Na co Ty czekasz?

Życie składa się z ciągłego oczekiwania - na przesyłkę, na dzwonek sygnalizujący koniec lekcji, na pociąg, na ważny telefon. Młodzi ludzie czekają na pełnoletniość, pracujący na weekend, urlop, emeryturę. Czekamy na urodziny, czekamy na przyjazd babci, ciotki, spotkanie z ukochaną osobą. W Kościele nastał z dniem dzisiejszym właśnie taki czas oczekiwania. 



Nie wszyscy jednak wiemy, na co czekamy. Wielu z nas czeka na święta, choinkę, prezenty. Taki adwent jest jednak adwentem pustym, nic nie wnoszącym w nasze życie. Bo przecież nie o to chodzi, żeby sobie postawić ustrojone drzewko, usmażyć karpia i zaśpiewać kolędy, choć i te są dziś w wielu domach wypierane pop-kulturowymi pioseneczkami o śniegu, bałwanach i choinkowych lampkach. 

Na co czekasz? Drzewko z bombkami możesz sobie postawić w pokoju nawet latem - przecież nikt Ci nie zabroni. Karpia też możesz usmażyć w lipcu, a prezenty bliskim kupić w marcu. A ja Ci powiem, że nawet jeśli te wszystkie czynności będziesz wykonywał w innym czasie, niż do tej pory, to Chrystus i tak narodzi się w wigilijną noc. 

Twoje oczekiwania nie mogą sprowadzać się do biernego skreślania kolejnych dni w kalendarzu, do robienia kolejnych zakupów i śpiewania kolejnych piosenek o padającym śniegu. Weź z domu świecę, idź na roraty. Zrób sobie adwentowe postanowienie, ale niech nie będzie to kolejna deklaracja "od jutra zaczynam dietę", albo "wraz z początkiem adwentu będę uprawiał więcej sportu", bo postanowienie przede wszystkim ma Cię przybliżać do Boga. Narzuć sobie coś, co pozwoli Ci lepiej przygotować się na Jego narodziny, albo wyrzeknij się czegoś, co powoduje, że się od Niego oddalasz. Być może będzie to jakaś relacja z drugim człowiekiem, którą warto zakończyć w imię Najwyższej Miłości, może to jakiś nałóg, albo zobowiązanie, które sprawia, że tracisz niepotrzebnie czas, który mógłbyś poświęcić na rozmowę z Przyjacielem. 
Tak jak matka przygotowująca się na narodziny dziecka zmienia swoje życiowe, czasami złe nawyki i przygotowuje siebie, dom, otoczenie, by dziecku, które się narodzi, było na tym świecie jak najlepiej, by czuło się kochane, potrzebne, chciane, tak Ty przygotuj się na narodziny Boga. Spraw, by za cztery tygodnie, gdy w czasie Pasterki zaśpiewamy radosne "Gloria!", Bóg poczuł, że jest w Twoim życiu chciany, kochany i że był przez Ciebie oczekiwany z głęboką wiarą i niecierpliwością. 

Marana Tha!

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch