Najważniejszy egzamin

Przełom stycznia i lutego to gorący czas w życiu polskich studentów. Większość z nich ma wówczas po raz pierwszy okazję poznać wykładowców, z którymi mieli zajęcia przez cały ostatni semestr. Dni i noce upływają im na czytaniu, bądź też przeglądaniu notatek (w co ambitniejszej wersji, książek) i, co najpopularniejsze, kserówek w celu zdobycia jakiejkolwiek wiedzy o przedmiocie, z którego egzamin (bądź egzamin poprawkowy) przyjdzie im zdawać.

Dziś chciałabym Wam powiedzieć o najważniejszym egzaminie mojego życia i zapewniam Was, że nie będzie to esej na temat czekającej mnie w nadchodzącym semestrze, obrony pracy licencjackiej, czy o tym, że za 100 dni matura (choć serdecznie pozdrawiam wszystkich studniówkowiczów).

Każdego dnia zdajemy najważniejszy egzamin w naszym życiu, choć nie zawsze jesteśmy tego w pełni świadomi. Co więcej, wszyscy dobrze znamy Egzaminatora, a przynajmniej zdajemy sobie sprawę, w mniejszym lub większym stopniu, z tego, kim On jest. Choć w ogólnym rozumieniu wynik tego egzaminu nie jest przedstawiany nam od razu to każdy kolejny dzień naszego życia może być właśnie tym dniem, w którym poznamy wynik naszych starań (lub wypocin, w zależności od zaangażowania). Codziennie podchodzimy do najważniejszego egzaminu naszego życia - egzaminu z wiary.

Chciałam napisać Wam, że do tego przedmiotu nie ma syllabusa, książek ani notatek, ale przecież wszyscy studenci dobrze wiedzą, że najlepsze książki to te, których autorami są wykładowcy danego przedmiotu i tak jest też w tym przypadku. Nasz Egzaminator, którym, jak pewnie się domyśliliście, jest sam Pan Bóg, zostawił nam do tego przedmiotu syllabus w postaci Dekalogu i książkę (o zgrozo jak to spłyca jej istotę) w postaci Biblii. To właśnie tam znajdziemy idealne wskazówki, które pomogą nam zdać egzamin z wiary z najlepszą oceną.



Bóg każdego dnia sprawdza jak radzimy sobie z postawionym nam zadaniem. On rozliczy nas, gdy już staniemy na sądzie, z każdego dobrego i złego uczynku, z każdej pomocy lub nie-pomocy okazanej drugiej, potrzebującej osobie, z wszystkich wykorzystanych i niewykorzystanych okazji i możliwości do wypełniania uczynków miłosierdzia względem ciała i duszy. Ten egzamin nie polega na znajomości od deski do deski Słów zapisanych w Piśmie Świętym, ani wyrecytowaniu kolejnych zasad i modlitw zawartych w małym katechizmie. Ten egzamin polega na wypełnianiu tych Słów w swoim życiu. 

Pomyśl. Czy gdyby dzisiaj przyszło Ci stanąć przed Bogiem, który dokonałby Twojej oceny na podstawie Twojego dotychczasowego życia, miałbyś szansę na to, by ten egzamin zdać, czy jednak odszedłbyś niepocieszony? Twój Egzaminator jest bardzo łaskawy i miłosierny, ale też niezwykle sprawiedliwy i słowny w tym, co mówi. Ale On już zrobił swoje, wykłady zakończone, tylko i wyłącznie od Ciebie zależy, czy ukończysz ten egzamin z wynikiem pozytywnym. 

PS. Wszystkim studentom na czas trwających i rozpoczynających się sesji egzaminacyjnych, zaliczeń, kolokwiów, egzaminów, czasu oddawania prac semestralnych, kolejnych rozdziałów prac magisterskich, licencjackich, inżynierskich, projektów, prezentacji itp. itd. życzę obfitości łask od Boga, darów Ducha Świętego, mimo wszystko odpowiedniej ilości snu, bo wyspać się to rzecz święta, nawet kosztem nienauczenia się niektórych rzeczy (od braku wiedzy gorsze jest tylko zmęczenie i brak wiedzy) i niech moc Ducha będzie z nami :-) 

Komentarze

  1. Część! Jako studentka dziękuję za troskliwe życzenia :)

    "Pomyśl. Czy gdyby dzisiaj przyszło Ci stanąć przed Bogiem, który dokonałby Twojej oceny na podstawie Twojego dotychczasowego życia, miałbyś szansę na to, by ten egzamin zdać, czy jednak odszedłbyś niepocieszony?"

    Czytając te słowa pomyślałam o tym, co słyszałam kiedyś o sakramencie chrztu w początkach chrześcijaństwa. Okres katechumenatu trwał kilka lat, a żeby dostąpić chrztu, trzeba było pokazać jakieś owoce swojej wiary; coś, co robimy nie dla ludzkiej pochwały czy akceptacji, ale bezpośrednio z miłości do Boga. To faktycznie był poważny egzamin - i myślę, że ja bym go nie zdała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie teraz, bardziej indywidualnie, życzę Ci oleju w głowie i światłości Ducha, potrzebnej na egzaminach :)

      A co do egzaminu z wiary, musimy codziennie być jak Chrystus. To jest najważniejsze zadanie, jakie mamy w życiu do wykonania i żadne studia, praca nie są nic warte, dopóki nie staniemy się wobec innych takimi jak On.

      Pozdrawiam ciepło i zapraszam do mnie częściej :)

      Usuń
  2. Dziękuję za piękne życzenia i oby się spełniły. Bardzo piękna refleksja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Duch Święty działa! :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Duch Święty działał! Zdałam najtrudniejszy egzamin w terminie zerowym jako jedna z nielicznych! Chwała Panu! Pozdrawiam. :)

      Usuń
    3. Gratuluję! Ja teoretycznie zdałam wszystko przed sesją ;) Ale w praktyce mam jeszcze jutro dopytkę z jednego egz. na wyższą ocenę

      Usuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło