Wykonała się Miłość

Był piątek. Przed sądem stanął mężczyzna, młody, około 30 lat, silny, dość wysoki. Jego oskarżycielami byli ci, z którymi na co dzień przebywał. On starał się być dla nich przyjacielem, jednak oni widzieli w nim tylko wroga. Wprawdzie sędzia nie chciał wydać wyroku skazującego, nie widział bowiem ku temu podstaw. Oni jednak głośno skandowali pod sądem i wymuszali na sędzi wyrok śmierci dla tego mężczyzny. Wyrok zapadł, ale nie wydał go, jak sam mężczyzna zauważył, sędzia, ale oskarżyciele.

Wybitnie go nienawidzili. Nie mogli na niego patrzeć. Woleli obserwować twarz barbarzyńcy, niż swojego przyjaciela. Żeby dać mu do zrozumienia, iż nie prosili, aby pojawiał się w ich miejscowości i w ich życiu sprawili, że śmierć mężczyzny poprzedziło długie i wyjątkowo uporczywe cierpienie i męka.

Włożyli mu na ramiona krzyż. Ciężka bela drewna już na wstępie sprawiła, że nieco ugięły się jego kolana. Dla pogłębienia bólu jego głowę "przyozdobili" koroną cierniową. Jeszcze nie ruszył, a już lała się krew. Droga Krzyżowa. Ostatnia droga, w jaką wyruszył ów mężczyzna na kilka godzin przed śmiercią.

Biczowali. Wyzywali. Podkładali nogi. Ciężar krzyża stawał się coraz większy. Krwawił. Miał poranione ręce, nogi. Chłostali go rózgami. Wyśmiewali. Przezywali. Piasek sypał się w oczy. Pluli mu w twarz. Upadł raz, drugi, trzeci. Trasa była trudna. Wiodła przez miasto. Życie w mieście toczyło się swoim codziennym rytmem. Gdzieś ktoś handlował, z drugiej strony ktoś z kimś rozmawiał. Niewielu było takich, którzy zwrócili uwagę na mordowanego mężczyznę. Podzielili między siebie jego ubranie. Dla większej hańby pozostawili go nagim. Nikt się nie sprzeciwił. Nikt nie zwrócił uwagi. Niewielu z nim pozostało. Tylko matka i najbliższy przyjaciel. Przybili go do krzyża. Przebili mu bok. Spłynęły ostatnie strugi krwi. Wypowiedział ostatnie słowa, modlitwę. Skonał, a mrok ogarnął ziemię.


Tak. To opis męki Jezusa Chrystusa. Krzyż kojarzy nam się z najohydniejszym pohańbieniem. To fakt. Do Chrystusa na Krzyżu wieszano tylko największych barbarzyńców, najpodlejszych ludzi i niewolników. Dla nas, chrześcijan, ten Krzyż, odkąd zawisło na nim ciało Boga, znaczy o wiele więcej niż symbol potwornej śmierci. My już znamy Ewangelię o zbawieniu. Wiemy, że ten Krzyż dzięki Chrystusowi stał się znakiem nie hańby, ale miłości i glorii. Jeśli chcesz komuś pokazać, jak bardzo go Bóg umiłował, podaruj mu krzyż, możliwie najprostszy, drewniany, skromny Krzyż. Nie ma lepszego znaku miłości. Ale też nie ma lepszego znaku chwały. Przez ten Krzyż dokonało się nasze zbawienie, ale nie dlatego, że tak chcieli oprawcy Chrystusa. Nie przez to, że to oni wybrali sobie, że Jezus umrze na Krzyżu, ale dlatego, że to On wybrał sobie Krzyż za znak swojej chwały. 

Zastanów się. Gdzie jest w Twoim życiu Krzyż? Dlaczego nosisz go na piersi? Gdzie znajduje się w Twoim domu? Może dostałeś go od kogoś w prezencie, a później wylądował głęboko w szufladzie i nawet o nim nie pamiętasz. A może masz go na łańcuszku, bo stanowi ładną ozdobę. Jak często przechodzisz obok Chrystusa wiszącego na Krzyżu tak, jak przechodzili obok niego mieszkańcy Jerozolimy - obojętnie? Dziś, od tego wieczoru, w który Jezus oddał za nas swoje życie na Krzyżu, nie musimy już wstydzić się tego znaku, ale z dumą stawać pod sztandarem Krzyża w obronie i w gloryfikacji Miłości.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch