Nazwij rzeczy po imieniu i... zostań bohaterem w swoim życiu

W mijającym tygodniu brałam udział w zajęciach z treningu interpersonalnego. W trakcie jednych z pierwszych ćwiczeń, mających na celu początkowe zapoznanie się grupy, rozluźnienie atmosfery i otwarcie się przed innymi, mieliśmy za zadanie powiedzenie o trzech rzeczach, które robimy źle i trzech swoich zaletach, umiejętnościach pozytywnych. Wniosek jaki wyciągnęłam po tym ćwiczeniu jest taki, iż niezmiernie trudno jest nam mówić o swoich mocnych stronach, a przecież to one pokazują jakimi jesteśmy, to one podkreślają naszą wyjątkowość i naszą wartość. Skłoniło mnie to do głębszej refleksji, gdy niedawno Grzegorz Kramer SJ opublikował na FB taki oto kwiatek


- No dobrze, świetnie nazywamy swoje grzechy i zło, które robimy. A powiedz, co jest w Tobie dobrego. Tak konkretnie.

- Ale po co? 
- To jest zasadnicze, bo nazywanie dobra w sobie jest jak odszukiwanie śladów Dobroci Boga w nas, do Którego mamy się nawrócić. Jak chcesz się zmienić, skoro potrafisz nazywać w sobie tylko zło? 
- Ale to jest trudne.
- Tak, prawdziwe nawrócenie jest trudne.

Drzemie w nas przeświadczenie, że nie można się niczym chwalić, bo będziemy uznani za nieskromnych, przechwalających się, pysznych. Wmówiono nam, że przyznawanie się do swoich sukcesów, wyrażanie zdania o swoich mocnych stronach, swoich radościach i powodzeniach powoduje, że jesteśmy źle odbierani przez otoczenie, że wprawiamy innych w zakłopotanie, a nawet depresję, jeśli okaże się, że inni robią w życiu mniej niż my, że mają mniej okazji do bycia z siebie dumnym.

Przyzwyczailiśmy się też, że idąc do spowiedzi możemy, czy wręcz musimy, wyznać tylko i wyłącznie swoje grzechy, przyznać się do tego, co robimy źle, w czym jesteśmy niedoskonali. Podczas jednej ze spowiedzi usłyszałam, że mam powiedzieć, co udało mi się w sobie poprawić, nad czym udało mi się w minionym miesiącu zapanować. Zostałam tym przez księdza spowiednika zaskoczona, bo w głowie miałam ułożone grzechy, do których muszę się przyznać i przeświadczenie, że jestem beznadziejna i nie zasługuję w ogóle na miłość Chrystusa. Wtedy doszło do mnie to, o czym pragnę dziś napisać. Jest w nas nie tylko zło i grzech. Jest też w nas dobro i to dobro musimy w sobie odkryć, by lepiej żyć i by otworzyć się na rozgrzeszenie i Bożą miłość, którą w konfesjonale chce On wlać w nasze serca. 

Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, oznacza to, że owo dobro w nas jest tylko musimy nauczyć się je nazywać. Ugotowałaś dobry obiad, naprawiłeś samochód, wyniosłeś śmieci? Może dobrze tańczysz lub śpiewasz, albo potrafisz skręcać meble? Pomalowałeś sufit w pokoju, położyłeś płytki w łazience? Upiekłaś super tort, doradziłaś mamie w wyborze nowej sukienki? Każdy w nas jest w czymś dobry. Każdy z nas coś potrafi i potrafi to robić najlepiej ze wszystkich ludzi na świecie. Ja potrafię pisać, śpiewać, dobrze się uczę, (a przynajmniej się staram ;-) ). Potrafię rysować i dobrze gotuję. To moje talenty, które dał mi Bóg. Jakie są Twoje? Nie mamy w sobie wyłącznie grzechów. Moment, w którym to sobie uświadomiłam był jednym z piękniejszych momentów w moim życiu. Ten moment pozwolił mi lepiej patrzeć na siebie, ale też na ludzi wokół mnie. Potrafiąc odkryć dobro w sobie potrafię odkrywać je w innych ludziach i doceniać innych nawet za najdrobniejsze rzeczy. 

Może Ci się wydawać, że nie robisz w życiu żadnych spektakularnych rzeczy, nie zdobywasz medali, ani pucharów. Ale na pewno jest ktoś, dla kogo coś, co robisz w życiu, jest na wagę złota. Może to mąż lub żona, może dzieci, chłopak, dziewczyna, może koleżanka ze szkolnej ławki lub kolega z boiska. Może to wierni w Twojej parafii. Aby otworzyć się na Bożą dobroć musimy uznać przed sobą, że jesteśmy jej warci, że jesteśmy wartościowi i Bóg może pokochać i nas. Nazywanie swoich słabych stron przychodzi nam łatwiej, bo mamy niskie poczucie wartości. Niskie poczucie wartości powoduje, że trudniej nam znaleźć pracę, trudniej podejmować ważne i mniej ważniejsze decyzje, trudniej znaleźć kogoś, kto z nami na całe życie będzie. Pewność siebie ułatwia życie. Pewność siebie ułatwia relację z Bogiem i drugim człowiekiem. Naucz się zatem nazywać swoje zalety po imieniu. 

Na dobry początek może weź do ręki kartkę i coś do pisania, podziel ją na pół i w ciszy, będąc sam w pokoju, bez różnych rozpraszaczy, wypisz swoje zalety, wszystkie, nawet te, jeśli dobrze idzie ci przyszywanie guzików do koszuli, czy cerowanie skarpet. Po drugiej stronie wypisz wady, a później żyj tak, by te wady z czasem zmieniały się w zalety.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch