Nie ma miłości bez zazdrości

Wędrówka przez Hymn o Miłości trwa dalej. Kolejny przystanek to zazdrość. Uczucie znane chyba każdemu od najmłodszych lat życia. Zazdrościmy sobie niemal wszystkiego - kolorowych długopisów w szkole, bluzki, plecaka, butów, telefonu, komputera, samochodu, domu z ogródkiem. Zazdrościmy komuś, że pojechał w daleką podróż do kraju, o odwiedzeniu którego marzymy od lat. Wreszcie jest też zazdrość w związku i choć mówi się, że jej odrobina jest potrzebna, by podtrzymać płonący w związku ogień, to granica między dobrą zazdrością a tą przesadzoną jest bardzo cienka.


Cytując Ojca Świętego Franciszka i jego adhortację Amoris Laetitia zazdrość, to smutek z powodu dobra innych, ukazujący, że nie jesteśmy zainteresowani szczęściem innych, ponieważ skoncentrowaliśmy się wyłącznie na własnej pomyślności. Podczas gdy miłość pozwala nam wyjść z naszych ograniczeń, to zazdrość prowadzi nas do skupienia się na sobie. 

W miłości nie ma miejsca na zazdrość, czyli na poczucie zagrożenia z jakiejkolwiek strony. Tu znów pojawia się kwestia zaufania. Jeśli miedzy partnerami - małżonkami jest zaufanie to nie ma tam już miejsca na zazdrość. Jestem z kimś, wiążę z nim plany na przyszłość i jeśli widzę, że ta osoba odwzajemnia moją miłość to daję jej powodów do myślenia, że jej nie ufam, nie wierzę w jej słowa. Zaufanie jest podstawą każdej relacji.


Kiedy kogoś kocham to nie zazdroszczę mu lepszych osiągnięć w życiu tylko cieszę się jego radością. Nie szukam sposobów na udowodnienie mu, że mnie na pewno zdradził, zepsuł naszą relację, ale wierzę, gdy mówi mi, że on też chce stworzyć ze mną rodzinę, dom... Zazdrość to przeciwstawienie się dziewiątemu i dziesiątemu przykazaniu, to chęć posiadania, ale nie sama w sobie, a chęć posiadania osób i rzeczy, które przynależą do innych. To chęć odebrania komuś czegoś, o co się starał, o co zabiegał, na co ciężko pracował - chęć odebrania komuś części jego życia.


Mój mąż nie może być mężem innej kobiety tak jak żona innego mężczyzny nie zostanie żoną mojego męża. Nie zazdroszczę sąsiadowi, że jego rodzinka jest taka super, że wyjeżdżają razem na wspólne weekendowe wypady za miasto, że mają mnóstwo pieniędzy i mogą spełniać każde swoje zachcianki, ale staram się budować swoje małżeństwo i swoją rodzinę na silnym fundamencie, nie biorąc wzorców ze znajomych, nie próbując dopiec sąsiadom, ale biorąc wzorzec ze Świętej Rodziny z Nazaretu. Moja rodzina, moje małżeństwo, mój dom, praca, samopoczucie też mogą być w dobrej kondycji jeśli codziennie będę stawać do walki o to, co najważniejsze, czyli relacje i budowę zaufania. Dopóki sobie ufamy i dopóki w tym wszystkim ufamy Temu, Który to wszystko zdziałał, połączył i uświęcił, dopóty nie mamy powodów do zazdroszczenia sobie nawzajem i o siebie nawzajem.

Komentarze

  1. Nie zazdroszczę nikomu, niczego- bo mam własne życie i własną relację z Jah, który daje mi wszystko, czego potrzebuję, a nawet więcej.
    Jeśli zaś chodzi o życie z partnerem życiowym - też nie może być tu miejsca na zazdrość; to tłamsi, zamyka w klatce i drugą osobę i tą, która jest zazdrosna. Miłość rządzi się całkowitą wolnością.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Chyba właśnie o zaufanie najbardziej się tu rozchodzi. Musimy sobie ufać, bo inaczej związek dwojga ludzi zamieni się w dwoje ludzi przesłuchujących i sprawdzających siebie nawzajem jak na komisariacie...

      Usuń
  3. Zły chowa się wszędzie. Czasami ciężko nam cieszyć się z powodzenia innych ludzi, ale to zły nami kieruje. Trzeba nauczyć się, że sami również możemy osiągnąć to co inni, a nawet więcej, nie ma czasu na zazdrość, przekujmy to w działanie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Skoro już tu jesteś, zostaw po sobie ślad. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat i podziękuję Ci za wizytę.

Przeczytaj również

Bezwstyd czyli co?

Mowa jest srebrem, milczenie złotem, a foch to foch