Chrystus jest szaleńcem

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że magicznymi świętami nazywamy Boże Narodzenie, a obok Wielkiej Nocy przechodzimy trochę na porządku dziennym, bardziej w klimacie kurczaków, jajek i zajęcy niż głęboko w tym, czym te święta są naprawdę. A tak naprawdę prawdziwe magic show dzieje się właśnie teraz, wczoraj, dziś i jutro. I to w rzeczywistości, żadna iluzja! Tajemnica Męki, tajemnica Krzyża, tajemnica Grobu i tajemnica Zmartwychwstania... I powiem Wam w tajemnicy, że właśnie te dni, Wielki Post, Triduum Sacrum, wreszcie Wigilia Paschalna i Wielkanoc to dla mnie najwspanialsze dni w roku, dni, na które czekam bardziej niż na swoje urodziny, wakacje, czy "Gwiazdkę".



Eucharystia - to ona stoi w centrum naszej wiary. Sam Jezus powiedział, że tyko te osoby, które jedzą Jego Ciało i piją Jego Krew będą miały wieczne życie. Nie wystarczy tylko się modlić. Nie wystarczy pobożnie składać rączki przed ołtarzem, czy świętą ikoną. Chrystus musiał, kolokwialnie i dosłownie, dać się pokroić, oddać swoje Ciało i oddać swoją Krew, aby nam dać wieczne życie. W czasie wczorajszej homilii usłyszałam zdanie, iż oddzielenie ciała od krwi oznacza po prostu śmierć. Gdy z ciała wypływa krew człowiek umiera. 

Umieranie Chrystusa rozpoczęło się już wczoraj. Wczoraj Chrystus oddzielił swoje ciało od krwi. Wprawdzie symbolicznie, realnie stanie się to dopiero dziś, ale to On, nie żołnierze, sam zapoczątkował swoją śmierć. 

Szaleniec? Tak! Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Chrystus jest szalony z miłości do Ciebie i do mnie. Kto inny chciałby dać się przybić do krzyża będąc niewinnym, w imię uratowania życia innym osobom? Tylko szaleniec. I ta to powinniśmy Mu dziękować. Nie pozostaje nam dziś nic innego, jak paść na kolana i dziękować. Bóg nie musiał tego robić. Mógł nie zbawiać świata wcale. Mógł poczekać z tym do ostatniego dnia istnienia świata. Mógł zbawić świat w inny sposób, po prostu, bez bólu i cierpienia. Ale Bóg ludzkim cierpieniem chce ludzkie grzechy odkupić. To wszystko po to, aby wisząc na Krzyżu rozłożyć ramiona na całą ich szerokość, jakby chciał przygarnąć, przytulić wszystkich do siebie i powiedzieć "tak bardzo Cię kocham człowieku".

Wczoraj dziękowałam Bogu za Eucharystię. Za to, że dał nam wszystko co miał, Siebie, bo chce byśmy z Nim żyli wiecznie. Dziękowałam za kapłanów, bo bez nich te małe kawałki chleba nie miałyby większego znaczenia. Dziękowałam za to, że Bóg chce mieszkać we mnie, a ja mogę być Domem Bożym. 

Dziś dziękuję za Krzyż. Najpierw za ten, na którym Ty oddałeś swoje życie z wielkiej miłości do mnie. Za to, że kochasz mnie nie za zasługi, ale po prostu dlatego, że jestem. Dziękuję za mękę, za Drogę Krzyżową i każdą kroplę krwi. Za to, że umarłeś. Mimo moich fochów, grzechów, mojego obrażania się. Mimo tego, że często żyję po swojemu, bez Ciebie, a mimo to Ty nadal chcesz mnie zbawiać. Za to, że dzięki Twojej męce mogę zawsze do Ciebie wracać i że pomagasz mi wrócić po każdym odejściu. I wreszcie dziękuję też za ten krzyż, który kładziesz na moje ramiona. Za każdy trud, problem, za każdą przeciwność. Za to, że boli, że męczy. Ty cierpiałeś bardziej. Te moje małe cierpienia są niczym przy Twoim bólu. Więc dziękuję, za to, że choć w mikroskopijnym stopniu mogę brać udział w Twojej męce. Dziękuję, że jesteś Boże szalony z miłości do człowieka i że to szaleństwo Ciebie doprowadziło na Krzyż, a mnie prowadzi do Nieba.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch