#dekalog - 8. Kłamstwo

Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu

Jak często zdarza nam się kłamać? Kto kłamie częściej - mężczyźni, czy kobiety? Jakie są najczęstsze powody kłamstw?  Odpowiedzi na te pytania jest wiele, tak wiele, ilu ludziom je zadamy. Bóg ma na nie jednak jedną odpowiedź - nie kłam. Nie ściemniaj, nie oszukuj, nie kombinuj, bo kłamstwo to nie tylko mówienie nieprawdy - tworzyć fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu można nie tylko mówiąc o nim nieprawdziwe rzeczy w sądzie.



Naukowcy mówią, że kłamać uczymy się już w wieku 4-5 lat, kiedy zaczynamy powoli coraz lepiej rozumieć rzeczywistość, którą nas otacza i prawa jakie rządzą światem i relacjami międzyludzkimi. Wtedy właśnie zaczynają się pierwsze kombinacje, jeszcze często bez świadomości tego, że to coś złego. Pierwsze oszukiwanie rodziców, że nie zjadło się czekolady, pierwsze "nic nie mów mamie" wypowiedziane przez tatę, lub starsze rodzeństwo, gdy się coś zbroiło, lub zrobiło coś, za co mama mogłaby krzyczeć. A jeśli kłamstwo zakończyło się powodzeniem i się nie wydało, a udało nam się uniknąć kary? Tym lepiej i tym bardziej w naszej małej jeszcze główce koduje się, że kłamstwo się opłaca.

Kłamstwo ma krótkie nogi. Wszyscy chyba znamy to powiedzenie i pewnie większość z nas w jakiejś większej czy mniejszej sprawie padł ofiarą tego powiedzenia. W sądzie kłamać nie wolno i grożą nam za to przeróżne kary, grzywny i inne. W wymiarze duchowym za mówienie fałszywego świadectwa, kantowanie, oszukiwanie, ściemnianie, kombinowanie, plotkowanie (tak, to także, a może przede wszystkim, mówienie fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu, niejednokrotnie czyniące temu bliźniemu dużą krzywdę) grozi oddalenie od Boga przez złamanie jego przykazania, a w skrajnym przypadku do wiecznego potępienia. W ostateczności, jeśli nasze kłamstwo nie wyda się przed kimś tu na ziemi to nie możemy zapominać, że Bóg widzi przez ściany, widzi pod kołdrą, pod łóżkiem, za szafą, w ciemnym lesie i na słonecznej łące. On wie i ostatecznie kłamstwo wyjdzie na jaw, o ile nie z Twoich ust w konfesjonale, to z ust Boga na Sądzie Ostatecznym.



Ostatecznie, jeśli odraża Cię to, że Bóg znowu Ci czegoś zakazuje mówiąc "nie czyń nikomu źle swoim słowem" popatrz po raz kolejny na ten "zakaz" jako na dar. Nikt przecież nie lubi być okłamywany, wszyscy chcielibyśmy znać prawdę w różnych sytuacjach, chcielibyśmy, by inni wyznawali nam szczerze uczucia, mówili nam wprost, gdy coś im w nas nie odpowiada itp. Bóg właśnie daje Ci tę gwarancję, gwarancję życia w prawdzie. On jest prawdą. Bóg jest też Słowem i chciałby, a do czego nawiązuje też hasło nowego roku liturgicznego, byśmy my te Słowo wcielali w ciało i nieśli innym ludziom. To Słowo nie może więc czynić innym krzywdy. Słowem zranić najprościej, najtrudniej zaś przeprosić. 

Adwent się kończy. Pomyśl, ilu ludzi krzywdzisz na co dzień swoimi słowami. Może jeszcze nie byłeś u spowiedzi i warto to wyznać w konfesjonale? A może narodzenie Bożej Dzieciny będzie okazją do postanowienia, by Słowo, które staje się Ciałem, zawsze szło do ludzi z dobrą intencją.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch