Bezinteresowna miłość Boga

Opowieść usłyszałam tydzień temu w swojej rodzinnej Parafii na niedzielnej homilii (pozdrowienia dla Proboszcza)


Pewna kobieta umierając pomyślała, ze teraz skończy się jej ziemska męka i trafi prosto do Nieba. Zdziwiła się jednak, kiedy święty Piotr zażądał od niej wykazania, iż zdobyła na ziemi potrzebne 5 tysięcy punktów. Kobieta mówi zatem, iż co niedzielę chodziła do kościoła. W odpowiedzi słyszy "pół punktu". Regularnie przystępowała do spowiedzi i Komunii Świętej - pół punktu. Powiedziała jeszcze, że modliła się codziennie rano i wieczorem, pomagała chorym, biednym, była życzliwa dla ludzi. Za każdą z tych rzeczy święty Piotr przyznawał jej kolejne pół punktu, lub momentami cały. Ciągle jednak brakowało jej sporo do osiągnięcia pułapu pięciu tysięcy, bez których nie było mowy o przekroczeniu bram Królestwa Niebieskiego. Zrezygnowana wymyślaniem kolejnych zalet i zasług zawołała donośnym głosem "Boże ratuj!". W tym momencie święty Piotr zszedł kobiecie z drogi otwierając jej bramę na roścież i serdecznym uśmiechem zapraszając do środka.

Jeden z Czytelników napisał mi, iż nie rozumie działania Boga. Mam nadzieję, że nie obrazi się, gdy zacytuję jego słowa, zwłaszcza, że znajdują się one w komentarzu na blogu, pod innym artykułem.

Zastanawiam się jak On tak może kochać ludzi? Za co? Przecież jeżeli Bóg stworzył nas na Jego podobieństwo, tak jak zapisane jest w Biblii (...) to strasznie to schrzaniliśmy i musi się za nas wstydzić, ponieważ ludzie jako gatunek są okropni, zabijamy się za kolor skóry, nienawidzimy się nawzajem, zazdrościmy, przekładamy dobra materialne ponad wszystko, niszczymy naszą Matkę Ziemię, czasem mam wrażenie, przepraszam za tak mocne słowa, że ludzie to pasożyty, którzy zamieszkali na ziemi i niszczą ją wysysając z niej wszystko.
I w sumie to z ludzkiego punktu widzenia ma facet rację. Stając na miejscu  Boga, ale z naszej, ludzkiej perspektywy, właśnie tak byśmy pewnie zrobili. Gdyby ktoś totalnie zburzy to, co udało nam się zbudować, wypracować, czy to dla tej osoby, czy dla szerszego grona, ogarnia nas wściekłość. Po ludzku nie da się zrozumieć i wybaczyć tego, że ktoś zmarnował nasz czas, wysiłek, czasami pieniądze i zaprzepaścił całą naszą, często ciężką i wymagającą wyrzeczeń pracę.

A teraz spójrzmy na to z perspektywy Boga. Tego samego, który zawisł na Krzyżu, aby odkupić wszystkie pokolenia ludzi. Analizując przytoczoną na wstępie opowiastkę - Bóg kocha bezwarunkowo. Nie musimy zasługiwać na Jego miłość. Wystarczy, że się do Niego uciekamy, że pozostajemy w ścisłej relacji z Bogiem. To typowo ludzkie myślenie, że na miłość trzeba zasłużyć. Wcale nie trzeba. Trudno nam to pojąć naszym ludzkim rozumem, ale miłość Boga właśnie taka jest - bezwarunkowa. To my na ziemi nauczyliśmy się, że aby być kochanym, lubianym, szanowanym musimy najpierw sobie na to zapracować. Bóg myśli i działa zupełnie innymi kategoriami. Targ, który czasami próbujemy toczyć z Bogiem jest zupełnie niepotrzebny. Jemu wystarczy wierne - ufam Tobie, lub cytując klasyka "niech się dzieje wola nieba".  

Relacji z Bogiem, ale też z drugim człowiekiem, nie możemy układać na zasadzie, dam Ci to, ale Ty mi w zamian daj tamto. To nie miłość, to czysty handel. Jeśli mama wstaje dla dzieci o 6 rano, szykuje im śniadanie i wyprawia do szkoły nawet jeśli to jej dzień wolny od pracy to nie czyni tego interesownie, lecz dlatego, że kocha swoje dzieci. Kiedy strażak, zwłaszcza ochotnik, biegnie do remizy, bo słyszy syrenę alarmową, to jego pierwszą myślą jest fakt, że ktoś potrzebuje pomocy, nie zaś to, że to okazja do zarobienia pieniędzy (zresztą jest ich tyle, że jeśli ktoś wstępuje w szeregi OSP dla pieniędzy to się mija z celem). Podobnie działa nasz Ojciec w Niebie. On nas kocha za to, że jesteśmy i jest w stanie wybaczyć nam wszystko. Uosobieniem Jego miłości jest ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym, który mimo tego, ze jego rodzony syn roztrwonił ciężko zarobione przez niego pieniądze, przyjął go z otwartymi rękoma, gdy wrócił do domu. 

Bóg kocha CIEBIE bezwarunkowo. Na Jego miłość nikt z nas nie musi sobie zasługiwać. Schrzaniliśmy to, co nam dał, ale On i tak jest w stanie przyjąć naszą skruchę, bo nas kocha. Naszym ludzkim rozumem nie da się tego pojąć i zrozumiemy to dopiero po spotkaniu twarzą w twarz z Najwyższym. Ale pewne jest, że Bóg jest Bogiem altruistycznym. Najlepszym dowodem jest Krzyż. Przecież Bóg nie miał żadnego interesu w tym, żeby odkupić nas z grzechu i to własną Krwią. Prowadziła go bezinteresowna miłość. Tej bezinteresowności musimy się od Niego codziennie uczyć, aby wykorzystywać ją w swoim codziennym życiu. Musimy skończyć z myśleniem, że na miłość i życzliwość trzeba sobie zasłużyć. Na szacunek nie trzeba zapracować. Jeśli ktoś Cię kocha to tylko wtedy, kiedy jest to działanie bezinteresowne, jest to miłość szczera, wierna i prawdziwa.

Komentarze

  1. Dziękuję za artykuł, wszystko dokładnie i pięknie mi wytłumaczyłaś - katolicy vs ateiści - 1:0 :) Jeżeli chodzi o śmierć Jezusa na krzyżu,to wydał go Judasz prawda? Część ludzi nienawidzi go za to, np. moja babcia, gdy rozmawiam z nią o wierze ( bo to taki typowy moherowy beret, z całym szacunkiem dla Babci, bardzo ją kocham ) to uważa Judasza za jakiegoś szatana, ale przecież, niestety, tak mi się wydaje, to była jego misja - gdyby go nie wydał, Jezus nie umarłby za ludzi, których tak kochał, nie odkupiłby naszych grzechów. Gdyby trochę szerzej na to spojrzeć, to bez Judasza, nie byłoby tego wszystkiego co dla chrześcijan najważniejsze, być może miał pecha ten Judasz, że to akurat padło na niego, zapłacił tym, że jest teraz pamiętany jako ten zły - jeden z zabójców Chrystusa. Proszę odpowiedz mi czy się mylę, czy jest w tym chociaż odrobina racji. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mam ochotę zaśpiewać "Jezus zwyciężył, to wykonało się!" :)

      A Judaszowi i jego zdradzie poświęciłam kilka słów w innym artykule - http://awyrwich.blogspot.com/2015/03/latarnik.html . Moim zdaniem Jezus tak czy siak oddałby za nas życie, bo przecież nie zrobił tego z uwagi na to, że wydał go Judasz, ale z uwagi na to, że nas szalenie jak świr (sorry Panie Boże) kocha, co udowadniam w artykule, który komentujemy. Judasz nie mógł być zły, bo niektóre źródła podają, że był jednym z najbliższych uczniów Jezusa, co więcej, w czasie Ostatniej Wieczerzy prawdopodobnie siedział najbliżej niego (zanim Jezus powiedział, że któryś z nich Go zdradzi i zanim Judasz wyszedł w ciemną noc). Raczej moim zdaniem był ludzki i grzeszny. Jak każdy z nas. Nam się wydaje, że co to on nie zrobił wydając Jezusa na śmierć, a co my robimy każdego dnia grzesząc? Co robimy uprawiając w niedzielę handel zamiast pójść do kościoła na Mszę? Sprzedajemy Jezusa. Czy wszyscy zatem jesteśmy wcielonymi Szatanami? Myślę, że nie. Judasz się pogubił i nie potrafił się w porę opamiętać i nawrócić, konsekwencją czego była śmierć Jezusa. Ale nie był zły w takim rozumieniu, w jakim traktuje go Twoja Babcia (z całym dla niej szacunkiem). Był po prostu biednym, pogubionym, grzesznym człowiekiem, który zamknął się przed Bogiem.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ja usłyszałem kiedyś takie słowa, że Pan Jezus mu kazał go wydać. Nawet czytamy w ewangelii : "Co masz zrobić - zrób prędko". Więc sądzę że Bóg wszystko zaplanował. W dzienniczku św. siostry Faustyny Jezus mówi "choćby dusza miała więcej grzechów niż ziaren piasku na ziemi, to utoną one w morzu Miłosierdzia mojego". Sądzę że Judasz, już jest w Niebie :)

    Paweł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również myślę, że jest w Niebie. Zresztą musimy tak wierzyć o każdym, kto kiedyś żył na tym świecie. Tylko Bóg ma moc i siłę osądzania, więc nam pozostaje wierzyć w Jego nieskończone Miłosierdzie. Ale to chyba przyjemna i korzystna wiara. Bóg jest wielki, dobry i kocha nas nieskończoną mocą i miłością. Choćbyśmy nie wiem jak daleko od Niego odeszli. Nie narzuca się, ale kocha po cichu, w głębi swego boskiego, ojcowskiego serca.

      Usuń
  3. Bóg nie zawisł na krzyżu, lecz Jego Syn umiłowany, który oddał swoje życie za odkupienie naszych grzechów. Judasz miał zdradzić Chrystusa, taki był plan Boga Ojca. Musiał zdradzić aby mogła się wypełnić przepowiednia. Nie był dobry, bo był złodziejem. Jezus Chrystus nie jest Bogiem. Bóg jest tylko jeden a Chrystus jest Jego synem. Bóg nas kocha, ale sprawiedliwie rozliczy z naszego życia. Dla Boga najważniejsze jest, wypełnianie jego przykazań. Kto ich nie przestrzega, ten nie wejdzie do królestwa wiecznego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch