Współczesny (nie)katolik

Całkiem niedawno na Facebook-owym profilu pewnej zaprzyjaźnionej osoby rozgorzała wrzawa wokół poniższej grafiki. Że raczej zniechęca, aniżeli zachęca. Że to każdego z osobna sprawa, gdzie, jak i kiedy się modli, bo (cytuję z pamięci) obcować z Bogiem można na całe szczęście nie tylko w Kościele. Jeden z "krzykaczy" rzucił też tekstem, że wiara nie ma nic wspólnego z miłością... Pierwotnie tylko polajkowałam obrazek i nie wczytywałam się w dyskusję, ale postanowiłam ją jednak prześledzić i... podzielić się z Wami swoją refleksją.


Na domiar wszystkiego dziś w pracy wpadł mi w ręce artykuł traktujący o tej samej grafice, którą na banerze umieścił pewien proboszcz i powiesił ją, jako "chwyt marketingowy" w pobliżu parafialnego kościoła. W owej parafii, wybaczcie, ale już nie pamiętam, w której części Polski nawet to było, zrobiło się równie huczcie jak na profilu mojego znajomego.

"Czy wiara polega na niedzielnym spotkaniu z sąsiadami przed kościołem?"

To jedno z pytań, które pojawia się w komentarzach pod grafiką. Poniżej ta sama osoba rzuca pytanie, od kiedy musimy demonstrować swoją wiarę, w domyśle miał pewnie, że Bóg przecież kazał nam się tak modlić i tak czynić dobro, aby prawa ręka nie wiedziała, co czyni druga. Dlatego zgadzam się i na postawione pytanie odpowiadam - nie - wiara nie polega na spotkaniu z sąsiadami przed kościołem, więc jeśli tylko w tym celu chodzisz na niedzielną Eucharystię to jesteś biednym człowiekiem odartym z tego, co najpiękniejsze - relacji z Bogiem. Wiara bowiem opiera się na sakramentach i to one są istotą chodzenia do kościoła, a dokładniej życia w Kościele, jako wspólnocie. Sakramenty przybliżają nas do zbawienia. Chrystus wyraźnie powiedział, że życie wieczne osiągnie ten, kto spożywa Jego Ciało i pije Jego Krew. Sami ich sobie nie podamy, potrzebny nam jest do tego kapłan, potrzebna nam jest świątynia, a nade wszystko, aby były one, potrzebny nam jest Kościół jako wspólnota, rodzina.


"Bóg jest wszędzie...

...i mogę się modlić w domu, nie chodząc do kościoła. A czasami w domu skupię się na modlitwie lepiej niż w budynku świątyni, bo nikt mnie nie rozprasza, nie ma wrzeszczących dzieciaków, albo wzroku sąsiadki z klatki obok..." Owszem! Ale patrz punkt 1. Nie ma zbawienia bez sakramentów - nie ma sakramentów bez kapłanów - nie ma kapłanów bez Kościoła. Kółko się zamyka i nie chce być inaczej. W Kościele nie ma równych i równiejszych. Wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i Kościół jest nam potrzebny jeśli chcemy nazywać się katolikami, a przede wszystkim jeśli chcemy nimi naprawdę Być przez duże "B", a nie tylko nazywać.

"Wiara to nie temat na forum"

A gdzie? W domu, pod korcem - jak mówi Ewangelia? To tak jakby powiedzieć, że w domu możesz sobie być fanem Disco Polo, Bluesa albo Rocka, ale pod żadnym pozorem nie możesz nikomu tego mówić. To tak jakbyś wziął ślub ze swoją żoną (wzięła ślub ze swoim mężem), ale publicznie nie mówiła światu, że się kochacie. Wiara to nie jest temat tabu, choć takim próbuje się go zrobić. Jest nas, chrześcijan, na szczęście jeszcze całkiem sporo na tym świecie, ale nade wszystko próbuje się nam wmówić, że jesteśmy mniejszością, która bezprawnie domaga się lojalności i tolerancji i która pcha się ze swoim sposobem życia, ze swoimi sumieniami, do publicznego życia znacznej mniejszości. Coś nam się chyba w świecie poprzestawiało, że walczymy za wszelką cenę o prawa mniejszości, o tolerancję gejów i lesbijek, o traktowanie jako normalnych transwestytów itp. a pozwalamy na to, aby zagłuszano nasz głos - głos większości, głos rdzennej Europy, która jeszcze w naszym kraju jako tako na spuściźnie jej założycieli stoi - póki co. Wiara to jest temat na forum. Doświadczam tego każdego dnia, za każdym razem, gdy publikuję artykuł na blogu, czy w prasie, grafikę na Facebooku. Swoją manifestacją wiary pobudzam innych do tego, aby się nie bali. Musimy zmienić to, że katolicy czują się w kraju, gdzie są większością, zaszczuci jak psy. Kocham swoją rodzinę to chcę się naszym rodzinnym szczęściem dzielić z innymi. Mam ładny, nowy samochód, idę podzielić się radością z sąsiadem, szwagrem, czy bratem. Kupiłam sobie coś ładnego - biegnę do przyjaciółki żeby jej to pokazać. Mam wspaniałego Boga, Ojca, Przyjaciela? Dlaczego mam Go przed światem ukrywać? Dziel się Bogiem i Jego miłością, bo to najlepsze, co w życiu masz i to Twój jedyny pewniak!


Katolik, czy nie-katolik, oto jest pytanie

Dyskusja zawiązała się dość szeroka i jak widać, po dzisiejszym artykule prasowym, na jaki się natknęłam, nie tylko w naszym kręgu. Grafika budzi kontrowersje wszędzie. Są tacy, którzy ją popierają, są i tacy, którzy krytykują. Na pewno pobudza do przemyśleń. Wskazuje na problem - jest nas w Kościele dużo, ale coraz mniej. Wierzący, nie praktykujący - jak płachta na byka działa na mnie to określenie. Żyjesz? To przestań oddychać i spróbuj żyć dalej? Owszem, pewnie, że można wierzyć w Boga nie uczestnicząc zupełnie w życiu Kościoła. Ale wszystkie przypadki takiego życia wskazują, że długo się tak nie pociągnie. Sama wiem, że bez sakramentów życie przy Bogu jest prawie niemożliwe. Gdy odkładam na później pójście do spowiedzi, przez co oddala się też przyjęcie Eucharystycznego Ciała i Krwi Chrystusa, grzechy się piętrzą i mimo, że trwam przy Bogu, modlę się w domu to staje się to coraz trudniejsze, aż z czasem bywa tak, że nie modlę się kilka dni. To już nie jest postawa wierzącego katolika, to postawa katolika niedzielnego - rutynowo powtarzającego wierszowane modlitwy i rutynowo chodzącego na niedzielną Mszę tylko po to, aby spotkać się z sąsiadem. 

Idź do kościoła, ale nie, aby pokazać się innym. Nie rób tego, żeby ludzie nie gadali, że Cię nie było. Nie rób tego, żeby spotkać znajomego, z nim możesz umówić się w sobotę wieczorem na grilla, albo w niedzielę popołudniu na kawę. Idź spotkać Boga w sakramentach. Sprawdź, co u Niego. Pozwól Jemu zaspokoić swoją ciekawość, co do tego, co u Ciebie. Powiesz, że On wie wszystko - tak, ale dał Ci wolną wolę i jest wiele spraw, w które po prostu się nie miesza. Idź i powiedz mu o nich wszystkich, może zwłaszcza o tych, do których nie zapraszałeś Go ze sobą. Jeśli chcesz nie tylko nazywać się Katolikiem, ale rzeczywiście nim Być trwaj przy Bogu zawsze. Nie tylko w zaciszu swojego domu, nie tylko w niedziele i święta. Nie spełniaj minimum, ale dąż do maksimum. We wszystkim chciałbyś być najlepszy, w Kościele masz na to największe szanse. Wykorzystaj je!

Komentarze

  1. Wszystko i na temat - wykładowcą mogłabyś być na uniwerku :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie! Piękny Blog Angeliko. Wiele osób nam mówi że wiara to indywidualna sprawa, lecz z powodu tej indywidualności, chrześcijaństwo powoli zaczyna być dyskryminowane. Powoli zabraniają nam wieszać krzyży, wprowadzają ustawy sprzeczne już nie tylko w wiarą, ale i z moralnością, itp. Pięknie opisałaś problem, i jasno określiłaś, jak życie katolika powinno wyglądać. Tak i tak a nie inaczej. Jedna właściwa droga, droga, która prowadzi do Życia Wiecznego. Dziękuję za te słowa. Dziękuję również za krzepiące słowa, by dążyć do maksimum, by dążyć do Świętości. Czasami mi tego brakuje....

    Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza mowa ma być tak - tak, nie - nie. Mam być zimny/a albo gorący/a. To nie ja określiłam jak powinno wyglądać życie katolika, chrześcijanina - to Pan Bóg w Piśmie Świętym, ale tak często o tym zapominamy...

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Pisać więcej, bo dobrze się czyta i konkretnie napisane, a to najważniejsze, bo kto lubi masło maślane..chyba nikt.
    Pozdrawiam

    Check out my web page: zdrowy styl życia blog [www.hallusforte.pl]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i w takim razie zabieram się do roboty tzn. do pisania.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Bardzo dobrze napisane. Świetnie się czyta i masz dużo w tym racji!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch