Czyste ubranie podstawą dobrze przeżytej Mszy świętej

Od dziecka pamiętam jak zawsze nowa bluzka, sukienka, nowe buty czy nawet nowe rajstopki, zawsze musiały najpierw być ubrane do kościoła, później dopiero można było pójść w tym do szkoły, czy wcześniej do przedszkola. W niedzielę zawsze wstawało się dużo wcześniej żeby mama zdążyła uczesać mi na głowie ładną fryzurę, zapleść warkoczyki, czy zrobić loki. Do dziś zostało mi w głowie, że na Mszę to w dresach nie wypada. Z jednej strony to dobrze, bo na spotkanie z kimś, kogo kochamy zawsze ubieramy się ładnie, schludnie i chcemy wypaść jak najlepiej. Z drugiej jednak strony za takie właśnie zachowanie karci nas Jezus w dzisiejszej Ewangelii.


Jestem faryzeuszem

Dlaczego? Przyznaj się przed samym sobą i przed Bogiem, ile razy będąc w kościele zwracałeś bądź zwracałaś uwagę na to, jaki kto ma kolor włosów, bo może sąsiadka była wczoraj u fryzjera, kto ma jakie buty, kurtkę, czy sukienkę. Ile razy bardziej skupiałeś się na wyglądzie innych osób, niż na istocie Mszy świętej? Czy nie zdarzyło Ci się nigdy skomentować bluzy, czy spodni tego chłopaka, który zawsze siada ławkę przed Tobą? A może, (broń Boże!) przytrafiło Ci się chodzić na nabożeństwa akurat do tego kościoła, bo właśnie tam przychodziła też ta długonoga blondynka, która zawsze miała na sobie modne ciuchy, a której od dawna starałeś się przypaść  do gustu?

Jestem faryzeuszem

Bo zawsze przed wyjściem na Mszę świętą stroję się i upiększam swoje zewnętrzne "ja", często nie zwracając uwagi na to, co dzieje się w moim środku. Zawsze muszę perfekcyjnie wyglądać, w końcu kościół to siedlisko plotek, zwłaszcza w małych miejscowościach. Rzadko jednak martwię się, jak wygląda moja dusza, czy będę mogła przyjąć Eucharystyczne Ciało Chrystusa, czy jakieś myśli, problemy bądź grzechy nie zakłócą mi tego spotkania z Ukochanym Ojcem. Makijaż, sukienka, wypastowane buty. Ot to, co najważniejsze w pójściu na Mszę. Nikt nie obgada mnie za to, czy byłam przyjąć Komunię świętą, czy nie, za to, czy miałam wygniecioną koszulę owszem. 



Jeśli czytając ten artykuł stwierdzasz, że mówi on chociaż w jakimś stopniu o Tobie, to właśnie do Ciebie i do mnie Jezus kieruje dzisiaj słowa w Ewangelii wg św. Łukasza:
Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste. [Łk 11,37-41]

Kultura wymaga, by idąc na spotkanie z ukochaną osobą wyglądać schludnie, być pachnącym i nie iść w obdartym ubraniu. Nie szata jednak zdobi człowieka. Stwórca dał nam też serce i duszę. To je mamy Mu oddać w czasie spotkania z Nim. To one mają być krystalicznie czyste, bo to właśnie tam, w serce i w duszę Bóg spogląda najpierw. Cytując klasyka - najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Więc, kiedy następnym razem będziesz szykować się do pójścia na nabożeństwo, poproś Boga przede wszystkim nie o to, byś znowu mogła spotkać tego przystojnego bruneta z klatki obok, czy długonogiej blondynki, ale proś o serce i umysł otwarte na Jego słowo i miłość. 

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło