Jak popełnić samobójstwo?

Jeśli znalazłeś się właśnie w trudnym momencie swojego życia i szukasz szybkich, skutecznych i bezbolesnych sposobów na odebranie sobie życia, ten artykuł jest właśnie dla Ciebie! Bo przecież bywa w naszym życiu tak, że już totalnie nie widzimy dla siebie żadnych szans. Zdarzają się momenty, kiedy jedynym wyjściem z sytuacji wydaje nam się zakończenie tego życia. Jesteśmy tylko ludźmi i nie zawsze musimy sobie dawać radę z problemami.

Internet aż huczy od złotych porad na temat tego jak to zrobić szybko i skutecznie. Zaskakujące jest jak często w wyszukiwarkach wpisywana jest fraza "jak popełnić samobójstwo?". a Ty ciągle szukasz i nie znalazłeś idealnej metody dla siebie? Czytaj dalej.



 Mają gorzej, a żyją

Gdy sypie nam się grunt pod nogami, a nigdzie nie możemy znaleźć pomocy, albo nie chcemy jej znaleźć, chwytamy po różne narzędzia. Jednym ze skrajnych jest odebranie sobie życia. A przecież można inaczej. Na początku warto zwrócić uwagę na to, że są na świecie ludzie, często obok nas, którzy mają w życiu gorzej, a mimo to żyją i chcą żyć. Często są to osoby schorowane, dużo od nas biedniejsze, ledwo wiążące koniec z końcem. Każdy z nas przecież zna kogoś takiego. Od zawsze zdumiewa mnie, gdy widzę energię i radość wśród niepełnosprawnych. Życie, jakie bije od tych osób jest nie do opisania. Mogliby się przecież załamać, mogliby powiedzieć, że nie chcą żyć nie mogąc korzystać z tego życia w pełni. Nikt nie zabrania im usiąść i zacząć rozpaczliwie płakać nad swoim losem. A jednak oni biorą życie pełnymi garściami, doceniają ten ogromny dar i co więcej dzielą się całymi sobą z innymi.


Jeden z nich

W miniony czwartek dane mi było być na spotkaniu z niesamowitym człowiekiem. Ksiądz Jan Kaczkowski, znany pewnie wielu z Was, autor książki "Szału nie ma, jest rak" i współautor niedawno wydanej książki - wywiadu, jaki przeprowadził z nim Piotrek Żyłka pt. "Życie na pełnej petardzie". Człowiek żyjący z rakiem mózgu. Człowiek, który przecież mógłby zamknąć się w swoim pokoju, albo odebrać sobie życie wtedy, kiedy nie chciano go w ogóle dopuścić do święceń kapłańskich z powodu zaawansowanej wady wzroku (znamienny jest cytat promujący najnowszą książkę "- A pieniądze widzi? - Widzi! - To święcić!"). Na pewno był to dla niego ból, gdy wiedział, że może nie zostać kapłanem, a przecież miał i ma do tego powołanie. Ale nie poddał się. Jestem wręcz pewna, że załamanie przyszło też w momencie dowiedzenia się o nowotworze. Zwykle, po ludzku, w przypadku jakiejś choroby, czy innego wypadku losowego, przychodzi nam do głowy krzyk do Pana Boga "Boże, dlaczego ja!?". Na pewno i ksiądz Jan bił się z takimi myślami. 


Kawał sznura i "po sprawie"

Mógł przecież wówczas też odebrać sobie życie, ale tego nie zrobił. Mimo cierpienia. Mimo tego, że dawano mu jeszcze kilka miesięcy życia (które z perspektywy dnia dzisiejszego, trwają już kilka lat i chwała Panu!). Kilka miesięcy, a przecież w obliczu choroby nie wiadomo jak te miesiące będą wyglądały. Przecież lepiej, wygodniej, bezpieczniej, bez długotrwałego cierpienia i bólu, byłoby odebrać sobie życie w momencie dowiedzenia się o chorobie. A on stawia temu wszystkiemu czoła. Mówi sobie, jak Ty mi Boże dajesz jeszcze kilka miesięcy życia to ja Ci pokażę, że potrafię te miesiące z godnością wykorzystać. Tworzy hospicjum w Pucku i zaczyna pomagać innym, starszym, też chorym. Daje innym siebie, choć tak naprawdę właśnie siebie z dnia na dzień coraz bardziej mu ubywa. Podziwiałam go, gdy po spotkaniu podpisywał książki, przy każdej z nich rozmawiając z jej nabywcą, poświęcając każdemu choćby kilka sekund uwagi. Był już po dwóch prelekcjach, od kilku godzin na pełnych obrotach, a mimo to, wytrwale składał swoje podpisy i słowa błogosławieństwa aż do ostatniej osoby. Podziwiałam i podziwiam nadal, ponieważ było już bardzo późno i sami byliśmy znużeni porą dnia, a raczej nocy, a gdzie jeszcze człowiek, który z uwagi choroby te siły ma ograniczone, który powinien przecież odpoczywać więcej. Niewątpliwie Bóg daje mu moc, ale najpierw trzeba Mu zaufać.


Zabij się, zabij się, nikt nie lubi tutaj cię

Nie zapomnę chyba nigdy kazania, które dane było słyszeć mi już dwukrotnie, a które do szpiku kości mnie przeniknęło i przeraziło. Kapłan głoszący to kazanie przytoczył tekst pewnej piosenki, w której o zgrozo! polski zespół nawołuje jawnie do odebrania sobie życia. Słuchający tej piosenki dowiadują się, że są zwykłymi szarymi ludźmi, nic nie znaczącymi w  społeczeństwie, że gdy ich zabraknie, nic wielkiego się nie stanie, a wręcz przeciwnie, świat będzie piękniejszy, bo na tym świecie nikt ich nie lubi. Mam ochotę stanąć na najwyższej górze świata i krzyknąć na cały głos, tak aby słychać mnie było zarówno w Chinach jak i na Madagaskarze, czy w Grenlandii - Nie!!! Człowieku, każdy człowieku, jesteś chciany, jesteś lubiany, jesteś kochany i potrzebny! Choćby nie wiem, co Ci wpajano do głowy, jesteś potrzebny! Tak, Ty! Może jeszcze nikt nie zwrócił się do Ciebie o pomoc, może jeszcze nikt nie podziękował Ci za wyświadczoną przysługę, albo nie powiedział Ci, że Cię kocha, ale to znak, że masz żyć dalej, aby tego momentu doczekać. On nadejdzie w stosownej dla Ciebie chwili.


Nie jesteś sam/a

Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że człowiek w momencie popełniania samobójstwa jest najbiedniejszym człowiekiem na świecie. Bardzo współczuję ludziom, którzy odczuwają chęć, potrzebę, odebrania sobie życia, bo to znak, że nikt nigdy nie pokazał im, że istnieje Miłość. Jeśli nie masz dla kogo żyć, jeśli nikt nie zechciał jeszcze żyć dla Ciebie, pamiętaj, że mimo to nie jesteś sam/a. Jak to? A tak, że w Twoim życiu zawsze jest obecny Chrystus. Pięknie obrazuje to dzisiejsza Ewangelia. Łódź. Zerwały się wichry, ulewy, sztorm, burza w ogóle, Armagedon. Uczniowie przerażeni, sieją panikę, jakby mogli, uciekliby z tej łodzi biegnąc po wodzie - ale nie mogli, bo po pierwsze były za duże fale, a po drugie mieli za mało wiary i ufności. Właśnie to zarzucił im Chrystus. Dlaczego? Bo zapomnieli, że On z nimi ciągle płynie. Zapomnieli, że Bóg powiedział, iż On sam wystarczy. Budzą Chrystusa z pretensjami, że nic nie robi, a oni za chwilę zginą. 

I tak samo my robimy w naszym życiu. Zapominamy, że jest z nami Chrystus. Może nam się sypać grunt pod nogami, ale dzieje się tak przeważnie wtedy, kiedy Bóg chce nam pokazać, że jest obecny i że czuwa. Jego obecność wystarczy. Nie musisz go o nic prosić, nie musisz do Niego mówić, zaakceptuj Jego obecność i pozwól mu działać. Nie zamykaj się przed Nim, mówiąc, że nikt Cię nie kocha, że masz dość życia, świata, że wszystko jest beznadziejne i jedynym wyjściem jest najszybsza śmierć. On Cię kocha, On ma dla Ciebie pocieszenie, a jeśli jeszcze nie znalazłeś Miłości to nawet jeśli w Niego nie wierzysz, spróbuj, poproś Go o jej dowód, przecież i tak już Ci na niczym nie zależy to, co Ci szkodzi? Powiedz mu, że nie widzisz już dla siebie ratunku. On wtedy wstanie i powie Twoim wichrom i falom "Uciszcie się! Milczcie!".

Artykuł jest częścią kampanii społecznej mającej na celu zapobieganie samobójstwom. Idea kampanii zawiera się w tym, aby osoby szukające w sieci informacji na temat tego, jak popełnić samobójstwo, trafiały przede wszystkim na treści, które ich od myśli samobójczych odwiodą i na nowo pokażą, że warto żyć. [link]

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

Komentarze

  1. Hej,

    Temat jest poważny, ale nie mogę o tym napisać inaczej; niż wprost. Piszę w związku z "hackowaniem Google'a" przez blogerów, które doprowadziło do utrudnień w szukaniu stron zachęcających do samobójstw. Wpadłem na pewien pomysł, i szukam osoby do jego realizacji. Możliwe, że zna Pan/i kogoś, kto pisze artykuły w serwisach informacyjnych i chciałbym by do tych osób doszła ta informacja. A mianowicie:

    Osoby, które mają myśli samobójcze, szukają w Internecie informacji z tym związanych i są tym na przykład samobójstwa i próby samobójcze. I potem wchodzą na artykuł z krzykliwym nagłówkiem, który od samobójstwa ich nie odwodzi. A raczej może zachęcić, jeśli samobójstwo wydarzyło się w pobliżu ich miejsca zamieszkania, albo osoba jest w ich wieku etc. I chciałbym, by pod każdym z takich artykułów, np. takich: http://www.se.pl/wiadomosci/polska/krakow-z-wisly-wylowiono-cialo-kobiety-popelnila-samobojstwo_999771.html znalazła się informacja o numerach dla osób, które chcą popełnić samobójstwo. Chciałbym też, by znalazły się odniesienia do literatury fachowej, jeśli ktoś nie chce korzystać z pomocy psychologicznej (te numery mogą wystraszyć ludzi, i nie będą chcieli szukać tam pomocy); na przykład można napisać, że w przypadku myśli samobójczych polecamy przeczytać co pisze na temat samobójców Victor Frankl w książce "Człowiek w poszukiwaniu sensu". Możemy też zaproponować działanie doraźne, które obniżyło by napięcię w organizmie potencjalnego samobójcy: odejdź teraz od komputera, zjedz czekoladę, idź pobiegaj, porozmawiaj z kimś (niekoniecznie o samobójstwie) itd.

    Czyli forma byłaby taka:
    Tytuł
    Artykuł (opis zdarzenia)
    Numery telefonów
    Literatura fachowa
    Działania doraźne

    Jeśli nie zna Pan/i takiej to proszę o przekazanie takiej informacji dalej, gdziekolwiek. Także na blogu.
    Nie reprezentuję żadnej strony, organizacji etc. Po prostu jestem użytkownikiem Internetu i wpadłem na taki pomysł. Bo robienie sensacji z samobójstwa jest dla mnie oburzające, a pomóc można.
    Dziękuję za przeczytanie listu i proszę o pomoc.

    Pozdrawiam,
    Damian

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch