Macierzyństwo

Wprawdzie w Kościele Katolickim zakończył się już okres Bożego Narodzenia, ale przecież trwamy ciągle w pochyleniu nad żłóbkiem, w którym leży maleńki Jezus. W wielu z naszych domów jeszcze stoją choinki, w kościołach jeszcze śpiewamy kolędy. Ten okres jest dobrym czasem, by pochylić się nie tylko nad kołyską z Bogiem w środku, ale też nad macierzyństwem Maryi, od początku niezwykłym i niecodziennym. 



Mówimy często, że Matka Boska jest też naszą matką, że jesteśmy braćmi i siostrami Chrystusa. Dla osób stojących "z boku" wszelkich prawd teologicznych i dogmatów wiary wydaje się to być czystą abstrakcją. A jednak Maryja wypowiadając swoje "Tak", czy jak kto woli "Fiat", sprawiła, że my także mamy, i to rzeczywisty, udział w jej macierzyństwie. 

Gdyby stworzyć wielkie drzewo genealogiczne całej ludzkości na ziemi to w prosty sposób doszlibyśmy do więzów krwi, które łączą nas z Maryją i Jezusem. Człowiek pochodzi od człowieka itd. Zasad prokreacji chyba nie muszę nikomu wyjaśniać. To właśnie czyni nas wielką rodziną ludzką. Jednak, jak w swojej książce "Moc Słowa" pisze ksiądz biskup Grzegorz Ryś, nie tylko więzy krwi, ale wiara, uważne słuchanie Słowa Bożego, czynią nas siostrami i braćmi Chrystusa. Mówi o tym sam Jezus, co zapisał w swojej Ewangelii święty Łukasz "Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je" (Łk 8,21). Jezus postawił nam jeszcze jeden warunek, by stać się jego bratem lub siostrą - nie wystarczy Słowa słuchać, trzeba je jeszcze wypełniać.

Dziennie wypowiadamy tysiące słów, jednym bardziej, innych mniej ważnych i potrzebnych. Każde słowo ma moc. Każde słowo coś oznacza, każde może uczynić dobro lub krzywdę. Powinniśmy z rozwagą posługiwać się słowami. Słowo, o którym dzisiaj piszę jest jednak wyjątkowe, jest ponad tymi wszystkimi słowami, które znajdziemy w obszernych słownikach i leksykonach. To Słowo stało się ciałem, stało się Bogiem i zamieszkało między nami dzięki maryjnemu "oto ja, służebnica Twoja". Twoja, czyli służebnica Słowa. 

Dzięki macierzyństwu Maryi i przyjęciu przez Nią Słowa, najpierw do łona, później danie mu ciała i urodzenie Go, każdy i każda z nas, niezależnie, czy to kobieta, czy mężczyzna, jest powołany do macierzyństwa. Jesteśmy powołani do tego, by wcielać Słowo w życie, by dawać Słowu ciało i za pomocą tego ciała nieść Słowo innym ludziom. Maryja była Matką Słowa Bożego i to Słowo przyszło najpierw do jej serca, jeszcze zanim zamieszkało w jej ciele. 

Tak dzieje się też w naszym życiu, gdy przychodzi do nas Bóg w postaci Słowa, czy to w czasie domowej medytacji, czy w czasie liturgii Słowa na Mszy świętej. Na początku było Słowo. Na początku wszystkiego jest zawsze Słowo, które najpierw musimy rozważyć w sercu, przyjąć je do swojego życia, a później dać Mu swoje ciało jako narzędzie. Idźcie i głoście, jak mówi hasło obe

cnego roku liturgicznego, wzywa nas właśnie do tego, byśmy wypełniali powołanie do macierzyństwa względem Słowa Bożego. Mamy stać się tymi, którzy wcielą Słowo i zaniosą je, jak Maryja, jak Apostołowie, na najdalsze krańce świata. A może wręcz przeciwnie, Ciebie, Bóg powołuje do tego, byś Słowo zaniósł do swojego bliskiego otoczenia, byś stał się Słowem wcielonym w swoim domu, wśród przyjaciół, rodziny, w swoim środowisku pracy, w swojej parafii. Wszyscy jesteśmy powołani do macierzyństwa więc wypełniając tę misję, przyjmujmy z wiarą Słowo do swojego serca, ucieleśniajmy je i pozwólmy Słowu w odpowiednim momencie (jak każda matka swojemu dziecku) iść w świat.

Komentarze

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch