Rzeczy, na które nie mam wpływu (a chciałabym mieć!)

Nie macie czasem tak, że coś dzieje się mimowolnie, jest totalnie poza Waszą kontrolą, choć chcielibyście trzymać rękę na pulsie? Ja mam tak notorycznie! A to pogoda nie taka, a planowałam weekendowy wyjazd za miasto, a to telefon się zepsuł, tramwaj odjechał i spóźnię się na spotkanie, sklep zamknęli dzisiaj godzinę wcześniej, miała być impreza, a ja leżę chora. Przykładów mogłabym wymieniać bez liku. 



W zasadzie każdego dnia dzieje się coś, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, choć tak naprawdę to moje denerwowanie się na nic się zda, bo nie mogę ruszyć sprawy ani do przodu ani tym bardziej do tyłu. Nerwy, właśnie one towarzyszą nam najczęściej w sytuacji, w której nie możemy czegoś zrobić, coś idzie nie po naszej myśli i to zupełnie nie z naszej winy. 

Jak sobie radzę z tymi rzeczami, na które nie mam wypływu (a raczej jak nieudolnie próbuję sobie radzić tocząc każdego dnia walkę z samą sobą i swoją niecierpliwością, ambicjami i poczuciem, że muszę być idealna, bo inaczej będzie klapa). Przede wszystkim spokój i pozwólcie, że zacytuję tutaj klasyczne zdanie "tylko spokój może nas uratować". Jednak w 90% przypadków właśnie spokój rozwiązuje większą część problemu, który się pojawił. Zatrzymaj się, weź głęboki oddech, ewentualnie dwa lub 10. Wypij szklankę wody. Wyjdź na świeże powietrze jeśli masz taką możliwość. Pomyśl zanim wypowiesz słowo, którego możesz później żałować.

Zastanów się, co się zmieni, jeśli wyrzucisz z siebie gniew, a wraz z nim kilka niecenzuralnych słów? Materialnie - nic, no może oprócz zbitej szklanki, talerza, lub zepsutego narzędzia, którym zdarzyło Ci się uderzyć / rzucić. Niematerialnie (duchowo) zmienia się jednak bardzo dużo. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale takie wyrzucanie z siebie gniewu i to na sprawy, na które nie mamy wpływu, to grzech. W sytuacji, w której z Twoich ust lecą różne epitety w Twojej duszy zaczyna kiełkować ziarnko zasiane przez Złego. Ziarno, które już wykiełkowało będzie rosnąć dalej, jeśli ulegniemy tym nerwom, które nami targają, a konsekwencje mogą być opłakane.


Jeśli sytuacja po tym, jak dasz upust złości oraz przed wygląda identycznie to nie ma sensu tracić czasu i energii na nerwy. Szukaj rozwiązań, nie jednego, nie dwóch, może dziesięć. Jak nie wypali pierwsze ruszaj z kolejnym, do momentu, aż nie trafisz na to, które pomoże Ci rozwiązać Twój problem. Mieliście jechać na piknik za miasto, ale pada? Zjedzcie obiad w restauracji (jeśli codziennie jecie go w domu, ewentualnie odwrotnie), a piknik przełóżcie na kolejny tydzień. Tramwaj odjechał? Przyjedzie następny, a jeśli masz możliwość podejdź kilka przystanków do miejsca, z którego odjeżdża ich więcej w tym samym kierunku. Telefon się zepsuł - oddaj go do naprawy, pożycz od kogoś zastępczy i żyj dalej. 

Będzie Ci się żyło o wiele łatwiej i zdrowiej, jeśli przestaniesz się przejmować niepowodzeniami, które nie wynikają z Twoich nieudolności, czy błędów. Dodatkowo zawsze w sytuacji, w której coś idzie nie po Twojej myśli pamiętaj, że gniew powoduje wykiełkowanie w Twoim sercu grzechu i oddala Cię tym samym od Boga. Lepiej więc oddać Jemu każdą błahostkę z naszego życia (bo może to tylko dla nas błahostka, a dla Niego coś bardzo istotnego), niż przez błahostkę, na którą się zezłościmy mieć mieć problem z powrotem do Ojca.

Komentarze

  1. Dobrze jest modlić się do Ducha Świętego o Dar Rady. Niesamowity prezencik który skutkuje pewnością co do drogi czy decyzji które mamy obrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to dobry i dany nam od samego Boga "protip" :-) Ja często w momentach skrajnie krytycznych mówię po prostu "Boże weź się tym zajmij, bo ja nie mam siły" i na ogół wtedy większość problemów rozwiązuje się "sama" ;)

      Usuń
  2. Też mam z tym problem, jestem marzycielką, ciągle coś planuje i sobie wyobrażam, jak będzie pięknie. A najczęściej właśnie coś idzie nie tak, jak chciałam i jestem sfrustrowana, rozczarowana... Z drugiej strony, wiadomo, grzech to nigdy nie jest wyjście, ale nie można wszystkiego stłamsić w sobie. Gdy jako nastolatka nie wyrażałam swoich emocji i udawałam, że wszystko jest w porządku, a te niepowodzenia nie mają znaczenia, popadłam w samookaleczenie i inne nieprzyjemności. Taka bezsensowna furia jest bezsensu, ale gniew może być też budujący, o czym mówił o. Szustak. Dlatego nie polecam, żeby każde nerwy gasić głębokimi oddechami, Bóg zniesie nasz gniew, jeśli wyrazimy go w rozsądny sposób ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istotne jest, aby swoim gniewem nie krzywdzić siebie i innych. Upust gniewowi, czy raczej nagromadzonej energii, dać trzeba, ale można to zrobić w kreatywny sposób - pójść np. na trening boksu, odgarnąć śnieg, pobiegać, czy porąbać drzewo na ogrodzie :D Chodziło mi o to, by nie wyżywać się na nikim. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch

Światło