo często zatrzymujemy się w życiu na płaszczyźnie ludzkiej męki i śmierci Pana Jezusa. Często, rozważając kolejne stacje Drogi Krzyżowej, zatrzymujemy się wyłącznie na epizodzie śmierci Boga i złożenia Go do grobu. Boga nie ma. Zabili Go i umarł, a wcześniej musiał ponieść okropne katusze. Gdzie sens? Gdzie logika tego czynu, zapytaliby pewnie niektórzy... 


Logika tkwi na końcu Wielkiego Postu. Po każdej burzy przychodzi słońce. Po każdym Wielkim Piątku przychodzi Wielkanoc. To jest kwintesencja naszej wiary. Zmartwychwstanie jest centrum. Przez Krzyż do chwały Zbawionych. Do Nieba nie prowadzi żadna inna droga. Jedyna droga prowadząca do Zbawienia to Via Dolorosa. Ale na niej nie kończy się nasze życie, tak jak nie skończyło się na niej życie Jezusa. Na tej Drodze dokonuje się przemiana naszego życia. Broń Boże zakończenie!

Trudno jest zaufać nauce płynącej z Krzyża. Trudno zaufać Bogu, który pozwolił, aby ludzie zabili Jego Syna, Bogu, który zgodził się, aby Jego Syn, Umiłowany Syn Boży, poniósł takie cierpienia. Dzisiejsza Liturgia Słowa pięknie mówi o tym, gdzie leży sens tego wszystkiego, co Bóg dla nas uczynił. Miłość. Bóg umiłował człowieka taką miłością, jakiej człowiek nie jest w stanie pojąć. Bóg dał nam siebie na maxa. On kocha człowieka, mnie i Ciebie (tak! Ciebie też) jeszcze mocniej, niż potrafimy sobie wyobrazić najmocniejszą i najwierniejszą miłość ludzką. To miłość sprawiła, że odkąd Chrystus za nas zmartwychwstał, my nie musimy bać się śmierci. 

Nie bać się śmierci. Ale jak to?! Przecież nie wiem, kiedy mnie spotka i w jakiej sytuacji. Mogę się przecież bać cierpienia związanego z procesem umierania. No właśnie. Proces umierania to nie to samo, co śmierć. Śmierć to przejście z życia ziemskiego do życia wiecznego. Z perspektywy chrześcijanina nie ma nic piękniejszego w życiu niż śmierć. Przecież do tego dążymy i to wyznajemy w credo - "wierzę w ciała zmartwychwstanie i życie wieczne - Amen". 


Właśnie to "Amen" wypowiedziane na końcu credo jest najważniejszym jego słowem. "Amen" to akt naszej woli. To nasza deklaracja wobec Boga - "Tak Panie, chcę, aby tak stało się w moim życiu". Chcę zmartwychwstać i żyć wiecznie. Ale wierzę też w Jezusa Chrystusa, który się narodził z Maryi Panny, który umęczony umarł i był pogrzebany. Jednak moje credo chrześcijanina nie zatrzymuje się na tym akcie, dalej jest przecież zmartwychwstanie. Wspomnienie śmierci jest tylko drogowskazem. Bożym palcem wskazującym nam, ludziom, że będziemy zbawieni, ale dokona się to nie inaczej, jak przez Krzyż. Chrystus musiał umrzeć, aby zmartwychwstać. I tak samo ja, człowiek, muszę umrzeć dla świata, aby zmartwychwstać i żyć dla Nieba.

Niech ten czas Wielkiego Postu, który jeszcze przed nami został będzie dla nas czasem uświadamiania sobie, ze w Krzyżu cierpienie, ale i w Krzyżu zbawienie. Na świecie nie ma innej drogi do Królestwa Bożego, niż przez Chrystusowy Krzyż. "Jeżeli chcesz mnie naśladować to weź swój krzyż na każdy dzień i chodź ze mną zbawiać świat, kolejny już wiek...". Jeżeli chcesz zmartwychwstać tak jak Bóg to nie bój się umrzeć dla świata, nie bój się przyjąć cierpienia, bo na końcu Via Dolorosa stoi nowa Świątynia, którą Bóg zburzył i odbudował w 3 dni.

Komentarze

  1. Czytając ten wpis przypomniała mi się pielgrzymka JP2 do Polski i słowa: papieża: "Miłosierdzie umocni naszą nadzieję, jeżeli my wzajemnie, wiedząc, że jesteśmy, jacy jesteśmy - słabi i grzeszni, będziemy sobie nawzajem okazywać miłosierdzie."

    W Liście Apostolskim "Novo millennio ineunte" JP 2 pisze "Miłosierdzie czynów nadaje nieodpartą moc miłosierdziu słów. Jeśli pośród nas, w naszych parafiach i wspólnotach ubodzy mogą się poczuć >jak u siebie w domu<, wówczas najdonioślej i najskuteczniej rozbrzmiewa dobra nowina o Królestwie Bożym. Miłosierdzie (…) ze swej natury zmierza do posługi powszechnej, skłaniając nas do podejmowania dzieł czynnej i konkretnej miłości wobec każdego człowieka."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy zasługuje na porównywanie do naszego Wielkiego Świętego, ale dziękuję za miły komentarz i skojarzenie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło