Chciałbym już pójść spać

Nie dalej jak wczoraj pisałam o tym, że śmierć została na dobre pokonana, że życie zwyciężyło i odtąd nie musimy bać się umierania. Pisałam, że Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie zagwarantował nam, że będziemy już żyć wiecznie. A dziś?


A dziś wiadomość, która trafiła nas wszystkich jak grom z jasnego nieba. Dosłownie. Pan zabrał do siebie tego, który mówił o sobie, że jest zwykłym człowiekiem, ale z pewnością wielu potwierdzi jego wyjątkowość i niezwykłość. Ksiądz Jan Kaczkowski. Autor kilku książek i kilku, również kontrowersyjnych wypowiedzi. Łamacz konwenansów i stereotypów. Sopocianin. Współzałożyciel jednego z najbardziej znanych hospicjów w Polsce, Hospicjum p.w. św. o. Pio w Pucku. 

Przez większość swojego życia zmagał się z potworną i wycieńczającą chorobą. Mimo tego, sam cierpiąc, starał się uchylić Nieba tym, którzy na ziemi zaznali cierpienia i swego rodzaju piekła. Mimo bólu próbował ulżyć w bólu współcierpiącym. Jak sam mówił, żył na pełnej petardzie. Każdego dnia budził się z myślą, że może to być ostatni dzień w jego życiu i wykorzystywał go na maksa, na maksa ofiarując siebie innym, na maksa dzieląc się z innymi Bożym Miłosierdziem.

Kilka miesięcy temu mieliśmy robić z księdzem Janem wywiad do kolejnego numeru poznańskiego "Wzrastania". Ksiądz Jan przebywał wówczas w Poznaniu, miał kilka spotkań, opowiadał o sobie, swoim życiu, o doświadczeniu Boga i o książce będącej wywiadem rzeką Piotrka Żyłki z nim pt. "Życie na pełnej petardzie". Po wielu godzinach gadania i dawania artykułów miał już nieco dość, była godzina 23:00, za oknem lał deszcz, a wywiad został przełożony na drugi dzień rano - mieli go przeprowadzać moi znajomi z Redakcji w hotelowym pokoju Księdza Jana. 

W kolejce po autograf staliśmy ostatni. Ksiądz Jan podpisał nam książki, a ja nieśmiało zapytałam wtedy o możliwość zrobienia sobie wspólnego zdjęcia. Powiedział wówczas No to dalej, szybko, bo chciałbym już pójść spać. Gdy stanęłam obok niego nie było to robienie sobie zdjęcia z "gwiazdą". Ksiądz Jan serdecznie mnie przytulił, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi. Kolega strzelił nam dwa zdjęcia. Dwa zdjęcia, które zdają się stawać w dniu dzisiejszym relikwią, a już na pewno niesamowitą pamiątką. Eryk z Przez Pryzmat Wiary, udostępniając dziś swoje zdjęcie z ks. Janem napisał, że ma nadzieję, że to zdjęcie  ze świętym. Podzielam tę nadzieję.

Żył na pełnej petardzie, oddany innym i ufający Miłosiernemu. Zmartwychwstały za jego życie dał mu najlepszą nagrodę, jaką człowiek mógłby sobie wymarzyć. Wziął go do Siebie w dniu, w którym Sam pokonał śmierć. Księże Janie, wierzę, że byłeś przygotowany na ten dzień. Wierzę, że teraz, gdy nie odczuwasz już bólu, gdy być może wzrok, mowa, dotyk wyostrzyły Ci się i po prostu jest Ci lżej, teraz dopiero odpalisz prawdziwą petardę. I taka mała prośba. Wiem, że świętowanie Zmartwychwstania trzeba dokończyć, zwłaszcza mając ku temu taką niepowtarzalną okazję, aby świętować ze sprawcą całego zamieszania, ale wiesz...nie zapomnij o nas, a przede wszystkim o tych, z którymi życiem dzieliłeś się na codzień. 

Wykonało się. Księże Janie, zasłużyłeś na ten dzień jak mało kto. Ciesz się radością z wiecznego przebywania z Bogiem w Niebie! Do zobaczenia!

Komentarze

  1. śmierć jest wpisana w naszą naturę i chyba chrześcijanie powinni wiedzieć t5o najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, ale ta śmierć fizyczna, ziemska, nie jest końcem wszystkiego, jest tylko pewnym etapem istnienia, a pokusiłabym się o stwierdzenie, iż jest nawet początkiem - początkiem życia wiecznego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło