Moc w słabości się doskonali

Wróciłam. Mijający właśnie weekend był dla mnie bardzo intensywny zarówno, jeśli idzie o doświadczenia fizyczne jak i duchowe. Po raz kolejny jednak Bóg umocnił mnie w przekonaniu, że moc w słabości się doskonali i że dopiero tam, gdzie człowiek odpuści sobie i odłoży w niepamięć myślenie, że sam coś zdziała, tam faktycznie zaczyna działać łaska Najwyższego. 



Skąd wróciłam? Od piątku czuwałam nad przebiegiem rekolekcji wielkopostnych dla młodzieży z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Poznańskiej. Te rekolekcje, jak powiedział też jeden z twórców ich przewodniego hasła, rozpoczęły się dla mnie znacznie wcześniej niż w piątek. Organizacja kilkudniowego wyjazdu dla czterdziestu osób nie jest wbrew pozorom zadaniem najłatwiejszym. Czuje się na sobie niebywałą presję, gdy wiesz, że na Twojej głowie spoczywa to, czy owa czterdziestka będzie miała gdzie spać, co zjeść, wypić, czy będą mieli odpowiednie zabezpieczenie medyczne. Gdy na Tobie spoczywa przez kilka dni tak naprawdę całe życie kilkudziesięciu osób można ulec pokusie ogarnięcia wszystkiego na własną rękę, po swojemu, tak, aby wilk był syty i owca cała. Pan Bóg jednak przeważnie ma na nasze życie zupełnie inne plany niż nasze własne.

Nie inaczej było i tym razem. Od dłuższego czasu, raz mocniej, raz słabiej, zmagam się z różnymi grypami i przeziębieniami. Nie mogę jakoś tego zwalczyć. Ten fakt spowodował wyjazd na rekolekcje z gorączką i "na antybiotyku", ale co zrobić, przecież przez moją jedną chorobę nie odwołamy rekolekcji dla kilkudziesięciu osób. Czułam jednak, że Bóg miał w tym swój cel od dawna zamierzony i przeczucie to nie było mylące.

Myśl przewodnia rekolekcji odnosiła się do duchowości ignacjańskiej i brzmiała "#YOLO - możesz więcej". Paradoksalnie jednak te 3 dni, kilka wysłuchanych konferencji i rozmów uświadomiły mnie o tym, że bardzo często więcej oznacza mniej. Czasami warto, gdy ksiądz nie dopowie czegoś w konferencji, aby móc odnaleźć to "niedopowiedziane" w czasie osobistego spotkania z Chrystusem w Najświętszym Sakramencie. Czasami warto wcześniej pójść spać, by móc świadomie wielbić Pana dnia następnego, niż do późna klęczeć w kaplic i na drugi dzień być sennym i rozkojarzonym i tak naprawdę nie skorzystać z tego dnia niemalże nic. Takich przykładów mogłabym podawać wiele, ale zrobiłby się z tego esej na kilka stron więc myślę, że wrócę do tematu w jednym z kolejnych artykułów.

Myśl na dziś, a właściwie to chyba na całe życie - Bóg prawdziwie działa tam, gdzie człowiekowi się wydaje, że nastąpił u niego totalny spadek mocy. To tak, jak z tym ziarnem, które musi obumrzeć, aby wykiełkować i zaowocować. To kolejny raz, kiedy Bóg tak kieruje moim życiem, że całkowite opadnięcie z sił następuje właśnie wtedy, kiedy tych sił najwięcej potrzebuję, ale dzięki tym doświadczeniom Bóg pomaga mi dostrzegać działanie Jego łaski w moim życiu. Nie ja. Nie sama. Nie po swojemu i nie tak jak mi się podoba, jak ja sobie to wymyśliłam, czy wymarzyłam, ale tak jak On to zaplanował, bo tylko życie według Jego planu przybliża mnie do Życia Wiecznego. 


Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch