#dekalog - 6. Cudzołóstwo

Nie cudzołóż

Co to w ogóle za słowo jest - cudzołóstwo? Język się łamie, chociaż nie powiem, ładnie świszczy po polsku. Do czego sprowadzamy szóste przykazanie i że stawiamy je często na pierwszym miejscu w dekalogu - chociaż Bóg podarował nam zupełnie inną ich kolejność - wszyscy chyba doskonale wiemy. Pisałam też o tym w jednym z artykułów na temat siedmiu grzechów głównych, gdy pisałam o nieczystości.



Czy nie cudzołożyć znaczy tylko tyle, co nie wchodzić do łózka cudzej żonie - cudzemu mężowi? Poniekąd i tak, ale to tylko jedna z wykładni, jaką niesie za sobą szóste przykazanie. Po pierwsze nie jest ono pierwsze i nadrzędne więc nie ma się co wstydzić ze spowiadania przeciwko szóstemu przykazaniu, po drugie dotyczy nie tylko cudzołożenia z drugą osobą. Cudzołożyć, czy inaczej, uprawiać nierząd (zgrozo, nie ma lepszych określeń?) można samemu ze sobą. Pod tym przykazaniem mieszczą się wszelkie kwestie związane z onanizmem, masturbacją, oglądaniem filmów pornograficznych, czytaniem tak zwanych świerszczyków itp. Nie rób tego. Nie dlatego, że zakazał Ci tego Bóg (jak to, Bóg, ten sam, który jest dla nas miłosierdzia i niby chce dla nas jak najlepiej, odbiera nam jedną z największych przyjemności, jaką można czerpać z cielesności?). Właśnie ze względu na to, że Bóg chce nam podarować najlepsze co ma nam do zaoferowania daje nam ten znak na drodze i mówi - dalej nie jedź.

Bóg nie zabrania seksu. Bóg chce, by ten największy, jak twierdzą niektórzy, wymiar miłości był rzeczywiście okazywany z miłości i był faktycznym aktem całkowitego oddania i zjednoczenia jednocześnie z mężem lub żoną. Dlaczego akurat z mężem lub żoną? Bo co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza. Tylko w małżeństwie można stworzyć tę więź, zjednoczenie, w pełnym tego słowa znaczeniu. Bo skoro już zdecydowali i wyznali przed Bogiem, że na zawsze będą razem to raczej kieruje nimi miłość i nie ma wątpliwości, że będzie to akt wyrażenia właśnie tej miłości. Bóg zatem nie odbiera nam przyjemności - Bóg daje nam możliwość przeżywania jej w pełni - nie jako przygodę z przypadkowo napotkaną osobą, ale jako dar z siebie dla drugiej osoby, którą kochamy. By nikt nie poczuł się przy tym skrzywdzony, by wszystko odbywało się w atmosferze miłości, czułości, wzajemnego zrozumienia i zaufania.



Spoglądając więc na szóste przykazanie, które wydaje nam się tak upokarzające, gdy stajemy w prawdzie wobec niego i Boga robiąc chociażby rachunek sumienia, warto po raz kolejny uświadomić sobie, że ten znak zakazu nie jest ustawiony ludziom za karę, ale ludziom na pożytek. By ludziom żyło się lepiej. O ile mniej cierpienia zdradzonych żon, pozostawionych mężów, rozdartych między ojcem i matką dzieci byłoby, gdyby ludzie przestrzegali szóstego przykazania. O ile mniej wylanych łez, o ile mniej rozpraw w sądach, o ile więcej szczęśliwych rodzin, kochających się i zarażających innych swoją miłością ludzi byłoby, gdyby ludzie zatrzymali się tam, gdzie Bóg mówi "stój!". I odnosi się to nie tylko do szóstego, ale do wszystkich przykazań bożych. Kochaj, dziel się miłością, ale oddziel miłość od pożądania. Oddziel sferę pociągu cielesnego od rzeczywistego daru ofiary z siebie dla innej osoby. Nie cudzołóż w żadnym tego słowa znaczeniu.

Komentarze

  1. O ile piękniej by było, gdyby ludzie w odpowiednich momentach przekładali Boże "Stój!" w realne czyny i potrafili powstrzymać się, gdy ciało mówi "Chcę!". Jednak wydaje mi się to jedną z większych bolączek, jeżeli chodzi o wypełnianie Bożych przykazań. I takich (paradoksalnie), których ludzie najbardziej się wstydzą, przed sobą i przed Bogiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstydzimy się, a to dziwne, bo złamanie szóstego przykazania wcale nie jest gorsze niż pokłócenie się z rodzicami, czy bałwochwalstwo, albo zabójstwo. A jednak to właśnie z tym szóstym mamy chyba największy problem, by się przyznać... Czy największy problem, by dochować to nie wiem, może w obu przypadkach (przyznania się i dochowania) jest jeden główny problem - taki, że wobec popełniania grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu mamy największą świadomość i wiemy, bez głębszego zastanawiania się, czy zgrzeszyliśmy, czy nie. W przypadku innych przykazań i ich złożoności może to nie być takie oczywiste i możemy po tylko powierzchownym zastanowieniu się i rachunku sumienia nie zauważyć, że popełniliśmy grzech, w przypadku szóstego chyba to widać od razu i dlatego nam wstyd... tak myślę. Co Ty na to?

      Usuń
    2. To teraz wystarczy przed Bogusławem przysiąść? W sensie, przykucnąć? Bo kiedyś to się przysięgi składało i Wogle. Tzn. kto składał ten składał, ale jednak jak to się zmienia wszystko, ho ho...

      Usuń
    3. Zupełnie nie rozumiem, o co chodzi w powyższym komentarzu @xpil.

      Usuń
    4. xpil pisze o odmianie. Prawidłowa: przysiąc (od „przysięgać”), a nie przysiąść (od przysiadania). :)

      Usuń
    5. Ach, dzięki :) Nie zwróciłam na ten błąd uwagi, czasem dobrze jak artykuł przeczyta ktoś obiektywny :)

      Usuń
  2. Jestem w związku od 5 lat, kocham mojego partnera nad życie. Nie uważam żebyśmy wspołżyjąc ze sobą cudzołożyli tylko dlatego, że nie mamy ślubu. Jest między nami chemia, pożądanie, namiętność i sądzę, że to jeden z największych cudów danych naszej dwójce właśnie od Stwórcy :) Być może ta moja filozofia jest błędna i kiedyś Bóg pogrozi mi za to palcem. Póki co wierzę, że kochając mocno i mimo wszystko grzech cudzołóstwa to zbyt mocny zarzut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu więc tego nie przypieczętować przed Stwórcą, chociażby by Mu za tę miłość podziękować i Jemu ją w pełni oddać pod opiekę? Piszesz, że jest między Wami chemia, pożądanie...właśnie problem w tym, czy Wasz związek to nie tylko i wyłącznie chemia. Czy jest w nim miejsce na ofiarę z siebie dla drugiej osoby i chęć przeżycia razem wszystkich dni do końca życia? Żyjąc bez ślubu nota bene zostawia się sobie furtkę do ewentualnego odejścia, gdy się coś nie powiedzie, a tu już nie ma ofiary, nie ma pełni (takiej totalnie totalnej pełni) miłości i oddania. Nie znam więc nie osądzam, żebym nie została źle odebrana. :) Chodzi po prostu o to, by to nie była przygoda i zaspokajanie potrzeb czysto fizjologicznych. Seks to coś więcej niż tylko przyjemność cielesna, a przynajmniej powinien nim być.

      Usuń
    2. Oczywiście, w pełni się zgadzam - seks nie może być tylko cielesną przyjemnością. Jest w nim pewna mistyka, pełen akt oddania się drugiemu człowiekowi, którego powinno się moim zdaniem kochać i być pewnym także jego uczuć do naszej osoby; seks nie powinien być przypadkowy i traktowany jak coś, czym można się bawić.
      Nie uważam jednak, że bliskość z drugim człowiekiem, z którym żyjemy kilka lat/wiele lat zasługuje na potępienie dlatego, że odbywa się to bez ślubu - przecież i po sakramencie ludzie się rozstają, nie chcą walczyć o związki.
      Ja osobiście zawsze dziękuję Bogu za ten dar, ten rodzaj obcowania z moim partnerem. Traktuję seks jako dopełnienie związku, nie jako jego podstawę - żeby było jasne :)
      A kwestia ślubu jest otwarta. Bóg i tak wie, co przysięgnęłam Mu w swoim sercu :)

      Usuń
    3. Jeśli instytucja małżeństwa zostanie kiedyś zniesiona lub zostanie uznane, że seks poza ślubem nie jest grzechem, będę mogła przytaknąć. Na chwilę obecną jednak wszystkie dokumenty Kościoła w tym także Pismo Święte, wskazują na to, że seks pozamałżeński jest grzechem i tego trzeba się trzymać. Skoro Bóg dał takie prawo, a jest wszechwiedzący i wszechmogący i w ogóle wszech ;-) a ja Mu ufam, to przyjmuję z wiarą to prawo, które mi dał i wierzę, że wiedział, co robi. I nadal ponawiam pytanie, skoro się kogoś kocha, skoro się ma też w tym bliską relację z Bogiem, skoro się Bogu coś tam przysięgało w sercu czy nie w sercu, to czemu tego nie przypieczętować aktem małżeństwa. Kwestię rozwodów pozostawiam bez komentarza, bo to temat do dłuższej i niemniej skomplikowanej rozmowy.

      Usuń
    4. Aby wziąć ślub obie strony muszą mieć uporządkowaną relację z Bogiem. Skoro wiem, że partner jest jej niepewny i sakrament traktuje póki co bardziej w kategorii "tradycji" wolę dać mu czas aniżeli mieć świadomość, że zrobił to tylko ze względu na mnie.
      Ja generalnie uważam, że kwestie relacji międzyludzkich z Bogiem są na dłuższą rozmowę. To wszystko wymaga przepracowania, zrozumienia, dużej dawki roztropności ze strony człowieka. Dzięki za podjęcie tematu i pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Byłam na ślubie wierzącej dziewczyny z niewierzącym chłopakiem. Dziwnie brzmiała przysięga (z jego strony) niezakończona słowami "tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący...", ale poza tym wszystko w normie. Chłopak ślubował "cywilnie", dziewczyna "sakramentalnie". Kościół dopuszcza taką możliwość. Jeśli chłopak "nie czuje" sakramentów próbowałabym się skłonić ku tej opcji, bo on może nigdy nie uznać sakramentów, a dla Ciebie jest to bycie jednak o jeden metr dalej od Boga, niezależnie od tego, jaką masz z Nim relację osobistą (wiara bez sakramentów jest niepełna).
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
    6. W przypadku, gdy chłopak przyjmie wiarę, złożona przez niego wcześniej przysięga "cywilna" nabiera mocy sakramentalnej. Dlatego nie jest to żadne zmuszenie do sakramentu ani wymuszenie na nim, by robił to dla Ciebie. :)

      Usuń
  3. Pozwolę sobie zadać pytanie bardzo prywatne - a czy autorce tekstu zdarzyło/zdarza się upadać pod względem tego przykazania? :> Jeśli nie będziesz chciała odpowiadać - w pełni zrozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie odmówię odpowiedzi na to pytanie, bo od wyznawania grzechów mam spowiednika i konfesjonał. :)

      Usuń
  4. W pełni zgodzę się z artykułem zamieszczonym ale można to też rozumie trochę inaczej. Bo przecież nie cudzołóż można rozumieć tęż ze nie można dawać sobie nawzajem buziaka całusa aż do ślubu. Co to za związek bez okazywania uczuć pod każdym względem. Rozumie ślub każda dziewczyna chce być czysta ale nikt tęż nie będzie czekał do ślubu z dawaniem buziaka czy okazywaniem uczuć inaczej 2 czy 3 lata. W dzisiejszym świecie jest inaczej nie to co kiedyś teraz jeśli się nie będzie okazywać uczuć bardziej można stracić ukochaną osobę. Każdy na swoim przykładzie powinien odpowiedzieć jak jest w życiu. Inaczej można patrze jak się miało nie jednego partnera/partnerkę to każdy może żałować tego, tylko nikt tego tak nie będzie tego rozpamiętywał że żałuję. Wiem że kościół jest ważny wiara w Boga ale to co czasem jest zapisane nie pasuje do wszystkiego. Jeśli się kocha kogoś bardzo i obiecuje wszystko oddaje się mu a potem zostawia dla innego to ta osoba powinna mięć grzech ciężki. Taki jest tok mojego rozumowania Jeśli chodzi oto co przeczytałem tutaj. Wszyscy maja serce złamane ta temat tego przykazania nie powiesz mi ze nie? :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czym się różnią te czasy od innych jeżeli idzie o kwestie pożądania, namiętności itp.? krew nie woda i wydaje mi się, że to akurat w umyśle i instynkcie człowieka pozostaje niezmienne od lat. Piękno miłości i wierności przejawia się w tym, że się razem podejmuje walkę, że jest ciężko, ale w imię wyższych wartości, w imię pięknego małżeństwa w przyszłości rezygnuje się w narzeczeństwie z tego, co zarezerwowane dla małżonków. Tłumaczenie się, że czasy są inne, że tego wymagają jest tylko zasłoną dla popełnianych przez nas grzechów.

      Usuń
    2. Hmm.. Ja rozumie Twoje chrześcijaństwo i wgl.. i ze chcesz dać do zrozumienia innym to co tu napisałaś że to grzech. Popieram w stu procentach ale nie zmienisz nic. Nie jesteś Bogiem żeby decydować o wszystkim. Każdy sam odpowie czy robi dobrze czy nie. A czy Ty kiedykolwiek żałowałaś czegoś w życiu?

      Usuń
    3. Oczywiście, że żałowałam, ale co to ma do rzeczy?
      A co do zmiany, nie chcę niczego zmieniać. Moim zadaniem na ziemi jest głoszenie Ewangelii i to czynię. Nie oceniam, nie wmawiam czegoś komuś na siłę. Mówię jak jest i jak przekazał Bóg. Co ktoś z tą prawdą zrobi, jego sprawa, jego sumienie, jego zbawienie (lub nie). Ale jako chrześcijanin nie mogę stać obojętnie, bo ja też będę z tego rozliczona.

      Usuń
  5. Ja ogólnie jestem niewierząca, a przynajmniej nie wierze w Boga przedstawianego przez Kościół. Jeżeli jest ktoś tam nad nami to myśle ze to co robimy w łóżku jest jedna z ostatnich rzeczy, która go interesuje. Bo jeżeli ktoś jest dobrym człowiekiem to w jakim stopniu seks mu tej dobroci ujmuje? Nie mam tu absolutnie na myśli zdrady bo to jest po prostu złe, krzywdzi innych ale w momencie gdy nikt przy tym nie cierpi nie widzę w ogole powodu ze uznawać to za coś złego. Małżeństwo nie zmienia absolutnie nic, znam osoby które po latach rozwodzą sie bo zdrada, niedopasowanie, chęć zmian, związek bez ślubu nie jest otwarta furtka do ucieczki bo po ślubie tez to można zrobic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Bóg dał nam takie przykazanie, to najwidoczniej musi Go to interesować. Poza tym, Boga interesuje wszystko, co jest związane z człowiekiem. Ba! Sam seks również podarował nam Bóg, przecież nie jest on wytworem znikąd. Pewnego rodzaju "ograniczenia" są nam również dane po coś. Po co? By seks nie zakłócał nam relacji z Bogiem, bo to ostatecznie ona doprowadzi nas do zbawienia. Seks z założenia ma prowadzić nie do przyjemności samej w sobie, bo wówczas nastawiony byłby na egoizm i człowiek uprawiając seks myślałby głównie o sobie. Natomiast został on dany człowiekowi przede wszystkim, by budował więzi między małżonkami + jako narzędzie do rozmnażania się. Oczywiście, że po ślubie można się rozstać z fizycznego punktu widzenia. Z punktu widzenia duchowego - religijnego, co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela - w Kościele nie ma instytucji rozwodu. Oczywiście, że są zdrady, ale to wynik wyłącznie słabości ludzkiej, braku odpowiedzialności za składane przyrzeczenia, czyli postawa dziecka, nie osoby dorosłej, która podejmuje decyzje z całymi konsekwencjami jakie z nich wynikają. Taką konsekwencją jest trwanie w przyrzeczonym słowie, w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli przy drugiej osobie do czasu, aż śmierć ich nie rozłączy.

      Usuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch