Pamiętasz, była jesień...

Znamy doskonale opowieści o złotej pięknej jesieni, polskiej jesieni, o kolorowych liściach, złocistych parkach. Bywa, że jesień pokazuje swoje ładniejsze oblicze, ale zdecydowanie, co widzi chyba każdy (przynajmniej w Polsce) spoglądając teraz przez okno, przez większość swoich dni Pani Jesień jest smutna, szara, wiejąca chłodem i niezachęcająca do jakichkolwiek aktywności, uśmiechu i entuzjazmu. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto lubi taką aurę, ale takich ludzi jest chyba niewielu. Większość z nas woli, gdy na niebie świeci słońce zamiast, gdy leje się z niego deszcz. A jednak, mimo to pozwalamy sobie na to, by nasze życie było tylko jesienią. Jak?







Jesień na świecie rozpoczęła się ponad dwa tysiące lat temu, ale wcale nie w ciągu siedmiu dni, w których Bóg stworzył niebo i ziemię i wszystkie inne. Jesień powstała później, po zakończeniu pięknego i chwalebnego aktu stworzenia. Do powstania jesieni przyczynił się człowiek. Odnoszę wrażenie, że była ona pierwszym wynalazkiem człowieka. Zaczęło się od drzewa - dalszą historię chyba wszyscy doskonale znamy - jeśli nie odsyłam do Księgi Rodzaju (dla bardziej leniwych link dla ambitniejszych - rozdział 3). Grzech. Synonim jesieni. A odkąd pojawił się na świecie grzech pojawiła się też jesień.

Trwanie w grzechu jest jak trwanie w wiecznej jesieni, ale właśnie nie tej, którą znamy pod mianem "polska złota jesień" malowanej na licznych obrazach, uwiecznianej na zdjęciach i opisywanej przez poetów, z żółto-czerwonymi drzewami w parkach, słońcem odbijającym kolory liści itp. Trwanie w grzechu jest jak wieczny, deszczowy, zimny, ponury i smętny listopad, taki po zmianie czasu z letniego na zimowy, gdy wcześnie robi się ciemno i najchętniej spędzalibyśmy dnie pod kocem z kubkiem herbaty (kawy, kakao czy co kto lubi i może) w ręku. Stan grzechu dla naszej duszy to jej melancholijna i depresyjna jesień. Na początku jest fajnie, ale im dłużej trwa tym bardziej zanurza nas w depresji i wpędza w coraz większy dół, aż w końcu dół jest taki wielki, że nie wiemy zupełnie, jak się z niego wydostać.


Gdyby zrobić sondę, z czym ludziom kojarzy się wiosna, a z czym jesień z pewnością usłyszelibyśmy odpowiedzi, iż wiosna to życie, radość, energia, słońce, dłuższe dnie, chęci do działania, z kolei jesień to depresja, smutek, melancholia, przygnębienie, ciemność, deszcz, chłód. Ten chłód panuje w naszych sercach i duszach, gdy oddalamy się od Boga. Przychodząc do konfesjonału, szczerze wyznając nasze grzechy, pozwalając się uzdrowić Miłosiernemu i pozwalając na panowanie wiosny w naszym życiu ucieramy sobie drogę do Nieba. Wiosną wydaje nam się, że moglibyśmy fruwać kilka metrów nad ziemią. To antonim jesieni, która sprowadza nas w doliny. Trwajmy zatem przy Bogu i starajmy się nie wpędzać się w doliny. Pielęgnujmy wiosnę, która w nas drzemie i nie pozwalajmy jesieni zapanować nad naszym życiem.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch