Ojciec nie siedział w domu obrażony

W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie
Dzisiejsze Słowo słyszane było przez nas już pewnie setki razy. I może nieraz, może nawet dziś, w czasie, gdy na Liturgii padają te słowa, wyłączamy słuchanie, bo przecież "słyszałem/am to już tyle razy, że znam ten fragment Ewangelii na pamięć". Nic bardziej mylnego. Sama słyszałam ją w ciągu ostatniego tygodnia dwukrotnie, dwukrotnie też wysłuchałam homilii odnoszącej się do tych słów i przyznam, że pewnie jeszcze znalazłby się ktoś, kto wyciągnąłby z tej przypowieści coś więcej.


Pierwszą rzeczą, na którą zwrócił uwagę jeden z rekolekcjonistów, których miałam okazję w ostatnim czasie słuchać, to fakt, że czytając Pismo Święte skupiamy się głównie na tym, co Bóg do nas mówi. Wczytujemy się w słowa Chrystusa kierowane do ludzi, bez spojrzenia na pozostałe elementy. A te elementy nie są przypadkowe, nie są zawarte w Słowie Bożym na zasadzie wypełniaczy, żeby tekst był dłuższy, bo nie wypada, żeby najważniejsza księga na świecie składała się z samych dialogów i miała max. 120 stron. Gdy czyta się Pismo Święte powinno się też, a może przede wszystkim, zwracać uwagę na otoczenie, okoliczności, w jakich dane słowa są wypowiadane.

Pan Jezus jadał i rozmawiał z celnikami i grzesznikami. Faryzeuszom się to oczywiście nie podobało, bo przecież jak to, Mesjasz, a z tymi najgorszymi siada, z tymi, na których my byśmy nawet nie spojrzeli? A przecież grzesznikiem jest każdy z nas. Chrystus jada i przebywa z nami. To my powinniśmy się do Niego zbliżać, aby go słuchać. Jeśli nie uznam siebie za grzesznika to mogę czasami wcale nie usłyszeć tego, co Bóg ma mi do powiedzenia, bo On jada i rozmawia właśnie z grzeszącymi.

Clue dzisiejszych rozważań to jednak sama przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Wielokrotnie przeze mnie już przywoływana i omawiana. Możliwość usłyszenia jednak dwóch jej interpretacji w ciągu ostatniego tygodnia pomogła mi w refleksji, którą się z Wami dzieję. 

Pominę kwestię synów, bo rozważanie jest na conajmniej kilka stron referatu. Spójrzmy dziś na ojca. Ojca, który poniekąd stracił swoje dziecko po tym, gdy dał mu swoje pieniądze. Pracując od pół roku w sądzie, bywając na wielu rozprawach sądowych, widząc wiele ludzkich dramatów wiem, że to wcale nie nowa sytuacja, gdy ktoś z rodziny otrzymuje "spadek" jeszcze za życia spadkodawcy i nagle przestaje się tym spadkodawcą interesować - choć wcześniej był "najlepszym" wnuczkiem, "najlepszą" córką. Chciałoby się rzecz "życie". Postawmy się jednak w tej sytuacji. Przykrość, żal i smutek. Bo ktoś wydawał się nam bliski, daliśmy mu swój czas, jakieś rzeczy materialne, przyjaźń, miłość, a ktoś to miesza z błotem, miesza z pożywieniem dla świń. Tu przychodzi wściekłość, niechęć do danej osoby, która nas wystawiła. Często nie chcemy więcej tego kogoś widzieć, czy znać. Ojciec z Ewangelii nie siedział w domu obrażony na syna. Wiemy o tym chociażby stąd, że zauważył go, gdy ten był jeszcze daleko. Nie byłoby to możliwe, gdyby siedział w domu, gdyby na syna nie czekał. Wyszedł synowi na przeciw, bo oczekiwał jego powrotu, miał nadzieję, że syn kiedyś się opamięta i przyjdzie. 

Zdanie, które usłyszałam w jednej z homilii, będące niejako zadaniem to być jak ojciec - wybaczać w każdym czasie, w każdej sprawie i mimo wszystko. Być jak ojciec to dostrzegać dobro w innych. Nie wypominać komuś po kłótni, że zrobił to, tamto i siamto, ale dostrzec, że kogoś jednak ruszyło sumienia i chce wrócić. Ojciec dostrzegł promyk nawrócenia w synu i dlatego pozwolił mu na powrót, a z radości zorganizował ucztę. 

Kto jest rodzicem, albo kto ma w domu małe dziecko, ten wie, że dziecku wiele można wybaczyć. Gdy dziecko nabroi to rodzice się najpierw wnerwiają, często krzyczą na dziecko, że nie powinno być takie niegrzeczne itp. (pomijam kwestie poprawności psychologicznych takich zachowań). Po czasie jednak, gdy dziecko skruszone przychodzi do rodziców z miną niczym Kot ze Shreka rodzicom mięknie serce i wybaczają. Podobnie było prawdopodobnie z Miłosiernym Ojcem z przypowieści. Pewnie na początku zdenerwował się na syna, że tak go potraktował, ale miłość ojcowska zwyciężyła. 

Wreszcie na tę przypowieść trzeba spojrzeć przez pryzmat relacji człowiek - Bóg. Człowiek, jako marnotrawny syn, jako największy marnotrawca darów Bożych, jak można przeczytać u Tischnera i Bóg, Miłosierny Ojciec, który stoi przed drzwiami domu i czeka, aż jego dziecko wróci. A motywem powrotu do Boga wcale nie musi być żadne mocne przeżycie duchowe. Może to być najcichszy głos sumienia, taki, jaki obudził się w młodszym z synów, głos który podpowie nam "przecież u Ojca było mi lepiej, było mi dobrze i nie potrzebowałem niczego więcej". Niestety często dopiero, gdy życie człowieka przysłowiowo "zejdzie na psy", kiedy człowiek pochyli się nad korytem, przychodzi do niego myśl o nawróceniu, o tym, że u Boga lepiej. To u Ojca jest życiodajny chleb, Słowo Boże, Eucharystia. Mogę wieść życie błogie i beztroskie, ale niemalże u każdego w pewnym momencie pojawi się refleksja, że jednak to nie wszystko, że to nie wystarczy. A Ojciec czeka, Bóg czeka. On ma dla nas zawsze otwarte drzwi, zawsze, gdy tylko odejdziemy roztrwonić dobra, którymi nas obdarzył, wypatruje naszego powrotu. I potrafi w nas dostrzec dobro, nawet tam, gdzie my totalnie go  w sobie nie widzimy. 

I na koniec, bo trochę dzisiaj przynudziłam ;) Przeczytaj w ciszy i na spokojnie dzisiejszą Ewangelię [link w cytacie na początku artykułu]. Zastanów się - czy jestem człowiekiem, który potrafi dostrzegać dobro w innych? Czy nie wytykam innym ich błędów?  Czy potrafię przebaczyć, gdy widzę u drugiego człowieka szczerze okazaną skruchę? I w końcu, czy sam przepraszam, czy sam jestem pokorny i czy sam wracam do Ojca, czy zdaję sobie sprawę, że, parafrazując "nie ma jak u Taty"? 

Komentarze

  1. Dziękuję Angeliko. Twe słowa potrzebne były mi właśnie w tej chwili. Dzięki! Pokój z Tobą + :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch