...dobiegnę do Ciebie

W ostatnich dniach sierpnia trwaliśmy, wraz z setkami tysięcy ludzi na całym świecie, w modlitwie nad księdzem Tomaszem, chrystusowcem, który w czasie swojej wymarzonej pielgrzymki do Ziemi Świętej trafił w stanie krytycznym do szpitala.

"x. Tomek  miał wylew, jest w szpitalu w Ammanie" - taką wiadomość przysłał mi x. Łukasz wieczorem, w sobotę 25 sierpnia. Przed oczami stanęły mi wówczas wszystkie wspólne wspomnienia. Choć nie było ich wiele ksiądz Tomek zapisał się w mojej głowie jako Boży Wariat. Ten z pozoru mały facet ze Śląska potrafił porwać ludzkie serca wprost przed oblicze Boga cokolwiek robił i mówił. 

Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce w 2012 roku, w czasie wakacyjnego spotkania młodych Góra Tabor we Władysławowie. Pierwsze wrażenie jakie sprawiłam na księdzu Tomku nie było porywające. Wyobraźcie sobie intensywnie spędzony dzień, a później noc, pole namiotowe. Opatrzność sprawiła, że namiot księdza Tomka znajdował się tuż obok naszego namiotu. Około 23:00 zebrało mi się na nocne rozmowy z mamą przez telefon. Wówczas z namiotu obok usłyszałam tylko "noc jest od spania, przez telefon pogadasz se jutro!" Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kto na mnie krzyczy, ranek rozjaśnił nie tylko pole namiotowe ;-) Przepraszałam ks. Tomasza do końca kolejnego dnia.

Później było jeszcze kilka krótszych spotkań przy różnych okazjach, głównie wakacyjnych. Zawsze uśmiechnięty, mało narzekający, a jeżeli już to zawsze obracający narzekanie w żart. Zawsze pamiętał, choć znał wielu ludzi, nigdy nie zastanawiał się "do której szufladki mnie włożyć". Kochał dzieci, z wzajemnością. 

Miał niespełna 35 lat, gdy dobiegła nas wszystkich wiadomość o jego chorobie. Miał niespełna 35 lat, ale sprawił, że zapamiętają go tysiące osób. Mając niespełna 35 lat, nie mówiąc nic, bo w hotelowym pokoju znaleziono go nieprzytomnego, potrafił zjednoczyć ludzi w Polsce, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i właściwie na niemalże całym świecie, w łańcuchu modlitwy. Poprzez różnorodność stref czasowych modlitwa o cud uzdrowienia dla ks. Tomasza trwała 24 godziny na dobę. Bóg miał w tym wszystkim jednak inny plan. Zabrał księdza Tomka do siebie. Widać w niebie mają deficyt Bożych Wariatów, ludzi, którzy żyją Bogiem na 100 %.

I tu kolejna lekcja, której udzielił nam ksiądz Tomasz, tym razem przez usta Przełożonego Generalnego zgromadzenia zakonnego, którego był członkiem. W czasie Mszy pożegnalnej na kazaniu odczytany został fragment testamentu młodego kapłana. "W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem". Pisząc te słowa ksiądz Tomasz nie wiedział przecież, kiedy zostaną one odczytane. Nie wiedział, że ten bieg będzie tak krótki. Jednak każde słowo zawarte w testamencie odzwierciedlało właśnie jego. Bo pomimo młodego wieku, pomimo niewielu (raptem pięciu) lat kapłaństwa ksiądz Tomek mógłby dziś śmiało powiedzieć, bieg ukończyłem. I potwierdzi to każdy, kto miał z nim do czynienia choć przez 5 minut w swoim życiu. Chciałabym, by po moim odejściu z tego świata też można było powiedzieć, że ukończyłam bieg, że ustrzegłam wiary, że żyłam na maxa, jak mówi się o Tobie Księże.

fot. Gość Niedzielny - Alina Świeży-Sobel
Księże Tomku, miałeś wielu przyjaciół, znajomych, wiele życzliwych osób żyło wokół Ciebie i z Tobą tworzyło Kościół, zarówno tu w Polsce jak i przez kolejne dwa lata w Chicago i w Scarborough w Kanadzie. Dałeś nam lekcję życia, lekcję życia Bogiem, z Bogiem i z bliźnim ku Bogu. Nie mówię żegnaj, lecz do zobaczenia. Trochę Ci zazdroszczę, przez łzy, że już jest Ci lepiej, a ja ciągle muszę robić wszystko, by do Nieba dotrzeć. Ale teraz mam kolejną motywację, bo przecież jeszcze chciałabym z Tobą pożartować, zjeść karkówkę z grilla, czy nawet podenerwować Cię późnonocną rozmową przez telefon. Ty już bieg ukończyłeś, mam nadzieję, że i ja dobiegnę do Ciebie. Czuwaj nad nami i wstawiaj się za Twoimi przyjaciółmi. 

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło